Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Na taki mecz czekaliśmy. Górnik i Śląsk zrobili show w Zabrzu

Na taki mecz czekaliśmy. Górnik i Śląsk zrobili show w Zabrzu

Piłka nożna | 28 lutego 2015 20:46 | Przemysław Drewniak
Bracia Paixao rozegrali mecz na przełamanie, strzelając dwa gole w Zabrzu
fot. Superstar.com.pl/Marcin Karczewski
Bracia Paixao rozegrali mecz na przełamanie, strzelając dwa gole w Zabrzu

Szykowaliśmy się na nudy, ostrożnę grę obu drużyn i niewiele goli. Na szczęście Ekstraklasa lubi zaskakiwać, także w pozytywny sposób. Gdyby w każdej kolejce był choć jeden taki mecz, popularność naszej ligi wzrastałaby w znacznie szybszym tempie. Górnik Zabrze zremisował ze Śląskiem Wrocław 3-3 po spotkaniu, w którym pełno było emocji, dramaturgii i zwrotów akcji. Piłkarskiej jakości? Momentami troszeczkę brakowało, ale tym razem powodów do narzekania naprawdę nie mamy.


Ten mecz pokazał, że bronienie korzystnego wyniku w naszej Ekstraklasie wcale nie musi być opłacalną taktyką. Prawie każdy gol w Zabrzu padł w wyniku tego, że któraś z drużyn zaczęła grać nieco bardziej asekuracyjnie i coraz głębiej cofała się pod własne pole karne. Jak widać, w naszej lidze futbol „na tak” też może przynieść korzyści.


Już pierwsze minuty dały nam sygnał, że czeka nas kawał meczu. Śląsk mógł szybko otworzyć wynik meczu, ale bracia Paixao nie potrafili pokonać Pavelsa Steinborsa. Górnik zrewanżował się swoją pierwszą groźną akcją już minutę później i objął prowadzenie. W pole karne piłkę posłał Łukasz Madej – piłkarz, który w największym stopniu gwarantował w tym meczu emocje. Ta doszła do niepilnowanego Romana Gergela, który wykorzystał niezbyt dobre ustawienie Jakuba Wrąbla i zmieścił piłkę w krótkim rogu bramki Śląska.


Wspominaliśmy, że momentami brakowało w tym meczu piłkarskiej jakości? Dotyczy to zwłaszcza okresu między 15. minutą a końcówką pierwszej połowy, gdy tempo spotkania spadło. Górnik miał kłopoty ze skonstruowaniem groźnego kontrataku, a Śląsk nie potrafił poradzić sobie w ataku pozycyjnym. Co z tego, że w środku pola nieźle wyglądali Mateusz Machaj i Krzysztof Danielewicz, skoro na skrzydłach akcje psuli Robert Pich i Flavio Paixao, a z przodu nie mógł odnaleźć się jego brat Marco. Nie mógł, aż do 44. minuty, gdy w nieoczekiwanym momencie po dośrodkowaniu Danielewicza Portugalczyk najlepiej odnalazł się w zamieszaniu i umieścił piłkę w siatce.


Druga połowa też zaczęła się niepozornie, ale od czego był Łukasz Madej. Bohater meczu, i to nie zawsze w znaczeniu pozytywnym. Pomocnik Górnika siedem minut po wznowieniu gry fatalnie zachował się w murze przy rzucie wolnym wykonywanym przez Machaja. Właściwie uniknął piłki, która wpadła do bramki obok zaskoczonego Steinborsa. Później to na Madeju spoczywał głównie ciężar rozgrywania akcji zabrzan, ale zarówno jemu jak i pozostałym piłkarzom gospodarzy brakowało dokładności. Wydawało się, że Śląsk dowiezie zwycięstwo do końca, ale Madej w końcu nastawił celownik, i to jak – strzał w okienko zza pola karnego z pewnością jest jednym z najładniejszych trafień tego sezonu.


Temperatura meczu w Zabrzu wzrosła, ale piłkarze obu drużyn dopiero się rozkręcali. Ostatnie kilkanaście minut to był istny huragan. Nikt nie był zadowolony z remisu, więc piłka przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. W końcu idealny kontratak udało się rozegrać Śląskowi. Akcję rozpoczął Marco Paixao, który przekazał piłkę Peterowi Grajciarowi, a ten z wyczuciem podał do Flavio Paixao. Notujący bardzo przeciętny występ Portugalczyk tak jak jego brat w pierwszej połowie zdobył się na błysk swoich umiejętności i precyzyjnym strzałem prawą nogą zdobył swojego pierwszego gola w tym roku.


Kibice Górnika, którzy przy Roosevelta nie świętowali zwycięstwa od sierpnia ubiegłego roku, szykowali się już na kolejną porażkę swojej drużyny, gdy po spontanicznym strzale z dystansu Roberta Jeża piłkę w polu karnym dotknął ręką Tomasz Hołota. Z rzutu karnego nie pomylił się Mariusz Magiera i ustalił wynik meczu, który zakończył się zasłużonym remisem.


Choć obu drużynom zabrakło konsekwencji, umiejętności utrzymania się przy piłce i jakości w defensywie, to jednak z całą pewnością możemy powiedzieć, że był to futbol na miarę grupy mistrzowskiej. Pozostaje tylko żałować, że więcej polskich drużyn nie chce grać w piłkę tak, jak robią to Śląsk i Górnik. A najważniejsze jest to, że w możliwościach zespołów Roberta Warzychy i Tadeusza Pawłowskiego wciąż widać rezerwy.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)