Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna W grupie spadkowej bez zmian. Beniaminkowie coraz bliżej pierwszej ligi

W grupie spadkowej bez zmian. Beniaminkowie coraz bliżej pierwszej ligi

Piłka nożna | 16 maja 2015 23:31 | Przemysław Drewniak
Tomasz Nowak i jego koledzy z Górnika Łęczna grają znacznie słabiej niż jesienią
fot. x-news/T-Mobile Ekstraklasa
Tomasz Nowak i jego koledzy z Górnika Łęczna grają znacznie słabiej niż jesienią

Po sobotnich meczach grupy spadkowej najgorsze nastroje panują w Bełchatowie i Łęcznej. Dwa górnicze kluby spisały się w ten weekend fatalnie i są faworytami do opuszczenia Ekstraklasy. Na przeciwnym biegunie znalazły się Podbeskidzie i Cracovia, które spośród zespołów z dolnej ósemki są najbliżej utrzymania.


Beniaminkowie w tył zwrot?


Łęczna i Bełchatów zaprezentowały w sobotę niebywałą kaszanę. Najpierw na swoje boisko wyszli piłkarze Górnika, którzy przed tygodniem zaskoczyli wszystkich odrobieniem dwubramkowej straty i zwycięstwem nad Piastem. Wydawało się, że po kilku tygodniach mizerii w drużynie Jurija Szatałowa coś drgnęło, że w Gliwicach doszło do przełamania. Nic bardziej mylnego – przeciwko Cracovii łęcznianie znów zaprezentowali się tak, jak w większości spotkań rundy wiosennej. Patrząc na załamaną twarz ukraińskiego szkoleniowca w drugiej połowie można było stwierdzić, że i jemu chodzą po głowie myśli o pierwszej lidze. Fatalna, momentami ocierająca się o kabaret gra w obronie, brak widocznej koncepcji na grę w ofensywę… W Górniku znów tylko Sergiusz Prusak zagrał na poziomie Ekstraklasy.


Wydaje się, że Szatałowowi kończą się pomysły na to, jak wskrzesić iskrę, którą było widać w grze Górnika jesienią. Podobny kłopot mają w Bełchatowie – w sobotę GKS przedłużył serię meczów bez zwycięstwa do dziesięciu i kto wie, czy za chwilę nie pobije niechlubnego rekordu Ekstraklasy. Tak jak zawodnicy z Łęcznej, piłkarze „Brunatnych” zapowiadali, że wynik z poprzedniej kolejki doda im sił. Tydzień temu Bełchatów zagrał kiepsko, ale przynajmniej stać go było na wywalczenie remisu w Krakowie przy Kałuży. Tym razem nie było na to szans – nawet gdyby naprzeciwko GKS-u stanął dziś pierwszoligowy przeciętniak, a nie Podbeskidzie, to gospodarzom trudno byłoby powalczyć o jakiekolwiek punkty.

Zamiast entuzjazmu i wiary w korzystny wynik apatyczność, strach i taktyczny bałagan – tak wyglądały dziś mecze w wykonaniu Łęcznej i Bełchatowa. Znamienne były słowa Michała Maka, który w przerwie po prostu wypalił: - Nasza gra to jest jakaś żenada. Mieliśmy grać pressingiem, atakować, a nie potrafimy przeprowadzić żadnej składnej akcji, to wstyd. Ale jeszcze to odmienimy i wygramy ten mecz. Nie odmienili i zasłużenie przegrali. Bełchatów przez 90 minut nie potrafił stworzyć sobie nawet połowy sytuacji do strzelenia bramki. Gdzie szukać impulsu do przełamania? Tego dziś nie wie zapewne nawet sam Marek Zub, który po powrocie do Ekstraklasy wciąż nie zaznał smaku zwycięstwa.


„Górale” grają w piłkę, wielki powrót Cetnarskiego


Na czoło drugiej ósemki wysunęły się Podbeskidzie i Cracovia, które bardzo dobrze zaczęły rundę finałową i przy odrobinie szczęścia po dwóch kolejkach miałyby na swoim koncie komplet punktów.


„Pasy” pod wodzą Jacka Zielińskiego pokazują, że Robert Podoliński nie potrafił odpowiednio wykorzystać ich potencjału. To nie jest żaden fuks czy efekt nowej miotły. Przy Kałuży Zieliński poukładał trybiki w taki sposób, że maszyna pod nazwą Cracovia zaczyna się mocno rozpędzać. Obrona? Nie do poznania. Sretenović i Polczak byli prawie bezbłędni, a Deleu w akcjach po obu stronach boiska pokazał, że sadzanie go na ławce rezerwowych było jednym z większych grzechów Podolińskiego. Ofensywa? Tu także Zieliński podjął kilka bardzo dobrych decyzji, z których najlepszą wydaje się przesunięcie na skrzydło Denissa Rakelsa (dwie asysty) oraz postawienie na Mateusza Cetnarskiego, który dziś zasłużył sobie na osobny akapit.


Ostatni dobry mecz w Ekstraklasie ten chłopak rozegrał jakieś sześć lat temu, gdy przebojem wdarł się do podstawowego składu GKS-u Bełchatów i był tam liderem drugiej linii. Później w jego karierze nastąpił niespodziewany zjazd, bo z różnych powodów nie udały mu się pobyty w Śląsku i Widzewie. Przez lata nie potrafił wskoczyć na swój optymalny poziom, a gdy przyszedł do Cracovii, zdiagnozowano u niego sepsę. Droga, jaką przeszedł Cetnarski w ostatnich miesiącach, z pewnością będzie jednym z wiodących tematów w poniedziałkowej prasie. Pomocnik Cracovii najpierw wyleczył chorobę, potem ciężko harował na treningach, świetnie spisywał się w drugim zespole, a teraz triumfalnie wrócił do Ekstraklasy. W Łęcznej strzelił dwie bramki, z czego jedną wyjątkowej urody, a obok Deleu był najlepszym zawodnikiem „Pasów”. Szacun, panie Mateuszu.


Punkt więcej od Cracovii ma Podbeskidzie. Co prawda bielszczanie chyba nie mieli jeszcze w Ekstraklasie tak słabego rywala, jakim był dziś Bełchatów, ale trzeba im oddać, że rozegrali naprawdę solidne zawody. Byli pewni w defensywie, długimi fragmentami przeważali w posiadaniu piłki, co przekładało się na sytuacje pod bramką Dariusza Treli. Za wcześnie jest na to, by mówić, że Dariusz Kubicki odmienił Podbeskidzie, ale gołym okiem widać, że pod jego wodzą „Górale” mają na boisku więcej swobody i częściej grają w piłkę. Na indywidualne wyróżnienie zasłużył dziś w szczególności Bartosz Śpiączka, który strzelił gola i był zdecydowanie najaktywniejszym zawodnikiem na boisku.


Niedosyt Ruchu 


Na koniec sobotniego maratonu z grupą spadkową obejrzeliśmy derby Górnego Śląska pomiędzy Ruchem a Piastem. Mecz bardzo przeciętny, który w pierwszej połowie mógł przyprawiać o mdłości. Co prawda Konstantin Vassiljev pobudził nas bardzo ładnym trafieniem z rzutu wolnego, ale oprócz tego w grze Piasta raczej nie dało się na niczym zawiesić oka. Nie mogło być inaczej, skoro nawet Kamil Wilczek był dziś nieswój i zmarnował dwie dobre okazje do strzelenia bramki.


Przez cały mecz przewaga należała do Ruchu (60% posiadania piłki), który bez Grzegorza Kuświka nie jest jednak tym samym zespołem. Bo Kuświk to nie tylko bramki – to na nim oparta jest cała gra ofensywna „Niebieskich”, a dzisiejszy mecz (pauzował za kartki) pokazał, że po odejściu swojego najlepszego snajpera chorzowianie będą mieli problem. Znamienne były słowa Rafała Grodzickiego, który w przerwie bez ogródek przyznał, że… Kuświk to napastnik o klasę lepszy od Eduardsa Visnakovsa.


Piłkarze rzadko tak radykalnie wypowiadają się o swoich kolegach, ale trudno obrońcy Ruchu nie przyznać racji. Łotysz przez 45 minut zrobił niewiele pożytecznego, a gra „Niebieskich” zaczęła nabierać kształtów dopiero wtedy, gdy zastąpił go Michał Efir. Wychowanek Legii trafił do siatki bo bardzo precyzyjnym dośrodkowaniu Filipa Starzyńskiego, po czym chwycił piłkę, postawił ją na środku boiska i wraz kolegami rzucił się do walki o drugiego gola. Było bardzo blisko – Marek Zieńczuk trafił z rzutu wolnego w spojenie, a Michał Helik w doliczonym czasie gry popisał się nieprawdopodobnym strzałem stojąc tyłem do bramki, ale na poprzeczkę zdołał go sparować Jakub Szmatuła. Ostatecznie derby zakończyły się podziałem punktów, z którego znacznie bardziej powinni być zadowoleni goście z Gliwic.


Górnik Łęczna 0-3 Cracovia
Mateusz Cetnarski 20’, 34’, Marcin Budziński 60’

Na plus: Cetnarski, Deleu, Rakels
Na minus: Bielak, Szmatiuk, Bożok


GKS Bełchatów 0-2 Podbeskidzie Bielsko-Biała
Bartosz Śpiączka 13’, Dariusz Kołodziej 77’

Na plus: Śpiączka, Konieczny, Iwański
Na minus: Mak, Olszar, Zbozień.


Ruch Chorzów 1-1 Piast Gliwice
Michał Efir 60’ – Konstantin Vassiljev 16’

Na plus: Starzyński, Zieńczuk, Szeliga
Na minus: Visnakovs, Wilczek.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)