Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Porto z impetem wchodzi do ćwierćfinału. I może tam namieszać

Porto z impetem wchodzi do ćwierćfinału. I może tam namieszać

Piłka nożna | 10 marca 2015 23:33 | Przemysław Drewniak
Radość piłkarzy FC Porto po fantastycznym strzale Casemiro na 3:0
fot. UEFA Champions League Facebook Official
Radość piłkarzy FC Porto po fantastycznym strzale Casemiro na 3:0

We wtorkowy wieczór na Estadio do Dragao w Porto nie było niespodzianki - gospodarze dosyć łatwo rozprawili się z FC Basel, wygrywając 4-0. Portugalska drużyna nie tylko zdominowała mistrzów Szwajcarii, ale strzeliła im też przepiękne bramki, z których każda mogłaby kandydować do miana najładniejszego trafienia fazy pucharowej Ligi Mistrzów.


Końcowy wynik bardzo dobrze oddaje przebieg meczu, bo piłkarze FC Porto mieli nad nim kontrolę od pierwszej do ostatniej minuty. Gospodarze imponowali skutecznym pressingiem w obronie, a przede wszystkim grą w ataku pozycyjnym. Świetnie utrzymywali się przy piłce, potrafili „rozklepać” rywali na małej przestrzeni, przewyższając ich zarówno wyszkoleniem technicznym, jak i przygotowaniem taktycznym. Patrząc na różnice w budżecie i potencjale obu zespołów (według Transfermarkt kadra FC Porto jest warta o 160 milionów euro więcej), nie stanowiło to najmniejszej niespodzianki.


Już w pierwszym meczu podopieczni Julena Lopeteguiego mogli rozstrzygnąć o losach rywalizacji, ale po zmarnowaniu kilku stuprocentowych sytuacji wywieźli z Bazylei jedynie remis. Teraz karta się odwróciła, a Porto wszystkie cztery gole zdobyło po pięknych uderzeniach zza pola karnego. W pierwszej połowie z rzutu wolnego wykonywanego tuż sprzed szesnastki znakomicie uderzył Yacine Brahimi, a po przerwie z podobnej odległości, ale już z akcji, popisał się Hector Herrera. Obu zawodników przebił jednak Casemiro, który w 56. minucie huknął z wolnego z około 25 metrów niemal w samo okienko. Strzelanie na Dragao zakończył Vincent Aboubakar. Kameruńczyk samodzielnie przeprowadził kontratak i zdecydował się na strzał, po którym piłka wylądowała w górnym rogu bramki Tomasa Vaclika. 


Prawdziwy mecz skończył się w zasadzie na trzecim golu dla Porto, po którym sprawa awansu była już jasna. Wcześniej mogliśmy zobaczyć, jak wszechstronnym i niebezpiecznym zespołem są gospodarze. Numerem jeden wśród „Smoków” był bez wątpienia Brahimi. W pierwszej połowie Algierczyk sprawiał rywalom największe zagrożenie, a z jego dynamiką i doskonałym panowaniem nad piłką nie mógł sobie poradzić Toulent Xhaka i inni obrońcy Bazylei. Środek pola bardzo dobrze zabezpieczał Casemiro, a Herrera był „mózgiem” większości udanych akcji Porto. Goście, którym pomysł na grę kończył się przed polem karnym rywali, nie mieli odpowiedzi na tak silną linię pomocy.


Przypomnijmy, że Porto to obok Chelsea jedyna drużyna bez porażki w tym sezonie Ligi Mistrzów. Nie jest to przypadek, bo drużyna Lopeteguiego potrafi dostosować się do różnych stylów gry. Nie ma problemów w ataku pozycyjnym, co pokazał dwumecz z Bazyleą, a w dodatku potrafi być niezwykle groźna w kontratakach, wykorzystując szybkość Brahimiego, Herrery i Tello oraz siłę Aboubakara. A jest przecież jeszcze pauzujący we wtorek Jackson Martinez. Co jeszcze ważniejsze, „Smoki” dysponują szczelną defensywą, która w 24 meczach ligi portugalskiej straciła zaledwie 10 goli i jest pod tym względem najlepsza w kraju. Siłę obrony Porto pokazała sytuacja z pierwszej połowy, gdy kontuzjowanego kapitana zespołu Danilo (niebezpieczne zderzenie z bramkarzem) zastąpił Bruno Martins Indi. Rezerwowy Holender nie tylko nie obniżył jakości gry, ale był również jedną z wyróżniających się postaci zespołu gospodarzy.


Jeśli Porto uniknie pecha w losowaniu (Barcelona), w ćwierćfinale może sprawić kłopoty nawet teoretycznie silniejszym. Biorąc pod uwagę, że oprócz Blaugrany żaden z potentatów ostatnio nie zachwycał, zespół Lopeteguiego śmiało możemy uznać za czarnego konia Champions League.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)