Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna It’s Hurrikane!

It’s Hurrikane!

Piłka nożna | 30 marca 2015 18:00 | Michał Kozera
Parę sekund później reklama za Kanem głosiła napis "Starting". Tematycznie.
fot. England Football Team / facebook.com
Parę sekund później reklama za Kanem głosiła napis "Starting". Tematycznie.

„Wciąga nas pod ziemię”, śpiewali o huraganie 30 Second to Mars, tymczasem Harry Kane obrał zupełnie przeciwny kierunek. „Hurrikane”, bo takim mianem okrzyknęli go kibice, zdobywa niesamowitą popularność w Anglii. Pompowany jest balonik z nazwiskiem zaledwie 21-letniego napastnika i nie dzieje się to bez przyczyny, czy jednak nie pęknie on tak jak wiele innych nadziei wyspiarskiej piłki? Skąd wziął się skarb Tottenhamu?

 

Wspominano już wielokrotnie, że droga Harry’ego Kane’a do pierwszego składu Tottenhamu Hotspur przebiegała przykładnie według angielskiego standardu rozwoju młodych zawodników. Najpierw udane występy w zespołach młodzieżowych, potem tułaczka na wypożyczeniach, głównie na niższych szczeblach rozgrywkowych. Część z nich nie okazała się owocna pod kątem bramek, część zaś przyniosła wyróżnienia, jak w Milwall, gdzie w sezonie 2011/2012 uznany został młodym zawodnikiem roku. I znów chwila przerwy w Tottenhamie, występy w okresie przygotowawczym i brak miejsca w pierwszej drużynie podczas pierwszych meczów ligowych. Kolejne wypożyczenie, tym razem do Norwich w Premier League, zakończone złamaniem kości śródstopia. Powrót w barwach Leicester (znów ogrywanie się w słabszej lidze) na drugą połowę sezonu i kiepska forma po kontuzji. Droga, jaką przechodzi wielu zawodników, w tym tych obiecujących, droga, która ma ograć ich z seniorskim futbolem i droga, w której o wielu z nich ginie słuch.

 

Los jednak czuwał nad Kanem. Mimo kontuzji i wyraźnie gorszej dyspozycji Tottenham pozostawił zatrzymać go u siebie. Wyszło mu to na dobre, bowiem wkrótce zespół objął Tim Sherwood, który chciał pokazać się z dobrej strony i zainwestował w młodego napastnika. Później zespół przejął, już na dobre, Mauricio Pochettino. Obecność w drużynie byłego trenera Southampton już sugerowała sięgnięcie po młode wilki z White Hart Lane, chociaż Kane trochę musiał poczekać. Argentyńczyk w pojedynkach ligowych stawiał na Emanuela Adebayora oraz Roberto Soldado, a młodemu Harry’emu musiały wystarczyć występy w pucharach. Tam nie zawodził i, w przeciwieństwie do napastników pracujących na ligowe wyniki Tottenhamu, strzelał gole. Zanim Pochettino zdecydował się postawić na niego również w walce o punkty, kibice wzywali na pomoc 21-latka od kilku tygodni. Fani Kogutów nie byli ślepi i widzieli, jaką drogę oraz w jakim miejscu znajduje się wychowanek ich ukochanego klubu.

 

A Harry Kane za ich wsparcie oraz zaufanie Pochettino się odpłacił, kiedy tylko trener zaczął powierzać mu więcej, niż tylko końcówki spotkań. Gdy wchodził z ławki, nie robił wiele. Raz przytrafiła mu się nawet wtopa, gdy podczas pojedynku z Sunderlandem piłka odbiła się od niego i wpadła do siatki, dając rywalom Tottenhamu remisowy punkt. Od sierpnia do października włącznie najwięcej na boisku Premier League spędził 24 minuty, tylko w pierwszej kolejce zapisując się w protokole meczowym z asystą, po której padł jedyny, zwycięski gol. Potem dopiero w listopadzie zaczął grać. 33 minuty w meczu z Aston Villą okazało się już wystarczającym czasem na zrobienie różnicy i zdobycie bramki na wagę nie tylko 3 punktów, ale przede wszystkim miejsca w składzie.

 

Od listopada 2014 Harry Kane może czuć się numerem 1 w ataku Tottenhamu. Od momentu strzelenia bramki (ogółem już 9. w sezonie!) regularnie wychodził w pierwszym składzie i często odpłacał się za to bramkami lub asystami. To jednak nie tak, że Hurrikane wszedł i zaczął ładować bramkę za bramką – to nie ten typ historii z „wonderkidem” w roli głównej. Pierwszy pełnowymiarowy występ zakończył się przegraną i brakiem gola czy asysty. Potem udało się trafić, znów na wagę zwycięstwa i znów przy wyniku 2:1 (bardzo częstym dla tej drużyny). Czas na ogranie mijał, bramek brakowało, a prawdziwie dobra seria przyszła w grudniu. Wtedy na konto w 3 kolejnych meczach wpadło po jednej bramce, ostatni z nich Kane zakończył też z asystą.

 

Pojedynek z Manchesterem United zakończył się bezbramkowym remisem i stanowił strzelecki odpoczynek dla reprezentanta Anglii do lat 21. Zregenerowane siły napastnik postanowił spożytkować w dzień Nowego Roku podczas derbów Londynu przeciwko Chelsea. O tym meczu słyszeć musiał każdy sympatyk ligi angielskiej – i nie tylko! Niemal niepokonana dotąd, fantastycznie zbudowana i grająca Chelsea wydawała się być faworytem do zwycięstwa nad Kogutami, na drodze do czego stanął właśnie Kane. Cały Tottenham grał tego dnia bardzo dobrze i był godnym rywalem dla liderów tabeli, jednak dwie bramki, asysta i wywalczony karny przez napastnika Spurs zrobiły w tym meczu ogromną różnicę. Udział przy aż 4 trafieniach pokazał, jak wiele może młody zawodnik z Londynu. Zresztą – ukarał on nie tylko sąsiadów ze Stamford. Podobna przykrość spotkała Arsenal, wcześniej West Bromwich, a później też Queens Park – każda z tych drużyn musiała dwukrotnie wyciągać piłkę z siatki po trafieniach Harry’ego.

 

Najlepszy okres przyszedł teraz. Niewiele ponad tydzień temu trzy bramki przeciwko Leicester, parę dni temu debiut w seniorskiej reprezentacji Anglii, a 78 sekund później pierwsza, debiutancka bramka. Już podczas rozgrzewki stadion był głośny. Podczas zmiany Rooneya z Kanem było niemal tak głośno jak podczas zdobycia trzeciego gola. Gdy trafił Kane, stadion oszalał. Oto młody mężczyzna, który w ich oczach był ideałem mogącym stać się drugim Sherringhamem lub nawet Rooneyem, którego właśnie zmieniał, zdobywa bramkę szybciej, niż oni sami sobie to wymarzyli. Staje się tym samym najszybciej strzelającym debiutantem w historii angielskiej reprezentacji i… pompuje balonik ze swoim nazwiskiem.

 

W gruncie rzeczy Harry Kane to chłopak, którego bardzo lubię i to nie tylko z powodu jego umiejętności. Nie wygląda on jak większość młodych adeptów futbolu, podążających za modą, kreujących na swojej głowie wymyślne fryzury, krzyczące „jestem nowoczesny i pewny siebie”. Fryzura Kane’a jest prosta, niewymyślna i taki sam jest ten gość. A to daje ogromne nadzieje, że cały szum, jaki kreowany jest dziś wokół niego, spłynie po nim jak po kaczce, nie zmieni go i co najważniejsze – nie odbije się na jego formie. Bo na wyspach były już takie przypadki – ostatnie to na przykład książę Walii czyli Aaron Ramsey, nowy Giggs w osobie Adnana Januzaja. Po magicznym sezonie również Raheem Sterling obniżył loty, zatem to właśnie pierwszy, poważny kryzys formy w pierwszoplanowej roli będzie świadczyć o tym, czy z tej gliny powstanie coś trwałego.

 

Każdy ma gorszy okres, każdego organizm czy inwencja twórcza musi odpocząć i wziąć sobie urlop od jazdy na pełnych obrotach. To samo potykało zapewne już Kane’a w młodszych latach, jednak dopiero teraz hype na niego jest tak wielki. Jeśli przetrwa to i wróci w równie dobrej dyspozycji, stanie się silniejszy. Jest już mądry, bowiem to pokazuje na boisku – gra inteligentnie, łączy role napastnika wysuniętego z cofniętym. Les Ferdinand nazwał go 9,5, bowiem ma ciąg na bramkę, ale nie jest bierny – sam wraca po piłkę, sam też chce ją zdobyć od rywala. To gość, który jest wszechstronny w swoim boiskowym podejściu i nie ogranicza się. To jest styl bliski Sheringhamowi, to też boiskowa inteligencja, którą blisko mu do piłkarza, którego zmienił podczas debiutu w reprezentacji. To był znak czasu i oby ten czas nie skończył się za szybko. Bo aż przyjemnie oglądać taką historię.

W czerwcu Harry Kane powróci do reprezentacji U21, by w związku z korzystną sytuacją seniorów pomóc swoim rówieśnikom w walce na Euro w Czechach. Jutro prawdopodobnie wybiegnie w pierwszym składzie na mecz z Włochami, w związku z urazem Welbecka.
Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)