Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna A w Manchesterze zabawa w służbę drogową i łatanie dziur
Zapewne o Chrisa Smallinga będzie się opierała defensywa Czerwonych Diabłów
fot. Manchester United/facebook.com
Zapewne o Chrisa Smallinga będzie się opierała defensywa Czerwonych Diabłów

A w Manchesterze zabawa w służbę drogową i łatanie dziur

Piłka nożna | 18 kwietnia 2015 10:45 | Sebastian Ibron

Niczym grom z jasnego nieba pojawiła się informacja, że Manchester United w starciu z liderująca w lidze Chelsea, będzie musiał sobie radzić z drugim garniturem obrony.


Niedostępni, ze względu na kontuzje, dla Louisa van Gaala będą Michael Carrick, Marcos Rojo, Phil Jones oraz Daley Blind. W dodatku zawieszony w dalszym ciągu jest Johnny Evans. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że Czerwone Diabły będą z wielkim trudem strzegły swej bramki i jest wielce prawdopodobne, że im się to nie uda.


Bardzo trudno jest o dobry rezultat i czyste konto, kiedy obrona będzie wyglądała jak przeciętne BMW E36 chłopaczka ze wsi. Sklejone z tego, troszkę z tego i jeszcze dodatek tamtego. I o ile Antonio Valencia jest postacią, którą utożsamiamy z nominalną pierwszą jedenastką, o tyle jego współtowarzysze broni staną przed naprawdę sporym wyzwaniem.


Zacznijmy jednak od nieco weselszego akcentu. Jedną z dwóch pozytywnych informacji, jakie ujawnił van Gaal, był powrót po urazie Luke’a Shawa. Młody Anglik zapewne z miejsca wskoczy do pierwszej jedenastki. I choć faktem jest, że dawno nie miał styczności z boiskiem, to raczej nie w jego intencji powinni się modlić fani United.


Wyobraźmy sobie, że wchodzimy do wielkiego, wcale nietaniego hipermarketu. Kiedy włożymy do koszyka wszystkie produkty, idziemy do kasy. W sklepie wszystko szło po naszej myśli, przechadzaliśmy się po sklepie, znajdowaliśmy chciane przez nas produkty i wkładaliśmy je do koszyka. Przy kasie okazuje się jednak, że mamy wielką dziurę w portfelu, a dziurze tej nie zaradziły dwa kawałki taśmy. Tymi kawałkami taśmy byliby Chris Smalling i ktoś z dwójki Mcnair – Blackett. I co z tego, że mieliśmy w portfelu sporo pieniędzy, jak po drodze je zdążyliśmy pogubić i w efekcie nie stać nas na zabrany produkt.


O ile ten pierwszy – Smalling – zawieść nie powinien (choć – przyznacie – różnie z nim bywa), o tyle jego potencjalny partner… cóż, pewności nie mamy. Obaj wcale nie muszą wzbudzać ani zaufania trenera, ani kolegów z drużyny, ani fanów United. A już zwłaszcza w perspektywie meczu na stadionie krwiożerczego i bezlitosnego lidera, który przecież bez skrupułów wykorzysta najmniejsze potknięcie.


Najprawdopodobniej wybór partnera Smallinga ograniczy się do tej dwójki. A obaj na placu boju w Premier League nie zameldowali się od jakiegoś już czasu. McNair ostatni raz zagrał przez 45 minut w przegranym 1:2 meczu ze Swansea 21 lutego, zaś Blackett ostatni epizod zaliczył w przegranym meczu ze Southampton 0:1, a było to 11 stycznia.


Któryś z młokosów zostanie zapewne wrzucony na głęboką wodę, między innymi też dlatego, że w odwodzie potencjalnych stoperów brakuje kontuzjowanego Carricka, a dodatkowo Johnny Evans jest jeszcze zawieszony.


Kontuzje, zawieszenia i młodzież w najbardziej odpowiedzialnych rolach. Cóż rzec, na biednego nie trafiło, choć Manchester marzący o pościgu za liderem będzie miał o wiele trudniej biegnąc nie w butach, lecz w rozlatujących się i poklejonych taśmą klapkach.


I w przypadku czwórki obrońców to byłoby tyle. Ciężko przypuszczać, by van Gaal wystawił trójkę obrońców. Równie dobrze mógłby wejść do najniebezpieczniejszego osiedla w Krakowie krzycząc, że kibicuje Legii. I tu zostałby zmasakrowany, i tam zostałby zmasakrowany.


A czy van Gaal i spółka uszczkną z przodu coś dla siebie? Posłużę się statystykami. Chelsea na Stamford Bridge nie przegrała ani jednego ligowego meczu. Mało? Podopieczni Jose Mourinho stracili jedynie siedem bramek w piętnastu meczach. Mało? United zaś w piętnastu meczach wyjazdowych zdobyli… jedynie dziewiętnaście goli.


Właściwie to Czerwone Diabły nie mają wielu argumentów, które upoważniałyby ich do triumfu w niebieskiej strefie. Logika szepcze, że Chelsea powinna nastukać parę goli i ewentualnie litościwie dać strzelić honorowego gola przyjezdnym. Jedna, żeby ładnie spuentować, pamiętajmy wszakże, iż tam gdzie kończy się logika, lubi zaczynać się boisko piłkarskie.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)