Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Teraz zapamiętamy na dobre – Irlandia ZAWSZE gra do końca

Teraz zapamiętamy na dobre – Irlandia ZAWSZE gra do końca

Piłka nożna | 29 marca 2015 23:16 | Damian Wiśniewski

fot. MARCIN KARCZEWSKI / WWW.SUPERSTAR.COM.PL

Przed meczem wynik 1:1 każdy wziąłby w ciemno, nie oszukujmy się. Trudny rywal grający na własnym stadionie (bo napisać „przed własną publicznością” jednak nie wypada) i potrafiący wcześniej urwać punkty Niemcom. Po golu straconym w doliczonym czasie gry niedosyt jest elementem nieodzownym.


Z Gruzją w 89., z Niemcami w 94. i z nami 91. minucie gry. Tak Irlandczycy w tych eliminacjach kolejno odbierali rywalom szanse albo na zwycięstwo, albo na chociaż jeden punkt. W naszym przypadku wynikło to przede wszystkim z tego, że za wcześniej zaczęliśmy bronić wyniku, jaki zdołaliśmy wyszarpać w pierwszej połowie. Plus to, że na własnej skórze przekonaliśmy się do czego prowadzi minimalizm w starciu z takim przeciwnikiem i przed rewanżem w Warszawie będziemy mogli się lepiej przygotować.


Pierwsze trzy kwadranse pokazały, że Adam Nawałka wciąż ma niebywałego nosa do powoływania reprezentantów, na których mało kto liczył. Jesienią strzałem w dziesiątkę okazał się wybór Sebastiana Mili, dzisiaj świetnie selekcjonerowi odpłacił się Sławomir Peszko. Były piłkarz Lecha Poznań strzelił świetną bramkę, potrafił ośmieszyć na skrzydle Seamusa Colemana i walczył jak mało kto.


Ogólnie zresztą najprościej byłoby nazwać to spotkanie meczem walki. Irlandczycy zaprezentowali twardy, wyspiarski futbol i rzadko przebierali w środkach. Łokcie, skrobanie po kostkach były na porządku dziennym, ale nie byłoby fair, gdybyśmy nie napisali, że nasi zawodnicy nie pozostawali im dłużni. W efekcie tego mieliśmy dużo walki, a mniej gry piłką.


W pierwszej połowie wyglądało to w naszym przypadku naprawdę dobrze. Świetnie funkcjonowały skrzydła, gdzie oprócz Peszki dobry mecz rozgrywał Maciej Rybus, a także lewa strona obrony. Jakub Wawrzyniak potrafił nie dopuszczać do zagrożenia na swojej flance, przerwał kilka ciekawie zapowiadających się akcji przeciwnika i wyglądał naprawdę pewnie. Gorzej było z Pawłem Olkowskim, a jeszcze bardziej po przerwie, kiedy gubił krycie i często nie nadążał za przeciwnikiem.


W drugiej połowie niestety od razu zaczęliśmy od obrony Częstochowy. Nie próbowaliśmy nawet nastawić się na grę z kontrataku, tylko skupiliśmy się na tym, aby bramki nie stracić. Dwa razy ratował nas słupek, w końcówce nawet on nie dał rady. Traciliśmy za często piłkę w środkowej strefie boiska, w której tym razem Jodłowiec z Krychowiakiem nie współpracowali ze sobą na wymaganym poziomie.


Mało widoczny był niestety Arkadiusz Milik. Pierwszy kwadrans po przerwie pokazał, że gra dwoma napastnikami do końca meczu nie ma większego sensu, jednak Adam Nawałka uważał inaczej. Zamiast Lewandowskiego przesunąć bardziej do przodu, a byłego napastnika Górnika Zabrze zastąpić rozgrywającym, to ciągnął grę tym ustawieniem zdecydowanie za długo. Sebastian Mila powinien był pojawić się na murawie dużo wcześniej.


Oczywiście, gdyby James McCarthy otrzymał czerwoną kartkę za faul na Mili, to pewnie dowieźlibyśmy ten rezultat do końca, jednak prawda jest taka, że ten remis to tylko i wyłącznie nasza wina. Za minimalizm się płaci, ale płakać nie musimy. Wciąż to my prowadzimy grupie, wciąż nie ponieśliśmy żadnej porażki i jeśli będziemy wygrywać przed własną publicznością, to o awans nie powinniśmy się martwić.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)