Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Bayern wygrał mecz, ale przegrał dwumecz. FAN-TA-STY-CZNY LEWANDOWSKI!

Bayern wygrał mecz, ale przegrał dwumecz. FAN-TA-STY-CZNY LEWANDOWSKI!

Piłka nożna | 12 maja 2015 22:47 | Paweł Przybyła
Ter Stegen w Monachium zagrał mecz życia.
fot. Oficjalne konto na facebook.com FC Barcelony
Ter Stegen w Monachium zagrał mecz życia.

Nie spodziewaliśmy się, że Bayern po meczu w Barcelonie zdoła podnieść się z kolan i powalczyć. Na szczęście, przeliczyliśmy się i drugi mecz półfinału piłkarskiej Ligi Mistrzów pomiędzy Barceloną a Bayernem nie zawiódł naszych oczekiwań. Jutro okaże się, kto zagra z Barceloną w finale w Berline.


Rozpoczęli według planu
Mecz ułożył się dla piłkarzy Pepa Guardioli fantastycznie, bo to oni szybko objęli prowadzenie w meczu. Już 7 minut po gwizdku, w polu karnym po rzucie rożnym niepilnowany pozostał Benatia i skrzętnie to wykorzystał, głową pakując piłkę do bramki gości. Lepszego początku monachijczycy wymarzyć sobie nie mogli, ale w zasadzie nie wiele im przyniósł. Mimo, że całą pierwszą połowę atakowali, nie udało im się strzelić więcej niż jednego gola. To zmieniło się w drugiej połowie, ale marne to pocieszenie, bo gole które strzelili piłkarze Bayernu Monachium na nic się zdały.
 

Odmieniony Lewandowski
Nie wiadomo, czy Polak przyzwyczaił się do maski, czy po prostu złapał większą pewność siebie i formę, ale jego występów z Barcelony i Monachium nie można nawet porównywać. W zeszłym tygodniu sprawiał wrażenie zagubionego na olbrzymiej murawie Camp Nou, miał problemy z przedostawaniem się z piłką w pole karne rywala, a w rewanżu… Wchodził w pojedynki – i je wygrywał, stwarzał bardzo groźne sytuacje bramkowe, brał udział w każdej akcji ofensywnej swojego zespołu i robił to, co potrafi doskonale: absorbował swoją obecnością uwagę obrońców. Często skupiali się na nim, dzięki czemu Müller miał dużo więcej miejsca. Z podziwem oglądało się też jego przyjęcia, które powinny zostać jakoś nazwane, bo naszym zdaniem, Lewandowski wprowadził do futbolu zupełnie nową szkołę przyjmowania piłki, „gaszenia jej” na dowolną część ciała i samego poruszania się z nią przy nodze. Jeszcze ten gol z drugiej połowy, który był kwintesencją: po pierwsze- jego znakomitego występu w tym meczu, a po drugie- jego stylu gry.
 

Fantastyczna połówka Ter Stegena
Niemiecki bramkarz Barcelony naszym zdaniem uratował ten mecz swojemu zespołowi. Nikt nie wie, jak potoczyłby się mecz, gdyby nie świetne interwencje Ter Stegena w pierwszej połowie. Zapobiegł na pewno dwóm, albo i nawet trzem bramkom, a do tego trzeba jeszcze dołożyć, ile strzałów wybronił w mniej spektakularny sposób, niż obrona sytuacji sam na sam z Lewandowskim.
 

Jak nie Messi to Neymar
W pierwszym meczu, tydzień temu, Katalończykom zwycięstwo zapewnił Messi. Tym razem jego rolę przejął Neymar, który już w pierwszej połowie zaaplikował Neuerowi dwa gole, jakoby potwierdzając wyższość swojego zespołu w dwumeczu. To musiała być trauma, kiedy Boateng znowu musiał stanąć do boju przeciwko tym piłkarzom, którzy go tak ośmieszali w Barcelonie. Tym razem obyło się jednak bez efektownych zwodów, sitek, czy wkręceń, ale uraz psychiczny pozostanie jeszcze na długo. My przynajmniej na długo zapamiętamy porównanie Przemysława Drewniaka, który pisał dla was pomeczową ocenę tamtego spotkania: „Przy bramce na 2:0 Jerome Boateng musiał poczuć się jak koszykarz, na którym właśnie ktoś wykonał efektowny wsad (Amerykanie powiedzieliby, że Messi wziął go „na plakat”).”

Salwy honorowe
Bayernowi udało się zdobyć w tym meczu jeszcze dwie bramki, ale niczego nie znaczyły. Zmniejszyły tylko nieznacznie rozmiar porażki i dały zwycięstwo na własnym stadionie, ale to bardzo gorzka radość, której chyba żaden kibic w Monachium nie celebrował. W drugiej połowie do bramki Lewandowskiego, bardzo podobną dołożył jeszcze Müller, ale – jak zostało już powiedziane – ostatecznie to FC Barcelona zagra w berlińskim finale Ligi Mistrzów tego sezonu. Zasłużenie.

Szacunek za walkę
To, że piłkarze Bayernu zdołali się pozbierać i wyjść tak zmotywowani i zagrać tak świetne zawody, to zasługa Pepa Guardioli, który dotarł do psychiki swoich piłkarzy. To dzięki niemu, potrafili atakować, strzelać bramki, dawać radość swoim kibicom i utrzymywać cały czas to spotkanie w napięciu. Rywal okazał się jednak za silny, a straty za wielkie. W końcu Barcelona to nie Porto i nawet grając u siebie, strzelenie 4 goli i nie stracenie żadnego, to wyzwanie, którego realizacja graniczy z cudem.
 

Paweł Przybyła
Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)