Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna U-20 Blog #2: Bramkarz-partacz i strzelanina

U-20 Blog #2: Bramkarz-partacz i strzelanina

Piłka nożna | 01 czerwca 2015 18:44 | Mateusz Decyk

fot. Oficjalny Profil Facebook FIFA

Do obejrzenia skrótów spotkań poniedziałkowych meczów turnieju w Nowej Zelandii zachęcać nie muszę, bowiem wyniki mówią same za siebie i to po prostu trzeba zobaczyć. 1 czerwca okazał się być nie tylko Dniem Dziecka, ale i solidnej strzelaniny, która dla niektórych oznaczała spełnienie marzeń, a dla innych brutalne zderzenie z rzeczywistością piłki na poziomie międzynarodowym.

 

Zacznijmy od spotkania faworyzowanej Brazylii, której przyszło stoczyć pojedynek z młodą ekipą Super Orłów. Nigeryjczycy przyjechali do Nowej Zelandii z zamiarem zamieszania na turnieju i ta sztuka udała im się już na samym początku swojego inauguracyjnego meczu. Canarinhos zbyt szybko zdobyli pierwszą bramkę i zlekceważyli rywala, a chłopcy z Nigerii szybko odpłacili im się pięknym za nadobne. Dwie bramki były dla podopiecznych Rogerio Micale wystarczającym ostrzeżeniem i z marszu wzięli się do roboty. Nigeria mocno osłabła w drugiej połowie i nie była już w stanie nadrobić strat. Brazylia pewnie wygrała mecz 4:2, aczkolwiek ich postawa w defensywie pozostawiała wiele do życzenia.

 

Partidazo! Na taki tytuł zasłużyło spotkanie pomiędzy Uzbekistanem i Hondurasem. Zanim włączycie kolejny odcinek Gry o Tron, zanim przełączycie na wieczorynkę, zanim pójdziecie spać, obejrzyjcie koniecznie bramkę z rzutu wolnego Benavideza, która otworzyła wynik tego spotkania. Cód, miód i orzeszki! Z resztą Rochez niewiele później popisał się niewiele gorszym strzałem. W dalszej części meczu mieliśmy jeszcze więcej emocji, bowiem bramki padały do ostatnich minut i tylko wypracowana wcześniej przewaga pozwoliła Honduraninom odnieść zwycięstwo 4:3!

 

 

Koreańczycy z Północy... nie mogę powiedzieć o nich nic więcej jak to, że po chłopsku dostali w cymbał. Powiedziałbym, że Węgrzy wygrali ten mecz w powietrzu, ale... stracili bramkę właśnie wskutek przegranego pojedynku główkowego. Tak czy siak, miękkie dośrodkowania Madziarzy spustoszyły niższych i słabiej zbudowanych Koreańczyków, u których gołym okiem można było dostrzec braki w przygotowaniu technicznym, ale też fizycznym. Mecz bez historii. 1:5.

 

W poprzedniej notce wspomniałem o tym, że największym faworytem tego turnieju są Niemcy. To prawda, że Fidżi do potęg światowej piłki nie należy, ale nigdy nie wiadomo, czy drużyna tego typu po prostu wyjdzie i zagra otwartą piłkę (czytaj: pozwoli rywalowi na przeprowadzenie treningu strzeleckiego), czy też tak jak Birma (a właściwie Mjanma) powalczy z bardziej renomowanym rywalem. To była wielka niewiadoma, gdyż do piłkarzy z tego kraju nie sięga nawet scouting Football Managera. Fidżi już w pierwszych minutach podniosło ręce do góry, ale Niemcy wcale nie uznali tego za powód do oszczędzenia rywala. Fidżyjski golkiper widział co się święci dlatego wcale nie zamierzał utrudniać zadania naszym zachodnim sąsiadom. Straszny partacz swoją drogą. Momentami lepiej na linii bramkowej spisywali się jego koledzy z obrony niż on sam. Porażka 8:1 z pewnością boli, ale drużyna Franka Fariny osiągnęła w tym meczu dwie rzeczy. Po pierwsze strzeliła gola (buk zapłać!), a po drugie - osiągnęła astronomiczne posiadanie piłki na poziomie 25%. Po takim meczu Louis van Gaal z pewnością musiałby pi****nąć whisky.


Tak na marginesie. Myślę, że mamy dwóch murowanych kandydatów do walki o Złotego Buta. Trzy bramki strzelił Hanny Mukhtar z Niemiec, reprezentujący też barwy Benfiki Lizbona. Podobnym łupem w meczu z Koreą może się poszczycić Bence Mervo, Węgier na codzień grający w Gjorze. 

 

 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)