Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piast strzelał tylko ślepakami. Półfinał Pucharu Polski dla Podbeskidzia
Ambitna gra, m.in. Tomasza Górkiewicza, pozwoliła "Góralom" wywalczyć awans do półfinału PP
fot. x-news
Ambitna gra, m.in. Tomasza Górkiewicza, pozwoliła "Góralom" wywalczyć awans do półfinału PP

Piast strzelał tylko ślepakami. Półfinał Pucharu Polski dla Podbeskidzia

Piłka nożna | 19 marca 2015 20:32 | Przemysław Drewniak

Nie było niespodzianki w rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski pomiędzy Podbeskidziem a Piastem. Bielszczanie utrzymali korzystny wynik z pierwszego meczu w Gliwicach (2-1) i przed własną publicznością zwyciężyli 1-0 po bramce Dariusza Kołodzieja. „Górale” okazali się w dwumeczu lepsi, choć… przez jego większość inicjatywę na boisku mieli rywale. Problem w tym, że Piast bombardował bramkę Podbeskidzia tylko ślepakami.


- Zwycięzców się nie sądzi – stwierdził na pomeczowej konferencji prasowej trener Leszek Ojrzyński. Gdy pada takie zdanie, to wiadomo, że z przebiegu gry przegrani wcale nie byli gorsi i mogli pokusić się o coś więcej. Tak właśnie wyglądało spotkanie w Bielsku-Białej. Cofnięte Podbeskidzie momentami ryzykowało zdecydowanie zbyt wiele, pozwalając Piastowi na tworzenie groźnych sytuacji pod własną bramką. Gościom brakowało jednak jakości w wykończeniu, a ku uciesze kibiców „Górali” mocnym punktem gospodarzy był wreszcie Richard Zajac.


Mimo niekorzystnego wyniku z pierwszego meczu, Piast wykazał się w rewanżu determinacją i chęcią odrobienia strat. Ale to w zasadzie wszystko, za co możemy pochwalić gliwicką drużynę, bo jakość wykreowanych sytuacji do strzelenia gola często pozostawiała wiele do życzenia. Nie lubię, gdy przecenia się wartość umiejętności jednego zawodnika i jego wpływu na poczynania całej drużyny. W futbolu najwięcej zależy bowiem od kolektywu, ale w meczu z Podbeskidziem jakieś 50% wartości Piasta stanowiła gra Konstantina Vassiljeva. Estończyk znakomicie napędzał akcje swojej drużyny, robił co mógł nawet w defensywie, ale na boisku w Bielsku-Białej wyglądał jak dorosły, który wszedł do piaskownicy pełnej małych dzieci. Jego świetne zagrania penetrujące defensywę Podbeskidzia nijak nie pasowały do niechlujnej i nieskutecznej gry jego kolegów.


W drugiej połowie bielszczanie zrobili Piastowi przysługę, cofając się we własne pole karne. Nie od dziś wiadomo, że defensywa nie jest najmocniejszą stroną tej drużyny. Podbeskidzie po raz pierwszy w tym roku zachowało czyste konto, choć wcale nie ustrzegło się błędów w obronie. Wręcz przeciwnie – było ich całkiem sporo. Za każdym razem gościom brakowało jednak wykończenia, albo szczęścia, tak jak przy główce w poprzeczkę Kornela Osyry. Fakt, że mając tak wiele okazji Piast wyjechał z Bielska-Białej z zerem na koncie, świadczy o tym, że w tej drużynie ewidentnie coś nie gra. I nie jestem przekonany czy zmiana trenera to najlepszy pomysł, by to zmienić.


Podbeskidzie miało solidnego Zajaca i dużo szczęścia, że żadna z niewykorzystanych okazji się nie zemściła. W drugiej połowie wysoko grająca defensywa Piasta pozwoliła im stworzyć kilka świetnych szans, ale cieniem siebie z meczu w Zabrzu był Bartosz Śpiączka, w kluczowych sytuacjach w piłkę nie mógł trafić Krzysztof Chrapek, a w końcówce dwa razy pudłował Damian Chmiel. Jedynego gola strzelił z rzutu wolnego Dariusz Kołodziej, który spośród bielskich dublerów wydaje się być najbliżej gry w wyjściowym składzie.


Choć różnica w jakości gry między rezerwowymi a piłkarzami z podstawowego składu Podbeskidzia jest widoczna, to trzeba jednak oddać „Góralom” fakt, że to właśnie dublerzy zapewnili drużynie Ojrzyńskiego drugi w historii klubu awans do półfinału Pucharu Polski. To nie przypadek, bo w Bielsku-Białej nie mieli równie szerokiej kadry od wielu lat. Swoje zrobiło też doświadczenie – bohaterami dwumeczu z Piastem okazali się Piotr Malinowski, Kołodziej i Zajac, a w poprzednich rundach świetne występy zaliczyli Pavol Stano (w Zabrzu) czy nieobecny już w pierwszej drużynie Podbeskidzia Dariusz Pietrasiak (w Bydgoszczy).


W półfinale bielszczanie z pewnością zagrają już w najlepszym możliwym składzie, bo o historyczny finał przyjdzie im się zmierzyć z Legią Warszawa. Na pierwszy rzut oka jedynym argumentem, który w tej rywalizacji będzie przemawiał za Podbeskidziem, jest nieśmiertelne „ bo w futbolu wszystko jest możliwe”. Może i tak, ale ten oklepany tekst to dosyć mocny argument – zwłaszcza w systemie mecz-rewanż, gdy jeden przypadkowo strzelony gol na wyjeździe może zadecydować o wyniku rywalizacji. Gdy cztery lata temu klub z Bielska-Białej jako pierwszoligowiec sensacyjnie awansował do półfinału Pucharu Polski, nikt nie dawał mu szans w starciu z Lechem. Mimo tego, Podbeskidzie było o krok od finału, bo po remisie 1:1 w Poznaniu u siebie prowadziło z ówczesnym mistrzem Polski już 2:0, by w ostatnich 20 minutach stracić trzy gole. „Górale” marzą, by w rywalizacji z Legią odbić sobie tamto niepowodzenie i wystąpić na Stadionie Narodowym. A póki nie zejdą z boiska pokonani, nikt nie może im tego zabronić.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)