Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Mało królewski Madryt

Mało królewski Madryt

Piłka nożna | 13 marca 2015 21:18 | Adrian Szymczak

fot. Real Madrid C.F. / facebook.com

 Na jednym spotkaniu świat się nie kończy, ale prawda jest taka, że Real Madryt pokazuje słabą grę od początku roku. Niby wygrali osiem spotkań, ale nie było w tym polotu, finezji i elegancji jaką mogliśmy oglądać w zeszłym roku. Wymęczone zwycięstwo z Elche, Deportivo, Cordobą; bezbarwny remis z Villareal. No i przede wszystkim bolesne porażki: Valencia, Athletic Bilbao, przegrana w Copa del Rey z lokalnym rywalem - Atletico. No i ta ostatnia - z Schalke. Te wszystkie 15 spotkań są jakby nożem, który z każdym kolejnym meczem coraz bardziej przylega do gardła Realu Madryt. Co się stało z wielkim Realem Madryt?

 

Bezlitosne Bernabèu

 

Wszystkie media związane z futbolem już od dłuższego czasu informują o dużym kryzysie w poczynaniach Realu Madryt. Miarka się przebrała po wtorkowym spotkaniu Ligi Mistrzów przeciwko Schalke 04. Real wygrał pierwsze spotkanie na wyjeździe 2-0 i z dużym spokojem podchodził do spotkania rewanżowego. Kibice zasiadający na trybunach Santiago Bernabèu spodziewali się pogromu, najlepiej takiego jak w poprzedniej edycji LM. To, co oglądali przez 90 minut wtorkowego spotkania przerosło ich pod każdym możliwym względem. Królewscy dali sobie wbić aż 4 bramki, ale indywidualne umiejętności poszczególnych zawodników pozwoliły na strzelenie trzech bramek i awans do kolejnej rundy. Real nie miał kontroli nad tym spotkaniem. O mały włos nie doszło do sensacji i do kompromitacji na skalę wręcz historyczną. Taktycznie przegrali w każdym aspekcie. Khedira chodził po boisku i szukał szczęścia, Isco nie miał w ogóle swobody, Kroos osamotniony w środku nie wyrabiał się w łączeniu obrony z atakiem. A obrońcy? Myślę, że gdybyśmy w ataku Schalke ustawili dwóch, trzech zawodników z naszej A-klasy to wynik byłby podobny. Real nie istniał, Real był bezpłciowy, bezbarwny, grał bez sensu - wszystko było bez czegokolwiek pozytywnego. Kibice zasiadający przy Concha Espina 1 są jednymi z najbardziej wymagających widowni na świecie. Tego wieczoru nie wybaczyli swoim piłkarzom żadnego błędu. Madridistas czuli się upokorzeni. Gwizdy, które towarzyszyły piłkarzom po zakończeniu spotkania były słyszalne chyba w całym Madrycie…

 

BBC czyli Bye Bye Carlo?

 

Drużyna gra w kratkę, przegrywa, nie pokazuje nic szczególnego i od razu wszyscy biorą pod lupę pracę szkoleniowca. Trener Carlo Ancelotti czuje presję otoczenia chyba najbardziej z całego zespołu. To na niego są teraz skierowane oczy całego Madridismo i od niego wymaga się najwięcej. Od trenera zależą wszystkie zmiany, których ewidentnie trzeba dokonać. Włoch z uporem maniaka trzyma się jednego, utartego schematu. Może i ten schemat przynosił efekty wcześniej, ale gdy został rozszyfrowany, wypadałoby go zmienić. Ancelotti bardzo wierzy w swoich zawodników pomimo tego, że niektórzy z nich już dawno powinni usiąść na ławce. Głównie mam na myśli tutaj Gareth'a Bale'a. Walijczyk w tym roku strzelił tylko trzy bramki! Najdroższy piłkarz świata w okresie świątecznym chyba zjadł gdzieś swoją formę razem z karpiem. Zupełnie nie przypomina zawodnika, który zawojował La Liga i niczym TGV mijał obrońców rywali. Coś jest na rzeczy, ale Carlo Ancelotti nadal wierzy, że Bale odzyska formę i znów wszystko wróci do normy.

 

Przy obecnych poczynaniach Królewskich, warto zastanowić się nad słusznością wystawiania tercetu BBC - Bale, Benzema, Cristiano. Któż by nie chciał mieć w swoich szeregach takiej trójki ofensywnych piłkarzy? Ci zawodnicy zdobyli dla Realu mnóstwo bramek, ale ostatnimi czasy coś mocno szwankuje w tej maszynie. Kilkukrotnie dało się zauważyć, że jest między nimi jakaś niezdrowa atmosfera. Było widać niezadowolenie, nerwowe gesty i niecenzuralne słowa wypowiedziane gdzieś pod nosem, gdy akcja nie wyszła któremuś z nich. Wygląda na to, że zostają już tylko dwa wyjścia z tej sytuacji: albo BBC znów otworzy worek z bramkami i będą strzelali jedną za drugą; albo nadchodzi kres formacji BBC i rozpad tej relacji.

 

Jedenastu to za mało.

 

W miarę możliwości, Carlo Ancelotti wystawia żelazną jedenastkę. Ci sami zawodnicy grają prawie co mecz, sporadycznie dochodzi do jakiś zmian. Tylko, że we współczesnym futbolu, solidna wyjściowa jedenastka to zdecydowanie za mało. Trzeba mieć jakieś zaplecze, jakieś zabezpieczenie. W drużynie Realu Madryt brakuje wartościowych zmienników. Kontuzje, które dopadły kluczowych zawodników drastycznie osłabiły zespół. Obrona bez Ramosa jest dziurawa i niestabilna. Para obrońców Varane-Pepe ostatnimi czasy zawodzi. Alvaro Arbeloa pokazał, że jego forma odbiega od poziomu Ligi Mistrzów i zawalił przy dwóch bramkach z Schalke. Kontuzja Jamesa Rodrigueza spowodowała, że tylko na Isco spoczywa kreatywne rozgrywanie akcji Królewskich. Talent jakim dysponuje Hiszpan nie podlega żadnej wątpliwości, ale w pojedynkę nie "rozmontuje" on obrony przeciwnika.

 

Najbardziej bolesna i widoczna była strata Luki Modricia. Real bez Chorwata stracił kontrolę nad środkową strefą boiska. Królewscy nie potrafili wyjść spod pressingu przeciwnika w odpowiedni sposób i w środku widoczny był chaos. Zmiennicy - Khedira, Silva i Illaramendi nie dawali tej jakości, jaką dawał Modrić. Sami Khedira swoimi poczynaniami na boisku robił wszystko, by jak najszybciej opuścić szeregi Los Blancos (nota bene podobno już dogadał kontrakt z Schalke), a Lucas Silva dopiero wchodzi do zespołu i minie jeszcze trochę czasu nim zaadaptuje się w nowym środowisku. Asier Illaramendi nie zaskarbił sobie sympatii Ancelottiego swoimi występami. W tym chłopaku drzemie duży potencjał, ale nie wiadomo jak go z niego wyciągnąć.

 

Madridismo tęskniło za Lukitą, bo tylko on w nieszablonowy sposób potrafił połączyć obronę z atakiem i najlepiej współpracował z Tonim Kroosem. Niemiec chyba odetchnął z ulgą po powrocie Modricia do składu. Różnica w grze środkowych pomocników była widoczna w meczu z Schalke: Khedira zupełnie nie radził sobie z przeciwnikiem, unikał gry i nie dogadywał się z Kroosem. W drugiej połowie na boisko wszedł Chorwat i nie tylko uspokoił trochę grę w środku, ale także odciążył Toniego Kroosa.

 

Na ławce są jeszcze trzej panowie, którzy cały czas liczą na swoje szanse. Pierwszym z nich jest bramkarz - Keylor Navas. Najlepszy bramkarz La Liga poprzedniego sezonu wręcz marnuje się na ławce Królewskich. Wydaje mi się, że dobrym ruchem byłaby zmiana między słupkami bramki Los Blancos. Iker Casillas, przez niejednych uważany za Świętego, kilkukrotnie ratował swój zespół, ale w drużynie potrzeba świeżości, trzeba znaleźć punkt zapalny.

 

Javier Chicharito Hernandez czeka cierpliwie na swoją szansę, by móc wreszcie zastąpić Benzemę. Miał już zimą odejść z zespołu, ale Ancelotti nie puścił go twierdząc, że jest ważnym elementem zespołu. Trzeba jednak przyznać, że nie prezentuje on takiego poziomu jak Benzema i pozostaje mu tylko czekać na kontuzję Francuza.

 

Na ławce posadziłbym także wspomnianego wcześniej Bale'a i w jego miejsce umieściłbym młodego Jesè. On nie jest tym słabym ogniwem ławki rezerwowych. On po prostu potrzebuje gry. Hiszpan jest jedną z dwóch perełek madryckiej La Fabrica i po prostu potrzebuje większej ilości minut na boisku. Drugą z nich jest Morata, który błyszczy w Juventusie, bo tam dostał czas na boisku i świetnie go wykorzystuje. Myślę, że w przypadku Jesè sytuacja byłaby identyczna, ale Ancelotti broni się przed zmianami, które w futbolu są nieuniknione. Skrzydłowy Królewskich coraz dobitniej pokazuje swoje niezadowolenie ze swojej sytuacji. Przykład frustracji mieliśmy w spotkaniu z Elche, gdzie piłkarz rozgrzewał się przez 30 minut, po czym miał wejść na ostatnie minuty spotkania, ale Carlo tak przeciągał zmianę, że koniec końców doszło do niej na kilkanaście sekund przed końcem spotkania. Schodząc do szatni młody zawodnik klął coś pod nosem i nie mógł się pogodzić z decyzją szkoleniowca. Wydaje mi się, że im szybciej Jesè dostanie szanse, tym większe są szansę na rozwój jego talentu.

 

Z meczu na imprezę - z imprezy na trening.

 

Przyglądając się całej sytuacji Królewskich nasuwa się również jedno pytanie: Czy słusznie wszyscy liczą tylko na Carlo Ancelottiego i jego zmiany? Wydaje mi się, że wina leży również wśród samych piłkarzy. Obrońca Pepe w niedawnym wywiadzie dla hiszpańskiego radia przyznał, że zawodnicy nie do każdego spotkania podchodzą w odpowiedni sposób. Nie ma koncentracji, zaangażowania, nie ma zadziorności. Gdzieś w tym wszystkim, piłkarze Królewskich zgubili mentalność zwycięzców. Po wysoko przegranym meczu z Atletico Madryt, w mediach zrobiło się głośno o imprezie urodzinowej Cristiano Ronaldo. Piłkarz zaprosił swoją rodzinę, znajomych, ale obecni byli także Rodriguez, Modrić i Khedira (może ktoś jeszcze - tego nie wiemy). Piłkarze Królewskich złamali wewnętrzny regulamin zespołu i zostali ukarani finansowo. Władze Realu były rozwścieczone, zarzucając swoim piłkarzom nieprofesjonalne zachowanie. Nie dość, że przegrali 4-0, odpadli z Copa del Rey to jeszcze zamiast odpoczywać - bawią się w najlepsze. Nie mówię, że nie można wyprawiać urodzin i świętować wydarzenia ze swojego życia, ale przydałaby się odrobina ogłady w tym wszystkim. Kilka tygodni później miały miejsce kolejne ekscesy w wykonaniu piłkarzy Los Blancos. Większa część drużyny spotkała się w restauracji na zaproszenie Sergio Ramosa, by wspólnie zjeść kolację, by wskrzesić ducha drużyny, zjednoczyć się. Niestety kilku z nich tak się długo jednoczyło, że ostatni piłkarze opuszczali restaurację po godzinie 4 nad ranem, a następnego dnia mieli trening na godzinę 11. Czy tak postępują zawodowcy? Myślę, że część piłkarzy pomyliła priorytety i skupia się na tym, na czym nie powinna.

 

El Clasico zbliża się wielkimi krokami. Fc Barcelona odrobiła już stratę do Realu i przejęła fotel lidera, wykorzystując fatalną postawę Królewskich. Będzie to bardzo ciekawe spotkanie i kluczowe dla reszty sezonu. Przy obecnej formie obu zespołów, Barcelona może powtórzyć historyczny wynik, kiedy to Gerard Pique pokazywał triumfalnie pięć palców.

 

Przed Królewskimi ogromne wyzwanie. Nie tylko przed Carlo Ancelottim, nie tylko przed Ronaldo, Benzemą czy Isco. Cała drużyna, cały Real Madryt musi się wziąć w garść i wrócić na odpowiednie tory, by na koniec sezonu móc spokojnie powiedzieć: daliśmy z siebie wszystko. Znów musi ruszyć maszyna, która święciła poczwórny triumf w 2014 roku.

 

To jest Real Madryt - oni zawsze walczą o najważniejsze trofea. Ich nigdy nie można skreślać. Mentalność zwycięzców mają we krwi.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)