Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Meczu nie będzie, bo… w nocy zdemolowano stadion

Meczu nie będzie, bo… w nocy zdemolowano stadion

Piłka nożna | 18 kwietnia 2015 13:52 | Sebastian Ibron

fot. A.S. Varese 1910 /facebook.com

Ostatnia drużyna Serie B, Varese, od początku sezonu boryka się z ogromnymi problemami. Jednak o ile w pierwszej części sezonu cała sytuacja miewała ręce i nogi, o tyle w drugiej połowie sezonu sytuacja ma się dużo gorzej.


Varese sezon rozpoczęło od trzech zwycięstw. Najpierw były to dwa triumfy w pucharze Włoch, a następnie Lamparty z kwitkiem odprawiły Spezię. Później Varese było zwyczajną drużyną, która po prostu zajmowała najniższe lokaty w lidze. Ostatnie trzy punkty ta drużyna zainkasowała 31 stycznia.


Od tamtej pory Varese zdobyło… trzy punkty trzykrotnie remisując. W jedenastu meczach. A to wszystko jest tak naprawdę konsekwencją problemów finansowych. Klub wiązał ledwo koniec z końcem, aż doszło do tego, że z prezesury w Varese 1910 zrezygnował dotychczasowy prezes – Nicola Laurenza, który notabene w dalszym ciągu jest większościowym udziałowcem – posiada 83% udziałów klubu.


Lukę po byłym prezesie zapełnił Pierpaolo Cassara, który zobowiązał się do spłacenia podatku, którego klub nie był w stanie zapłacić. Brak zapłacenia sumy 170178 euro do „deadline’u”, który przypadał na 16 marca, byłby równoznaczny z odjęciem kolejnych dwóch punktów w tabeli ligowej. Na to klub nie mógł sobie pozwolić, ponieważ nie dość, że zajmuje ostatnią lokatę, to w klasyfikacji już wcześniej odjęte zostały cztery punkty.


Dla Varese spadek do niższej ligi oznaczać będzie właściwie startowanie od zera, ponieważ klub ma milionowo zobowiązania. Pierpaolo Cassara próbował w klub wepchnąć nieco wiary i optymizmu. Jest ostatnim człowiekiem, który może ten klub uratować przed kompletną zapaścią.


Kibice mają ogromne pretensje wobec zawodników, ponieważ wyniki osiągane przez drużynę są beznadziejne. Mało tego – zdają się obwiniać także zarząd i aktualnego prezesa o taki stan rzeczy. Nie dość więc, że klubem targają ogromne problemy strukturalno-finansowe, a zawodnicy grają straszny piach (przypominam: 3 punkty w 11 ostatnich meczach!), to kibice zdemolowali stadion własnego klubu. Stadion, który w zamyśle i tak ma zostać opuszczony, ponieważ klub ma w planach równoczesne spłacanie zaległości, jak i budowę nowego stadionu.


Z pustego i Salomon nie naleje, a zwłaszcza jeśli klub nie będzie mógł rozgrywać meczów. Dziś Varese miało rozegrać praktycznie mecz ostatniej szansy na odbicie się od dna. Miało, bo nie jest jeszcze pewne, czy się odbędzie. W nocy fani, a raczej chuligani, wdarli się na Stadio Franco Ossola i dokonali potężnej dewastacji. Połamane zostały bramki, ławki rezerwowych, nie poszczęściło się także murawie, a w dodatku wandale wypisali na ścianach hasła skierowane do klubu, drużyny oraz właściciela Pierpaolo Cassary.


Zmiana prezesa w gruncie rzeczy dała niewiele. Tylko tyle, że klub zapłacił obligatoryjne zobowiązania i może w jakiś sposób dryfować. Ten stan rzeczy najprawdopodobniej się jednak zmieni, ponieważ Varese stoi nad przepaścią, a nawet kibice swój klub popychają w stronę krawędzi. Mamy scenariusz katastroficzny, ciężko jednak przypuszczać, by zakończył się happy-endem.

 

Tutaj źródło, w którym zawarty jest filmik przedstawiający stadionowy krajobraz w Varese.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)