Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Götze, Lewandowski... Klopp?

Götze, Lewandowski... Klopp?

Piłka nożna | 05 czerwca 2015 10:49 | Paweł Przybyła
Czy Klopp zostanie trenerem Bayernu?
fot. www.bvb.de
Czy Klopp zostanie trenerem Bayernu?

W Borussii ery kończą się stopniowo. Kibice BVB jakby przywykli do tego, że ich zespół rok za rokiem jest konsekwentnie rozkradany. Każda strata bolała, ale coraz głośniejsze są plotki, o możliwej stracie, która jeśli już pozostawi po sobie ranę, nie zagoi się tak łatwo, jak te wcześniejsze.
 

Jest rok 2012. Borussia Dortmund po drugim mistrzostwie Niemiec z rzędu, przystępuje do nowego sezonu. Kibice BVB są przekonani, że ten sezon także może im przynieść mistrzostwo. W przekonaniu utwierdza ich fakt, że przed startem rozgrywek do Lewandowskiego, Götzego i Gündogana, dołączy jeszcze jedna, wielka gwiazda – Marco Reus. Sezon się toczy, wyniki, mimo, że nie na miarę mistrzostwa, są zadowalające. Klub jest w okresie takiej stabilizacji, o jakiej długo w Dortmundzie nie słyszeli. Stabilizacji pod każdym względem: od pewnych wyników sportowych, po spłacone długi i przewidywalny, „nie minusowy” bilans na koncie po zakończeniu sezonu. Jednak nie o tym, a raczej o tym pierwszym, czyli wynikach sportowych chcę pisać. Drużyna funkcjonowała dobrze do końca sezonu, ale już 23 kwietnia 2013 roku wiedzieliśmy, że coś bardzo powoli, ale zaczyna się kończyć. Owego, sądnego dnia, na oficjalnej stronie internetowej klubu z Zagłębia Ruhry, pojawiła się informacja, że z dniem 1 lipca, Mario Götze zostanie piłkarzem Bayernu Monachium. Dla kibiców ta wiadomość była nie do zniesienia. Jednak ten transfer jak okazało się roku później, był dopiero początkiem zakupów w hipermarkecie „Signal Iduna Park”.
 

Następny sezon, był sportowo bardzo podobny do poprzedniego. Klopp załatał dziurę stworzoną przez Götzego Mkhitarianem i Aubameyangiem, a drużyna radziła sobie całkiem przyzwoicie. Jednak jak w poprzednim sezonie z dnia na dzień coraz bardziej huczało w prasie na temat przejścia Götzego do Bayernu, tak w sezonie 2013/2014, obiektem zainteresowań był Lewandowski. Oczywiście, nie wprowadzam tutaj nowej tezy, że sezon wcześniej, czy nawet dwa sezony wcześniej, władze FCB nie chciały ściągnąć na Alianz Arenę obu tych zawodników, lecz w sezonach nazwijmy je: „przed transferowych”, codziennie, w każdej gazecie, portalu internetowym, radiu i telewizji, mówiło się o mocnym zainteresowaniu Bayernu najpierw Götze, a później Lewandowskim. Czarny sen kibiców Borussii stał się faktem 4 stycznia, choć jeszcze w świątecznym odcinku „Cafe Futbol”, Robert Lewandowski zaprzeczał jakimkolwiek doniesieniom, czy informacjom z kuluarów, które przechwycone zostały przez Mateusza Borka. BVB sezon dokończyła na drugim miejscu w tabeli, a Lewandowski po świetnym, ostatnim meczu w żółto-czarnej koszulce Borussii w Berlinie przeciwko Herthcie, zapewnił sobie koronę króla strzelców.

 

Gdyby porównać oba te transfery, fani lepiej znieśli chyba ten Lewandowskiego. W wypowiedziach Polaka można było dużo wcześniej dostrzec podprogowy przekaz, że Borussia to tylko przystanek w jego karierze; poza tym, napastnik, który do BVB przyszedł z Lecha Poznań, nie całował klubowego herbu i nie mówił o wielkiej „Echte Liebe” na każdym kroku. O transferze głośno było długo, aż w końcu nadszedł moment, w którym plotki się potwierdziły. Klub zgotował mu wielkie, piękne pożegnanie z Signal Iduna Park i obie strony się pożegnały. Dopiero, gdy Lewandowski biegał już w koszulce Bayernu, wylał trochę gorzkich słów na włodarzy BVB, mówiąc, że hamowali jego rozwój nie wypuszczając go z klubu wcześniej, ale to już zupełnie inna historia. Ogólnie, rozstali się w zgodzie. Z Niemcem sytuacja była już dużo trudniejsza, bo on był postrzegany, jako prawdziwy „Dortmuner Jungs”, czyli chłopiec Dortmundu. Związany z miastem, wychowanek wprowadzony do pierwszej drużyny z juniorów, utożsamiający się z klubem w każdej wypowiedzi dla prasy. Informacja o jego odejściu, była istnym szokiem, bo kibice mówili, że wszyscy, ale nie Groβkreutz i Götze. Stało się inaczej i dzisiaj Götze jest najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Dortmundzie.
 

Te sytuacje, można jednak jakoś w miarę racjonalnie sobie wytłumaczyć. Piłkarze dzisiaj, to przecież tylko konie w stajaniach swoich menadżerów, którzy to decydują, gdzie piłkarzowi będzie lepiej pod każdym względem: od zarobków, przez mieszkanie, do (często pomijanego, a najważniejszego) rozwoju sportowego. Inna sprawa jest z trenerami.
 

Dzisiaj rano, po raz kolejny natknąłem się plotkę transferową dotyczącą Kloppa i jego przejścia do Bayernu. Wcześniej, nie chciałem w nie wierzyć, ale kiedy na poważnie mówią o tej sprawie byli piłkarze, byli i obecni działacze Bayernu, robi mi się słabo. I nie, nie robi mi się słabo dlatego z powodu mojej sympatii do klubu z Dortmundu. Słabo robi mi się dlatego, że jeśli Klopp miałby objąć posadę trenera Bayernu Monachium w najbliższych 5 latach, zniszczyłoby to piękno futbolu w Niemczech. Są pewni ludzie, którzy dzięki swojej pracy czy osiągniętym wynikom, będą zawsze utożsamiani z danym środowiskiem, instytucją czy wreszcie klubem piłkarskim. Sytuacji, która miałaby miejsce, gdyby Klopp w przyszłym sezonie, czy nawet za dwa, ubrałaby czerwony dres Bayernu opisywać nie trzeba, wystarczy, że wiemy co działo się po odejściu Götzego i Lewandowskiego. Klopp i tak zostanie trenerem Bayernu – takie jest moje zdanie, ale lepiej, by stało się to w okolicach roku 2020. Czas goi rany, daje możliwość dogłębnego zrozumienia i pogodzenia się z daną sytuacją, a kibice Borussii Dortmund do terapii szokowych są przyzwyczajeni, lecz stosowany w tym rodzaju terapii szok, także musi mieć jakieś „objętościowe” ograniczenia.

Paweł Przybyła

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)