Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Miotła Michniewicza wciąż działa. Pogoń bliżej czołowej ósemki

Miotła Michniewicza wciąż działa. Pogoń bliżej czołowej ósemki

Piłka nożna | 25 kwietnia 2015 18:10 | Przemysław Drewniak
Pogoń Szczecin wygrała pod wodzą Czesława Michniewicza trzeci mecz z rzędu
fot. x-news/T-Mobile Ekstraklasa
Pogoń Szczecin wygrała pod wodzą Czesława Michniewicza trzeci mecz z rzędu

Niesamowity powrót do Ekstraklasy zalicza Czesław Michniewicz. Pod jego wodzą zmizerniała Pogoń Szczecin przerodziła się w silny, pewny swojej wartości zespół, który seryjnie wygrywa i jest już o krok od zapewnienia sobie miejsca w grupie mistrzowskiej. W sobotę kolejną ofiarą miotły Michniewicza stał się Górnik Zabrze i niewykluczone, że to klub z Górnego Śląska niespodziewanie będzie musiał wiosną walczyć o utrzymanie.


Stawka meczu w Szczecinie była bardzo duża – Pogoń i Górnik sąsiadowali ze sobą w tabeli, a w przypadku porażki mogli przed ostatnią kolejką rundy zasadniczej wypaść poza czołową ósemkę. Ta świadomość oczywiście nie najlepiej wpłynęła na poziom spotkania, bo od początku obie drużyny grały bardzo asekuracyjnie. Zwłaszcza gospodarze, którzy cofnęli się na własną połowę, zagęścili środek pola i zmuszali zabrzan do grania długą piłką. A biorąc pod uwagę, że ich jedynym napastnikiem był niewysoki Szymon Skrzypczak, taki sposób gry nie mógł im przynieść powodzenia.


- Boimy się atakować. Każdy punkt zdobyty w tym meczu będzie na wagę złota – mówił z rozbrajającą szczerością w przerwie spotkania Rafał Murawski, podsumowując tym samym to, co działo się na boisku w pierwszej połowie. Do 45. minuty obie drużyny oddały tylko jeden celny strzał, choć próba z dystansu Huberta Matyni bardziej przypominała podanie na bramkarskiej rozgrzewce niż próbę zaskoczenia Pavelsa Steinborsa.


Gdy wielu kibiców przed telewizorami zapewne stwierdziło, że w słoneczne sobotnie popołudnie jest dużo znacznie ciekawszych sposób na spędzenie wolnego czasu, Pogoń zaskoczyła wszystkich składną akcją. W ostatniej minucie pierwszej połowy „Portowcy” wykorzystali złe ustawienie defensywy Górnika, Ricardo Nunes zagrał w pole karne do Murawskiego, a ten dokładnym podaniem obsłużył Adama Frączczaka. Pomocnik gospodarzy do spółki z Rafałem Kosznikiem skierował piłkę w światło bramki, a Radosław Janukiewicz wyjął ją już zza linii. W ten sposób Pogoń objęła prowadzenie i dała nadzieję, że po przerwie mecz się otworzy.


I trzeba powiedzieć, że rzeczywiście tak było. Górnik od początku drugiej połowy zaatakował nieco odważniej, ale i tak męczył się w ataku pozycyjnym. Mniej widoczny niż zazwyczaj był Łukasz Madej, słabszy występ zaliczył Robert Jeż, a Dominik Sadzawicki nie sprawdził się na nowej dla siebie pozycji skrzydłowego. Robert Warzycha, który wreszcie mógł zasiąść na ławce trenerskiej, mógł jeszcze liczyć na będącego w bardzo dobrej formie Kosznika, ale on tym razem postanowił spróbować swoich sił w innej dyscyplinie i boksował się z Sebastianem Rudolem. Efekt? Pomocnik Górnika schodził z murawy z pokaźnym guzem pod okiem, a obrońca Pogoni z poharataną dłonią po tym, jak Kosznik się po niej przeszedł.


Ale pal licho ofensywę Górnika – największym problemem zabrzan znów okazał się Błażej Augustyn. Gdyby spytać dowolnego kibica w Zabrzu, którego piłkarza pozbyłby się ze swojej drużyny najchętniej, to chyba każdy z nich wskazałby właśnie na Augustyna. Wiosną zawinił on przy kilku bramkach straconych przez Górnika, a kto wie, czy w Szczecinie nie zawalił całego meczu. Maczał palce przy trafieniu na 1:0, a potem zaspał z kryciem Łukasza Zwolińskiego, który po dośrodkowaniu Nunesa ładnie złożył się do główki i strzelił trzeciego gola w trzecim kolejnym spotkaniu.


Górnik wrócił do gry po ładnym uderzeniu Mariusza Magiery z rzutu wolnego (jedyny celny strzał zabrzan w tym meczu!), ale chwilę później „popis” znów dał Augustyn, który w głupi sposób wszedł łokciem z Marcina Robaka i wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę. Tym samym goście byli zmuszeni kończyć spotkanie w osłabieniu, a w samej końcówce dobił ich Maksymilian Rogalski. Pomocnik Pogoni technicznym, mierzonym pod poprzeczkę strzałem zza pola karnego nie dał szans Steinborsowi i zapewnił Pogoni bardzo ważną wygraną.


Zwycięstwo było dla Pogoni tym ważniejsze, że jej następnym rywalem będzie warszawska Legia, podczas gdy Górnik zmierzy się u siebie z Zawiszą. Możliwe zatem, że po następnej kolejce wyżej w tabeli znów będą zabrzanie, ale to „Portowcy” mają kwestię awansu do czołowej ósemki w swoich rękach.


Pogoń Szczecin 3-1 Górnik Zabrze

Adam Frączczak 45', Łukasz Zwoliński 59', Maksymilian Rogalski 90' - Mariusz Magiera 76' 


OCENY SPORT4FANS (w skali 1-10):

 

Pogoń Szczecin: Radosław Janukiewicz (5) – Sebastian Rudol (5), Wojciech Golla (6), Mateusz Matras (6), Hubert Matynia (5) – Dominik Kun (5), Maksymilian Rogalski (6), Rafał Murawski (5), Adam Frączczak (5) – Ricardo Nunes (6) – Łukasz Zwoliński (6).
Rezerwowi: Marcin Robak (5), Michał Janota grał zbyt krótko, by go ocenić.


Górnik Zabrze: Pavels Steinbors (4) – Adam Danch (4), Błażej Augustyn (2), Mariusz Magiera (5) – Dominik Sadzawicki (3), Rafał Kurzawa (5), Erik Grendel (4), Robert Jeż (4), Łukasz Madej (4), Rafał Kosznik (4) – Szymon Skrzypczak (5).
Rezerwowi: Bartosz Iwan (4), Wojciech Łuczak (4), Ołeksandr Szeweluchin grał zbyt krótko.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)