Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kłopot z wygrywaniem poza Poznaniem. Lech królem wyjazdowych remisów

Kłopot z wygrywaniem poza Poznaniem. Lech królem wyjazdowych remisów

Piłka nożna | 27 lutego 2015 23:12 | Przemysław Drewniak
Patrząc na ofensywne poczynania swoich piłkarzy, trener "Pasów" mógł tylko rozkładać ręce
fot. Superstar.com.pl/Marcin Karczewski
Patrząc na ofensywne poczynania swoich piłkarzy, trener "Pasów" mógł tylko rozkładać ręce

Lech Poznań w żółwim tempie goni warszawską Legię. Zamiast wykorzystać fakt, że w ostatnich ligowych meczach mistrz Polski grał rezerwowym składem, drużyna z Wielkopolski już dwa razy straciła wiosną punkty i wciąż nie może doskoczyć do pozycji lidera. Głównym problemem ekipy Macieja Skorży jest jej postawa na wyjazdach – do tej kolejki na 10 takich meczów Lech aż sześć razy notował remis, a po raz siódmy dokonał tego w pojedynku z Cracovią.


Mecz w Krakowie zapowiadał się jako jedna z najciekawszych ekstraklasowych propozycji w ten weekend, ale po jego zakończeniu mamy nadzieję, że równie słabego meczu już w tej kolejce nie obejrzymy. Tak jak tydzień temu w Gdańsku, stan murawy na stadionie przy Kałuży był w opłakanym stanie. Do tego stopnia, że piłkarzom niewiele łatwiej grałoby się na położonych po drugiej stronie ulicy Błoniach. Zastanawiamy się, czy Ekstraklasa SA nie powinna przyjrzeć się wymogom, zgodnie z którymi zatrudnia się personel odpowiedzialny za stan boisk. Nawet niekorzystna pora roku nie tłumaczy tak nierównej płyty, choć z drugiej strony, jej kondycja też nie może stanowić jedynego wytłumaczenia dla niskiego poziomu widowiska.


Jeśli mogliśmy w tym meczu coś podziwiać, to byłaby to z pewnością organizacja gry po stracie piłki w wykonaniu obu zespołów. Pod tym względem piłkarze Cracovii i Lecha odrobili zadanie domowe bardzo dobrze, za to znacznie gorzej wychodziło im kreowanie akcji ofensywnych. Dzisiejszego wieczoru wśród najlepszych zawodników mogliśmy wymienić Sretena Sretenovicia, Miroslava Covilo, Paulusa Arajuuriego czy Łukasza Trałkę. A ten zestaw personalny wskazuje, że w Krakowie dominowała defensywa.


Kto był bliżej zwycięstwa? W zasadzie… nikt, bo był to idealny mecz na remis. Na początku drugiej połowy spotkanie przez kilkanaście minut nabrało szybszego tempa, na boisku zrobiło się trochę więcej miejsca, a obie drużyny stworzyły po jednej stuprocentowej okazji. Najpierw Maciej Gostomski naprawił swój błąd przy próbie złapania piłki i znakomicie wybronił strzał z bliskiej odległości Bartosza Kapustki, a po drugiej stronie bliscy zdobycia bramki byli Zaur Sadajew i Kasper Hamalainen. Po znakomitym dośrodkowaniu Tomasza Kędziory z prawej strony boiska (zagranie meczu!) Rosjanin główkował w słupek, a piłka po niekontrolowanym odbiciu od nogi Fina wpadła wprost w ręce Krzysztofa Pilarza.


Poza tymi sytuacjami obejrzeliśmy jednak niewiele akcji, które mogłyby się złożyć na highlight z tego meczu. Dużo łatwiej byłoby stworzyć składankę kiksów i nieporozumień. Z pewnością znalazłyby się wśród nich strzał Sadajewa w aut, albo bombę zza pola karnego Erika Jendriska, po której piłka poszybowała jeszcze wyżej niż po fatalnym nieszczęśliwym uderzeniu Michała Kucharczyka ze spotkania z Ajaksem.


Lech zawiódł w kreowaniu akcji, momentami zaskakując bojaźliwością i atakowaniem pola karnego Cracovii zbyt małą ilością zawodników. Pod tym względem Kolejorz zaprezentował się znacznie słabiej niż tydzień temu w meczu z Ruchem. Dlaczego? Z powodu nieregularnej formy, nierównej murawy czy stylu gry Cracovii? Pewnie złożył się na to każdy z wymienionych czynników. O ile skrzydłowi czy Sadajew zaprezentowali się tym razem słabiej, to kilka cieplejszych słów możemy powiedzieć o debiutancie, Arnaudzie Djoumie. Belg z pewnością nie pokazał nawet 70 procent swoich umiejętności, ale w jego zagraniach było widać pewność, jakość i doświadczenie gry na wysokim poziomie. Po przeciętnej pierwszej połowie, w drugiej potrafił odnaleźć się w ekstraklasowym chaosie panującym na boisku.


Cracovia bardzo solidnie wyglądała w defensywie, ale Robert Podoliński pracuje z drużyną już wystarczająco dużo czasu, by nieco poważniej rozliczać „Pasy” z gry ofensywnej. Wydaje się, że z przebojowym Boubacarem Diabangiem na skrzydle, Kapustką i Marcinem Budzińskim w środku oraz Erikiem Jendriskiem i Denissem Rakelsem z przodu Cracovia ma całkiem spory potencjał, którego jak dotąd nie potrafi wykorzystać. Przeciwko Lechowi żaden z tych piłkarzy nie spisał się na miarę swoich możliwości. Podoliński musi szybko poukładać klocki w swojej ofensywie, jeśli chce nawiązać walkę o miejsce w czołowej ósemce.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)