Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wychodząc z cienia Neymara

Wychodząc z cienia Neymara

Piłka nożna | 11 czerwca 2015 11:10 | Artur Davtyan

fot. facebook.com/CBF

Pierwszy, w imię marzeń o zostaniu zawodowym piłkarzem, opuścił rodzinny dom będąc jeszcze dzieckiem. Drugi w wieku 16 lat został kupiony przez Inter Mediolan, gdzie już na pierwszym treningu założył siatkę wielkiemu Marco Materazziemu. Pierwszego debiutował w kadrze niecały rok temu, drugi pierwszy występ w narodowych barwach zaliczył chwilę po wejściu w wiek pełnoletności. Skala talentu – identyczna, różnica w przebiegu kariery – kolosalna. Przed państwem Roberto Firmino i Philippe Coutinho.

 

W pogoni za marzeniami

 

Droga Firmino do wielkiej piłki nie była łatwa. Przyszła gwiazda Bundesligi w wieku 14 lat przeniosła się z Maceio do Florianopolis, ponad 3000 km od domu i rodziny. Ciekawostką jest, że Florianopolis ma dość liczną niemiecką społeczność imigracyjną. Wiele lat później Roberto zwierzał się w wywiadach, że nie widział się z matką przez więcej niż rok. Przetrwał rozłąkę dzięki ogromnemu pragnieniu, by wciąż się rozwijać. W rozmowie z oficjalnym magazynem Bundesligi pojawił się też... klasyczny motyw młodego gracza śpiącego z piłką u boku.

 

Krajowy futbol poznawał pięć lat, najpierw przyzwyczajając się do życia bez swoich bliskich, później regularnie stając się lepszym piłkarzem. Oficjalny debiut zanotował w barwach Figueirense, 24 października 2009 roku, w brazylijskiej Serie B, wchodząc z ławki na początku drugiej połowy. Pół roku później, na starcie kolejnych rozgrywek, był już piłkarzem pierwszego składu. Był to jego pierwszy i jednocześnie ostatni pełny sezon w ojczyźnie. Z ośmioma bramkami na koncie Firmino był jednym z głównych architektów awansu klubu do Serie A.

 

 

Odkrywcą talentu Roberto był Ernst Tanner, ówczesny dyrektor sportowy Hoffenheim. Transfer do Niemiec został uzgodniony zaraz po fantastycznym sezonie na zapleczu brazylijskiej ekstraklasy. Jeszcze w rozgrywkach 10/11 Firmino zdążył przedstawić się sympatykom Bundesligi, w ostatnich pięciu meczach sezonu nieopierzony Brazylijczyk strzelił trzy bramki. Kolejne lata były coraz lepsze, z punktem kulminacyjnym w kampanii 13/14 – zawrotne 16 goli i 11 asyst.

 

Chłopak z Rio

 

Filigranowy rozgrywający Liverpoolu w Vasco da Gama spędził 11 lat, przebijając się od najniższych kategorii wiekowych. Był jeszcze nastolatkiem, gdy 4 miliony euro wyłożył na niego sam Jose Mourinho. Robi wrażenie, mimo że Philippe z miejsca został oddany na dwuletnie wypożyczenie zwrotne, by okrzepł piłkarsko, szlifował umiejętności. Z Portugalczykiem współpracy jednak się nie doczekał, tuż przed powrotem młodego pomocnika Jose opuścił Włochy.

 

Pobyt w Interze pełen był wzlotów i upadków. Na jeden fenomenalny mecz przypadały trzy fatalne. Niedoświadczonemu chłopakowi nie pomagał na pewno fakt, że przez cały swój czas w Mediolanie trenowało go aż pięciu różnych szkoleniowców – Rafa Benitez, Leonardo, Gian Piero Gasperini, Claudio Ranieri i Andrea Stramaccioni. W styczniu 2013 roku Coutinho bez żalu oddany został na Anfield Road, a tam nastąpiła natychmiastowa eksplozja talentu.

 

 

Pierwsze kilka miesięcy w Merseyside to prawdopodobnie najlepszy okres w karierze Brazylijczyka. Dzięki Philippe Liverpool Brendana Rodgersa stał się dynamiczny i skuteczny. 3 gole i 7 asyst rozgrywając mniej niż 1000 minut, genialne wręcz liczby. Potencjał został ujawniony z ogromną siłą i żałować można jedynie, że w kolejnych sezonach forma Coutinho rozkwitała za każdym razem dopiero po nowym roku.

 

Kreator i snajper

 

W analizie gry obu Brazylijczyków zwraca uwagę jedno – Philippe jest efektowny, Roberto jest efektywny. Coutinho, biorąc pod uwagę dwa pełne sezony w Anglii, strzela lub asystuje średnio co 223 minuty. Dla porównania, Firmino w ostatnich dwóch latach ma swój udział przy bramce w Bundeslidze średnio co 133 minuty. Philippe zalicza więcej kluczowych podań i częściej podejmuje decyzję o uderzeniu na bramkę, ale to Roberto jest zauważalnie skuteczniejszy w swoich boiskowych poczynaniach.

 

Trudno jednak upatrywać powodów tych rozbieżności w różnicy klas, obaj Brazylijczycy to ten sam kaliber talentu. Tutaj różnicę robi głównie ich styl gry. Coutinho to urodzony rozgrywający, najlepiej czuje się mogąc organizować grę z głębi pola. Mimo że aktualnie próbowany jest najczęściej jako ofensywny pomocnik lub skrzydłowy, w przyszłości mógłby wpisać się nawet w rolę numeru 8. Firmino ma dużo lepiej rozwinięty instynkt killera, w przeciwieństwie do Philippe świetnie radzi sobie w roli kreatywnego napastnika, ale gra w roli typowego środkowego pomocnika mogłaby stłumić większość jego atutów.

 

Pewnym jest, że ani Liverpool, ani Hoffenheim nie są szczytami możliwości brazylijskich „dziesiątek”. Legendarny Ronaldinho niedawno namaścił Philippe na przyszłego rozgrywającego Barcelony, zaś Roberto od dłuższego czasu przyciąga zainteresowanie gigantów z Manchesteru. Na tę chwilę większe wrażenie robi CV Coutinho – zbierał doświadczenia w trzech z czterech najważniejszych lig europejskich w czasie, gdy Firmino umacniał swoją pozycję w Bundeslidze. Kto wie jednak, czy w ostatecznym rozrachunku nie wyjdzie to na dobre temu drugiemu, który opuści Rhein-Neckar Arena jako w pełni ukształtowany piłkarz.

 

Zdobyć Chile

 

Różny przebieg karier, różna charakterystyka gry, ale jedna, zasadnicza cecha wspólna – zarówno Philippe Coutinho, jak i Roberto Firmino od dłuższego czasu są w czołówce najbardziej elektryzujących piłkarzy znad Amazonii. Podczas nadchodzących rozgrywek Copa America na chilijskich boiskach to oni, wraz z Neymarem i Willianem, mają stanowić o sile ofensywy Canarinhos. Czy uda im się poprowadzić Verde-Amarela do złota? W kraju wierzą, że to możliwe.

 

Artur Davtyan

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)