Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Po pierwsze rodacy, czyli wnioski płynące z "hiszpańskiej" tabeli La Liga

Po pierwsze rodacy, czyli wnioski płynące z "hiszpańskiej" tabeli La Liga

Piłka nożna | 10 czerwca 2015 12:20 | Artur Davtyan
Piłkarze Realu po odpadnięciu z Ligi Mistrzów
fot. www.facebook.com/uefachampionsleague
Piłkarze Realu po odpadnięciu z Ligi Mistrzów

Dużą popularność w ostatnich dniach zdobyła niecodzienna tabela dotycząca Primera Division. Przedstawia ona, jak rozkładałaby się ligowa stawka, gdyby liczyć jedynie gole strzelone przez piłkarzy z Hiszpanii. W pierwszej chwili dość szokująca kolejność, po chwili zastanowienia – zupełnie logiczna. I przy okazji wyjaśnia pośrednio dominację Barcelony nad Realem na przestrzeni ostatnich lat.

 

Nie dziwi nikogo zapewne zwycięstwo Athletiku, klubu opartego na grze Baskami. Zestawić trzeba jednak pozycje Barcy i Realu. Ci pierwsi są czwarci, ci drudzy... osiemnaści.


 

To właśnie hiszpańskość kadry (a co za tym idzie w dużej mierze gra wychowankami) jest kluczem do sukcesów Blaugrany. Pique w roli lidera defensywy. Alba od kilku lat już panujący nad lewą obroną. Prawa flanka przygotowywana do przejęcia przez Aleixa Vidala. Busquets, Iniesta i Xavi nadający tempa grze całego zespołu w środku pola. Wreszcie ten wyśmiewany nierzadko Pedro, a jednak jakże ważny dla zespołu, oddający całe serce na boisku i będący zwyczajnie facetem, na którym można polegać. Do niedawna mieliśmy tu jeszcze między innymi Puyola, Fabregasa czy Villę, całe zgromadzenie klasowych hiszpańskich graczy odgrywających ważne role w drużynie.

 

Jak to wygląda w Realu? Z roku na rok słabszy Casillas. Sergio Ramos na środku obrony. Wygryzający siebie nawzajem Arbeloa i Carvajal, których pogodzi niedługo Danilo. Będący niewypałem w Madrycie Illarramendi. Drugi wybór po Jamesie aka Isco. Jese, który walczyć o pierwszą jedenastkę musi z Ronaldo i Bale'm. Spot the difference, jak to mawiają Anglicy.

 

Żadną tajemnicą nie jest, że to wychowankowie najbardziej utożsamiają się z klubem, w którym grają. Ciężko oczekiwać pełnego oddania dla Realu od przykładowego Toniego Kroosa, ale już Sergio Busquets to Katalończyk z krwi i kości, a taki będzie dla Barcelony gryzł trawę w każdym meczu. Konieczny jest odpowiedni balans w zespole, to między Busquetsów i Iniestów należy wkładać gwiazdy pokroju Suareza i Neymara. Real strategię ma odwrotną i tylko na tym traci.

 

Wyjaśnia to także fenomen niesamowitego Manchesteru United sir Alexa Fergusona. Napędzana pieniędzmi Abramowicza Chelsea, pięknie grający Arsenal Wengera czy „lokalni” rywale z Liverpoolu nie potrafili przełamać dominacji Diabłów ze względu na idealne połączenie klasowych graczy z niesamowitym wyspiarstwem kadry. W erze SAFa wychowankowie byli na Old Trafford skarbem, którym Szkot potrafił dysponować jak nikt inny.

 

Negredo, Garay, Parejo, Mata, Soldado, Rodrigo, Casilla, Javi Garcia, Callejon, Juanfran, Filipe Luis, Granero – wszystko to piłkarze co najmniej solidni, wszystko to piłkarze wychowani przez Real. Czy Mata, Parejo i Casilla byliby za słabi na pierwszą jedenastkę Królewskich? Czy Callejon i Juanfran nie mogliby być pierwszymi zmiennikami na swoich pozycjach? Piłkarsko mają ku temu wszelkie atuty. A każdy z nich na pewno dałby od siebie więcej pod względem mentalności i oddania, niż kolejny zagraniczny nabytek.

 

Dwa lata temu zewsząd spływały pochwały w kierunku Realu podczas okienka transferowego. Za co? Bingo, za Hiszpanów! Przypomnijmy, że przed sezonem 13/14 madrytczyków wzmocnili Isco, Illarramendi i Carvajal. Cała trójka miała stanowić w niedalekiej przyszłości o sile pierwszej jedenastki. Do tego dorzucić należy awansowanych z Castilli Moratę, Jese i Nacho Fernandeza. Dopiero te ruchy uzupełnione były transferem Bale'a i Casemiro. Hiszpańskość z domieszką światowości. Skończyło się na wygraniu Ligi Mistrzów i Copa del Rey. Można? Można.

 

Jak wiemy jednak, Perez zmiennym jest. Przed poprzednimi rozgrywkami w klubie nie pojawił się ani jeden Hiszpan, który miałby wnieść jakąkolwiek jakość do kadry, a kilku owych wręcz z klubu wypchnięto – Xabi, Morata, Diego Lopez. Awansowano jedynie bramkarza, Fernando Pacheco, który ostatecznie w sezonie zagrał... całe 90 minut z trzecioligową Cornellą.

 

Rzućmy raz jeszcze okiem na tabelę, która była punktem wyjścia tego tekstu. W pierwszej szóstce znajdziemy oprócz Barcelony także Valencię, Sevillę i Atletico. Cztery z pięciu hiszpańskich klubów, które zakwalifikowały się do rozgrywek Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Trzeba być naprawdę krótkowzrocznym człowiekiem, by nie zrozumieć płynącego z tego przekazu. Takim człowiekiem niestety musi być Florentino Perez.

 

Artur Davtyan

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)