Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Złoty środek Manchesteru United

Złoty środek Manchesteru United

Piłka nożna | 21 marca 2015 13:46 | Michał Kozera

fot. Manchester United / Facebook.com

Wiele było potrzeba spotkań, by wreszcie Louis van Gaal zaoferował kibicom taką drużynę, która gra zarazem ładnie i skutecznie. Środek pola podczas meczu z Tottenhamem okazał się strzałem w dziesiątkę, jednak czy wystarczy na Liverpool? Przed Manchesterem United wielki test, ale drużyna ma mocne karty.

 

Podczas ostatnich kilku spotkań Manchesteru United dało się łatwo wypisać trzy pozornie kluczowe minusy decydujące o słabych występach oraz rezultatach klubu z Old Trafford. Dwa z nich stanowią grube miliony piłkarskiego świata – to nieskuteczny Falcao oraz zagubiony di Maria. Trzeciego upatrywany w nieobecności jednego z najbardziej lubianych graczy w Manchesterze – Juana Maty. Przypadek, łut szczęścia czy może faktyczna, chłodna kalkulacja sprawiły, że gdy wszystkie elementy powróciły na swoje miejsce, wynik nie zawiódł.

 

Kibice wielokrotnie słali w eter swoje życzenia związane ze składem lub formacją używaną przez Louisa van Gaala i w większości przypadków (co brzmi trochę dziwnie) mieli rację. Stosowanie formacji z czterema obrońcami, wystawianie Herrery w podstawowym składzie - oczekiwania kibiców były w pewnym stopniu spełniane, chociaż ewoluowały. Jeszcze tydzień temu aktualna prośba brzmiała: zagrajmy z Rooneyem na szpicy oraz pozwólmy grać Macie. Popularny stał się twitterowy hashtag #FreeMata, za pomocą którego kibice wyrażali swoje zdziwienie nie tylko sadzaniem Hiszpana na ławce, ale przegrywaną przez niego rywalizacją z Fellainim. Szkoleniowiec miał jednak swoją taktykę opartą na filozofii ściany i balansie afrodębu.

 

Czy dopiero zawieszenie di Marii przyniosło zmiany? Na ławce zasiadł Januzaj i nareszcie w pierwszym składzie zobaczyliśmy Matę. Co więcej, miejsca nie zabrakło w zasadzie dla nikogo z oczekiwanych piłkarzy, dzięki czemu kibice otrzymali prawdziwy „full pakiet” – Carrick, Herrera, Fellaini, Young, Rooney. Zabrakło herezji, nie było eksperymentów, taktyka na mecz wreszcie prezentowała się w sposób nie budzący zastrzeżeń. United wyszło na mecz bardzo optymalnym składem w formacji 4-3-3 płynnie przechodzącej w 4-1-4-1.

 

Na taką sytuację pozwoliły (a raczej wymusiły ją) absencje wspomnianego już di Marii oraz brak Luke’a Shaw. Pełnie zdrowia osiągnął Michael Carrick, dzięki czemu van Gaal mógł spokojnie powierzyć lewą stronę defensywy swojemu rodakowi – Daley Blindowi nie martwiąc się o odpowiednią komunikację formacji defensywnych z ofensywnymi. Zadziałało to wzorowo, bowiem Carrick już od pierwszych minut pokazał swoje mistrzostwo w fachu, bardzo dobrze wchodząc w mecz i dając wiele pewności w środku pola. To dzięki niemu z przodu czwórka pomocników wespół z osamotnionym napastnikiem mogli swobodnie (słowo klucz!) konstruować akcje i rozgrywać piłkę. Na to papiery mieli – Louis van Gaal dał zespołowi wszystko, czego w tym meczu potrzebował. Mata i Herrera to bardzo dobrzy zawodnicy, jednak niejednokrotnie zauważa się, że obaj w składzie dają drużynie nie 200, a 250% możliwości. Van Gaal postawił na brak symetrii – lewe skrzydło bezdyskusyjnie należało do Younga, który przy linii bocznej czuje się dobrze i jej nie odstępował na krok, jednak z prawej strony ustawiony został Mata, który skrzydłowym nie jest. Już za Moyesa miewał on problemy grając z boku i mając tam stałe obowiązki. Teraz miał możliwość zejścia do środka pola i nieograniczonego przemieszczania się po boisku, dzięki czemu wymieniając się z Herrerą stwarzali realne zagrożenie na boisku. Do tego za fizyczny balans w ofensywie odpowiadał Fellaini, a na swojej ulubionej pozycji zagrał Rooney – tu nic nie trzeba dodawać.

 

Wspominając o Fellainim warto przyjrzeć się pierwszej bramce. W jej przypadku widać przygotowanie i progres w drużynie, bowiem jeśli pójść wstecz do spotkania FA Cup z Arsenalem można zauważyć, że Fellaini miał wówczas dość bliźniaczą sytuację do tej z zeszłego weekendu – Belg został wypuszczony z piłką w pole karne i mógł strzelać. Zamiast tego jednak postanowił zatrzymać piłkę w polu karnym, zastawić ją i zapewne po chwili podać ją do nadbiegających kolegów. Niestety, nawet Fellaini nie może mieć wiele dogadania, gdy za nim goni 3 obrońców – Ci natychmiast piłkę zabrali. W spotkaniu z Tottenhamem przyszła zmiana – rosły pomocnik wykorzystał lewą nogę i zdobył bramkę. To pokazuje, że sztab trenerski wyciągnął wnioski i przekazał stosowne instrukcje swojemu zawodnikowi na temat takich sytuacji. Co więcej, nie obyło się pewnie też bez stosownego treningu strzeleckiego, bowiem wykończenie z lewej nogi było bardzo dobre, mierzone i skuteczne. Van Gaal wspominał niedawno i nieustających analizach oraz osobistych rozmowach z każdym z zawodników – teraz wyraźnie widać tego efekty.

 

Przed nami wielkie derby. Manchester United pojedzie na gorący grunt, do Liverpoolu. Zawodnicy Brendana Rodgersa mają pokaźny worek motywacyjny w zanadrzu – przegrali spotkanie ligowe z Manchesterem na Old Trafford, w nowym roku notują świetną formę, mają duże szanse na drugą pozycję w tabeli na koniec sezonu oraz będą rywalizować na własnym stadionie. Dla United mecz ten będzie ogromnym sprawdzianem, który powinien pokazać czy wynik ze Spurs nie wynikał wyłącznie z niedołężności przeciwnika.

 

Jak zagrać w tym meczu? Liverpool bez wątpienia narzuci bardzo wysokie tempo gry, chcąc sprawnie rozmontować obronę przeciwnika i wprowadzić sporo zamieszania w ich szeregach. Bez wątpienia przyczyni się do tego Sterling, groźny będzie też Coutinho. Niedostępny wśród gości będzie Shaw, stąd lewa strona powinna powędrować pod opiekę Blinda. To skłania ku wystawieniu podobnego składu do ostatniego meczu. Zmianą może być powrót di Marii, który również może mocno napędzić ofensywę, jeśli tylko będzie w formie. Za kogo powinien wejść? Ja dałbym odpocząć Youngowi – Anglik prezentuje się w ostatnich meczach dobrze, jednak nie zaszkodzi mu odpoczynek a w przypadku gdy Argentyńczyk nie spełniałby oczekiwań, szybko mógłby wrócić na murawę. Wystawienie di Marii na miejscu Younga pozwoli też zachować w składzie Matę i Herrerę. W ten sposób United zaoferuje rywalom ofensywę 3 niezwykle kreatywnych zawodników, w tym dwóch świetnie współpracujących Hiszpanów. Do tego ponownie Fellaini oraz Rooney. Czy to wypali? Powinno.

 

Ten mecz może być meczem wielu bramek. Jeżeli obrona United zostanie złamana (a na to są spore szanse), ofensywa powinna podkręcić obroty i odpowiedzieć z podwójną siłą. To doprowadzi do identycznej reakcji po drugiej stronie. Który kibic nie chciałby meczu z wysokim tempem i ogromem akcji? Oby tak było.


Van Gaal musi udowodnić, że mimo fatalnego kalendarza zwiastującego liczne straty punktów, jego klub poważnie myśli o Top2 i zamierza walczyć o nie z rywalami jak równi z równymi. Holender właśnie teraz musi pokazać światu, że odnalazł balans, że zaszczepił filozofię, że zbudował zespół. Być może znalazł złoty środek pola swojej drużyny i teraz przyjdzie mu tylko rozplanować ją tak, by z impetem wejść w kluczową fazę krajowych mistrzostw. Pokonanie Liverpoolu nie tylko pozwoli im się utrzymać na obecnej pozycji (lub nawet awansować), ale wyśle też jasny sygnał do nadchodzących rywali, a drużynie z Old Trafford da potężny zastrzyk motywacji. Kto wie, czy od tego meczu nie będą zależeć losy Top2?

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)