Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Atletico zrobiło swoje, Real pokazał przebłyski. W rewanżu będzie miazga

Atletico zrobiło swoje, Real pokazał przebłyski. W rewanżu będzie miazga

Piłka nożna | 14 kwietnia 2015 23:34 | Przemysław Drewniak

fot. UEFA Champions League Facebook Official

Zawsze będę walczył z mitem, który mówi, że bezbramkowe mecze są mniej ciekawe od tych z wieloma golami. Że nie ma w nich tego, co najważniejsze w futbolu. We wtorkowych derbach Madrytu piłka ani razu nie wpadła do siatki, a mimo to nie zabrakło emocji, szalonego tempa i wielkiej piłki, a nasz apetyt na rewanż został tylko podsycony.


Nie ma wątpliwości, że z końcowego wyniku nieco bardziej mogą być zadowoleni piłkarze Atletico. Zazwyczaj to drużyna, która wywalczyła remis na wyjeździe, ma w rewanżu większe szanse na awans, ale jak pokazuje historia, w przypadku „Los Colchoneros” ta zasada nie funkcjonuje. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o derby Madrytu. Atletico nie straciło bramki i podniosło się po słabej pierwszej połowie, by w końcówce znów napędzić strachu „Królewskim”.


W rywalizacji o prymat w stolicy Hiszpanii Real przeżywa najgorszy moment w swojej historii – właśnie nie zwyciężył w siódmym kolejnym meczu przeciwko Atletico, co zdarzyło mu się po raz pierwszy. Tym razem zespół Carlo Ancelottiego nie przypominał jednak ekipy, która w lutym na Vicente Calderon doznała upokarzającej porażki 0-4. Od pierwszych minut Real dominował, grał mądrze i dzięki szerokiemu ustawieniu w ataku pozycyjnym potrafił skruszyć defensywę Atletico. No, prawie, bo ostatnią przeszkodę stanowił bezbłędny Jan Oblak. Gdyby w Europie przyznawano nagrodę za największe bramkarskie odkrycie roku, Słoweniec w tym sezonie nie miałby sobie równych. Przebojem wdarł się do składu finalisty Champions League, wygrywając rywalizację z Miguelem Angelem Moyą, a w meczu z Realem rozegrał kapitalną partię. Już w pierwszych minutach w pojedynku jeden na jeden pokonał Garetha Bale’a, dzięki czemu zyskał pewność siebie i utrzymał ją do końca meczu.


Po pierwszej połowie trudno było Realowi wiele zarzucić. Z wyjątkiem skuteczności, bo setkę zmarnował Bale, po groźnych strzałach świetnie grającego Luki Modricia i Jamesa Rodrigueza znakomicie bronił Oblak, a nieprawdopodobny kontratak Raphaela Varane’a (najszybszy stoper na świecie?) powinien był zakończyć się golem. „Królewscy” grali szybko, z ofensywnym nastawieniem i utrzymywali się przy piłce. Być może brakowało czegoś więcej od Karima Benzemy czy Cristiano Ronaldo, ale Real i tak miał wystarczająco dużo argumentów, by do przerwy strzelić co najmniej jednego gola.


Goście nie wykorzystali jednak swoich szans, a ślamazarni i chaotyczni piłkarze Atletico pokazali w drugiej połowie swoje inne oblicze. To, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Simeone nie przeprowadził żadnych zmian, ale po wyjściu z szatni „Rojiblancos” grali wyżej, bliżej siebie, byli bardziej agresywni i dzięki temu zmienili obraz meczu. Z Realu z kolei zeszło powietrze – po zmianie stron drużyna Ancelottiego nie stworzyła sobie już żadnej klarownej okazji, bo nie potrafiła utrzymać intensywności z pierwszej połowy. Za to gra w defensywie obu drużyn była w tym momencie gry niemal perfekcyjna. Na boisku było tak mało miejsca, że rozegranie dłuższej, składnej akcji graniczyło z cudem. Jedynie w końcówce Real miał gorszy moment, gdy kilka razy zagotowało się pod jego polem karnym, ale na dobrą sprawę ani Mario Mandżukić, ani Antoine Griezmann czy wprowadzony z ławki Fernando Torres nie znaleźli się w czystej sytuacji do strzelenia bramki.


To był naprawdę kawał dobrego futbolu, który stanowił dopiero preludium do rewanżu na Santiago Bernabeu. Atletico na stadionie rywala zza miedzy znów będzie cierpieć, zaciekle broniąc dostępu do własnego pola karnego, by w jakimś momencie zadać jeden, być może decydujący cios. Real postara się powtórzyć pierwszą połowę z pierwszego spotkania i dopilnować, by tym razem nie zabrakło skuteczności. Bo przy tak wyrównanym poziomie obu zespołów, o awansie do półfinału rozstrzygną detale.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)