Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Dubliński kac

Dubliński kac

Piłka nożna | 01 kwietnia 2015 19:50 | Hubert Błaszczyk
Robert Lewandowski
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Robert Lewandowski

W poniedziałek wróciłem z Dublina z dużym kacem. I nie jest on związany z wypiciem dużej ilości wyskokowych trunków. Irlandia to piękna kraina, ale Jamesona czy Guinnessa trzeba spożywać z umiarem. Umiarkowania zabrakło naszej reprezentacji. Nastawiła się na murowanie bramki i zamiast trzech punktów wróciła z jednym. Pozostał niesmak.

 

Tym większe było moje zdziwienie, kiedy po powrocie do kraju wziąłem do ręki „Przegląd Sportowy” - na pierwszy rzut oka poważną gazetę sportową. A tam typowe frazesy: „nie przestraszyli się”, „podjęli walkę”, „przepychali się”. Myślałem, że w poważnym futbolu jest to postawa, która nie podlega żadnej dyskusji. Żeby marzyć o jakimkolwiek sukcesie na poziomie międzynarodowym trzeba biegać od pierwszej do ostatniej minuty i nie odstawiać nogi. Nie chcę pastwić się nad dziennikarzami „PS”, ale nie mogę inaczej. Tworzą bowiem alternatywną rzeczywistość. Jeśli ktoś wziął w poniedziałek do ręki tę gazetę to przeczytał, że Polacy zagrali nieźle, z zębem, a przecież był to nasz najsłabszy mecz w eliminacjach mistrzostw Europy. Zawodnicy Nawałki zagrali słabiutko. W drugiej połowie rozpaczliwie wykopywali piłki jak najdalej od własnej bramki. To nie mogło skończyć się happy endem.

 

***

 

Kompletnie zabił mnie tekst o Grzegorzu Krychowiaku: „Pokazywał nie tylko serce do walki, ale i umiejętności i cechy przywódcze. Nieraz podpowiadał kolegom i pokazywał im jak mają się ustawić”. Czytając te dwa zdanie nieźle się ubawiłem. Krychowiak był jednym z winowajców tak fatalnej gry w drugiej połowy. W zasadzie nie istniał. Raz wsadził na minę niepewnego Jodłowca (w „PS” dostał piątkę za występ w Dublinie!), który stracił piłkę w środku pola. Gdyby nie faul jednego z obrońców ta akcja mogłaby skończyć się bramką dla Irlandii.

 

***


Najtrzeźwiej na całą sytuację patrzy prezes PZPN – Zbigniew Boniek. We poniedziałkowych „Faktach po Faktach” nie szukał wytłumaczeń. Powiedział, że polska drużyna grała słabo. Niestety, duża w tym zasługa Adama Nawałki. O ile do zestawienia pierwszej jedenastki nie można za bardzo się przyczepić, to brak reakcji w drugiej połowie był karygodny. Nawałka szalał przy linii, wymachiwał rękoma do zawodników – starał się ich pobudzić. Nie dał jednak impulsu z ławki, a tego potrzebowała drużyna. W okolicach 60 minuty do zmiany nadawał się Jodłowiec, notorycznie ogrywany Olkowski, a argumentów do pozostawienia go na boisku nie dawał też Milik. Ostatecznie z boiska został ściągnięty ten ostatni. Zmiana Mili trwała jednak dobre dobre 10-12 minut. Trudno stwierdzić, dlaczego tak długo. Pomocnik Lechii Gdańsk był gotowy do wejścia na murawę w 70 minucie, po czym ponownie został wysłany na rozgrzewkę.

 

***


Wiedziałem, że po meczu rozlegną się głosy, że decyzja Nawałki o braku powołania dla Błaszczykowskiego była prawidłowa. Tak na logikę. Kuba nawet w słabszej formie z ławki mógł tej drużynie dać w drugiej połowie impuls, który sprawiłby, że z Dublina wrócilibyśmy z trzema, a nie jednym punktem. Nawałka po irlandzkiej eskapadzie wie, że nie stać go na zrezygnowanie z tego zawodnika. Peszko zagrał bardzo dobry mecz. Był waleczny, nieustępliwy, strzelił przypadkową, ale też bardzo ładną bramkę. Zawodnik FC Koln jest groźny głównie w kontrach, w ataku pozycyjnym ze swoim przeciętnym dryblingiem nie jest w stanie dłużej utrzymać się przy piłce, a tego w Dublinie naszej reprezentacji najbardziej brakowało. Nie potrafił zrobić tego na drugim skrzydle również Rybus, a Krychowiak i Jodłowiec grali głównie do obrońców. Dlatego ten mecz wyglądał, tak jak wyglądał. Kreatywność to słowo klucz. Nawałka musi szukać zawodników, którzy stworzą sytuacje do zdobycia bramki Milikowi i Lewandowskiemu. W przeciwnym wypadku będą to kolejne przegrane przez nas eliminacje.

 

***


Na koniec jeszcze słowo o kibicach, bo należy im się duży szacunek. Media podają, że w Dublinie było 10 tysięcy polskich kibiców. Nieprawda. Polskich fanów było co najmniej dwa razy tyle. Przyjeżdżali z całych Wysp Brytyjskich, ale też z Polski. Oprócz odpalania rac, obyło się bez karygodnych zachowań. Rozmawiałem z kilkoma naszymi rodakami i szacunek budzi to, w jaki sposób zdobywali bilety. Niektórzy czekali do 24:00 na otwarcie sprzedaży. Inni ustawiali się w kolejkach w Ticketmasterze, by kupić wejściówki na irlandzkie sektory (polski był już wyprzedany). Jak po meczu podziękowali im piłkarze? Poklaskali nieśmiale 30 sekund i zeszli do szatni. Zachowanie naszych zawodników to jakiś mało śmieszny żart. Rozumiem, że można być zdenerwowanym. Zwycięstwo wymknęło się w ostatnich minutach, ale to piłkarze, a nie kibice nie pokryli po rzucie rożnym Shane'a Longa...


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)