Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Meksykańska ironia losu

Meksykańska ironia losu

Piłka nożna | 22 kwietnia 2015 23:20 | Sebastian Ibron

fot. Real Madrid C.F. /facebook.com

Wydawało się, że jedyną możliwością dla Królewskich będzie wymodlenie kontuzji Oblaka. Wydawało się, bo koniec końców, po 178 minutach prób, Real Madryt w końcu pokonał słoweńskiego golkipera.


Dość długo piłkarze sprawiali wrażenie, że wyłącznie błąd Atletico może doprowadzić do stuprocentowej sytuacji bramkowej. I tak też było, bo po błędzie jednego z zawodników Rojiblancos oko w oko z Oblakiem stanął Ronaldo. Z tego pojedynku obronną ręką wyszedł jednak portero Atleti.


A sam przebieg meczu był chyba dokładnym odwzorowaniem statystycznych wyobrażeń wszystkich fanów i ekspertów. Real kontrolował grę bardziej niż mniej, stwarzał mniej lub bardziej groźne okazje, a goście próbowali się odgryzać. Defensywne nastawienie wilków z watahy Simeone skutkowało do pewnego momentu. A tym momentem zwrotnym była czerwona kartka dla Ardy Turana.


Kartka, która była jednocześnie idiotyczna, bo przecież obie te kartki nie ukazywały Turka jako zdobywcy Himalajów inteligencji, jak i zasłużona. I mimo, że Atletico pozostał jedynie kwadrans do końca regulaminowego czasu gry, to i tak defensywa podopiecznych Diego Simeone nie dotrwała do dogrywki. Brakło im dwóch minut nie licząc czasu doliczonego przez arbitra.


W 88 minucie piłkę do siatki skierował nie Cristiano Ronaldo, nie kontuzjowany Gareth Bale, nie wart 60 milionów euro James Rodriguez, lecz poniewierany na ławce rezerwowych lub na trybunach Javier Hernandez. Uwaga, gość wypożyczony z Manchesteru United za 2,5 miliona euro wprowadza Real Madryt do półfinału Ligi Mistrzów. Niezależnie, jaką rolę Meksykanin odegrał w tym starciu, to dopiero jego strzał znalazł miejsce w bramce Jana Oblaka. I to jest fakt, który może poprawić jego notowania u włoskiego szkoleniowca.


Chichot losu? A jakże. Carlo Ancelotti nie mógł skorzystać w tym meczu z Marcelo, z Bale’a, z Modricia, a także z Karima Benzemy. To spowodowało, że Chicharito otrzymał szansę występu, a obok Kroosa i Isco w środku pola wystąpił Sergio Ramos. Nominalny stoper Realu zagrał na tej nietypowej dla siebie pozycji, w mojej opinii, z dwóch powodów. Pierwszy – Ancelotti nie ma zaufania ani do Illaramendiego, ani do Lucasa, a wart jego zaufania Casemiro został wypożyczony do Porto. Powód drugi – plaster dla Mario Mandzukicia. A jakby nie spojrzeć, Ramos z tej roli wywiązał się poprawnie.


Poprawnie. Tak można opisać grę Realu. Mecz także był poprawny, niczym szczególnym nie zszokował. Dostaliśmy kawał dobrej technicznie piłki, trochę emocji, choć w gruncie rzeczy dostaliśmy także delikatną dawkę rozczarowania. W końcu nie licząc pierwszego starcia na Vicente Calderon, w poprzednich pięciu meczach zawsze padały przynajmniej dwie bramki i to najczęściej po nie lada emocjach. Dziś było tylko solidnie, lecz bez szału. Więc to solidni Królewscy meldują się w półfinale Ligi Mistrzów, a Atletico za grę w tej edycji Ligi Mistrzów już dziękujemy.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)