Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Paryżanie odprawieni z kwitkiem, FC Barcelona - PSG 2:0

Paryżanie odprawieni z kwitkiem, FC Barcelona - PSG 2:0

Piłka nożna | 21 kwietnia 2015 23:00 | Sebastian Ibron

fot. FC Barcelona /facebook.com

Można rzec, że Barcelona niejako posprzątała wszelkie liście i gałęzie już w starciu na Parc des Princes. Teraz Katalończycy potrzebowali jedynie dopilnowania, by ich ciężkiej pracy nie zniweczył wiatr.


Dużo łatwiej o upilnowanie całego dwumeczu było od 13 minuty, kiedy to Neymar wyminął Sirigu i skierował piłkę do bramki. Lecz wcale nie to jest w całym zajściu najciekawsze. Gol Neymara to przecież nihil novi sub sole. Wartym uwagi jest jednak, że asystę zaliczył Andres Iniesta. A to ostatni raz w ogóle udało mu się także w meczu przeciwko PSG i także na Camp Nou. A miało to miejsce dokładnie 10 grudnia ubiegłego roku.


O formie Iniesty oraz jego statystykach napisano już wiele słów, więc nie ma co się tutaj nad tym zagadnieniem rozwodzić. Należy jednak odnotować, że asysta była z pierwszej-lepszej łapanki, bo samo oddanie piłki poprzedzał kilkudziesięciometrowy rajd z piłką, w trakcie którego Iniesta wyminął trzech przeciwników. Niemal jak stary, dobry Don Andres.


PSG wiele nie zdziałało. Choć równie dobrze mógłbym napisać, że to Ibra nic nie wskórał. O swoim istnieniu Szwed przypomniał dopiero w 73 minucie oddając strzał zza pola karnego na bramkę Ter Stegena. Strzał, który notabene był pierwszym i celnym uderzeniem paryżan. Mało trochę, prawda?


Z drugiej strony Barcelona miała luz. To nieziemskie trio Suarez – Messi – Neymar wskoczyło na typowe dla siebie obroty (czyli mniej więcej kosmiczne) i robiło co im się żywnie podoba. I to mimo dość mizernego wejścia w mecz. Te obroty sprawiają, że zawodnicy grają z ogromna swobodą, a piłka krąży jak po sznureczku, od nogi do nogi, od nogi do bramki rywala.


Nie ma się co oszukiwać – to nie mógł być mecz dla piłkarskich romantyków. Ciężko było liczyć, że PSG, które było postawione w arcytrudnej sytuacji, będzie w stanie odrobić straty z pierwszego meczu i jeszcze próbować uszczknąć coś in plus.


Zamiast ambitnej walki, ekscytowania się meczem do ostatnich sekund, dostaliśmy zwyczajne dopełnienie formalności. Wypada jednak stwierdzić, że Barcelona od samego początku pojedynku w Paryżu była drużyną bardziej zasługującą na awans. Ciężko z tym polemizować, a zwłaszcza po tym, jaki koncert płynności i kreatywności w grze dała nam Blaugrana na Camp Nou.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)