Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pięć goli w Kielcach i szczęście Lechii mimo porażki

Pięć goli w Kielcach i szczęście Lechii mimo porażki

Piłka nożna | 29 kwietnia 2015 23:31 | Damian Wiśniewski

fot. x-news

Trudno będzie znaleźć osobę, która po obejrzeniu meczu Korony z Lechią będzie niezadowolona. Na Kolporter Arenie fani zobaczyli pięć goli, kilka efektownych akcji i sporo emocji. Kielczanie pokonali gdańszczan, ale ci i tak zagrają w grupie mistrzowskiej.


Pierwsze 20 minut tego spotkania to był jakiś kosmos, pomieszanie z poplątaniem. Od początku do ataku rzuciła się Lechia, w trakcie pierwszy trzech minut oddała bodaj cztery strzały, z czego dwa bardzo groźne. Prowadzenie jednak objęła Korona, co oczywiście było zupełnie wbrew logice. Mocnym strzałem sprzed z ostrego kąta popisał się Kapo, nieporadną interwencją odpowiedział Bąk i piłka wpadła do bramki.


Nie minęło więcej niż sześć minut i zrobiło się 2:0. Tym razem Kapo świetnie obsłużył Carlosa, ten zabawił się z obrońcami w polu karnym i spokojnym strzałem pokonał bramkarza. Wydawać się mogło, że po dwóch takich ciosach lechiści stracą animusz i wolę walki przynajmniej na kilkanaście minut, ale nic z tych rzeczy. Piłkarze Korony ledwo skończyli się cieszyć, a już Friesenbichler ładnym strzałem, po równie ładnej asyście Nazario, nie dał szans Cerniauskasowi.


To oczywiście nie był jeszcze koniec szalonego początku meczu, bo po chwili był już remis. Gerson zabawił się z wyjątkowo kiepsko grającym od początku Golańskim oraz Malarczykiem, po czym trafił w słupek. Do piłki dopadł Makuszewski (który na początku nie wykorzystał dwóch świetnych szans) i on już zdołał umieścić ją w bramce.


Później gra się uspokoiła. Przeważała Lechia, to ona oddawała więcej strzałów i dłużej utrzymywała się przy piłce, a Korona odpowiadała indywidualnymi akcjami Kapo, Carlosa i Kiełba. Momentami aż można było żałować, że żadna z nich nie kończyła się golem, bo naprawdę było na co popatrzeć. Po drugiej stronie Nazario wcale bardzo nie odstawał i można było być zadowolonym z poziomu widowiska.


Po przerwie bramki nie padały już z aż taką częstotliwością. Jedną zdobyła Korona i znów ogromna w tym była zasługa Luisa Carlosa. Sprowadzony z Zawiszy Brazylijczyk zanotował drugą asystę, tym razem po trafieniu głową Porcellisa. Korona wygrała i zdobyła bardzo ważne trzy punkty w kontekście walki o utrzymanie. Lechia dzięki wynikom innych spotkań utrzymała miejsce w pierwszej ósemce.


Oceny wkrótce


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)