Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kopanina w stolicy na remis. "Wiosenne" Zagłębie pokonało Pogoń

Kopanina w stolicy na remis. "Wiosenne" Zagłębie pokonało Pogoń

Piłka nożna | 22 lutego 2013 23:07 | Dominik Wardzichowski

Wystartowała! Nasz swojska T-Mobile Ekstraklasa. Może nie są to rozgrywki najwyższych lotów, ale każdy kibic w Polsce czeka z wielką niecierpliwością na ich start. Na pierwszy ogień, spotkania w Lubinie i Warszawie. I o ile mecz Zagłębia z Pogonią stał na sałkiem dobrym poziomie, to już mecz w stolicy zawiódł kompletnie. 


Zagłębie Lubin – Pogoń Szczecin 3:0


Wiosenne granie w T-Mobile Ekstraklasie zainaugurowano w Lubinie, gdzie miejscowe Zagłębie podejmowało Pogoń Szczecin. „Miedziowi” za wszelką cenę chcieli odegrać się na Pogoni, za dotkliwą porażkę, którą podopieczni Pavla Hapala odnieśli w Szczecinie. Wówczas Pogoń, powracająca do ekstraklasy, ograła przed własną publicznością lubinian 4:0.

 

W przerwie zimowej w obu ekipach nie doszło do wielkich zmian. A to dlatego, że obaj szkoleniowcy mogli być zadowoleni z postawy swoich podopiecznych w rundzie jesiennej. Pogoń w pierwszej rundzie prezentowała się bardzo solidnie. „Portowcy” nie tracili głupio punktów, a momentami prezentowali naprawdę efektowną grę.

 

Zagłębie startowało do ligi „na minusie”, ponieważ klub z Lubina ukarano odjęciem trzech punktów. Mimo tego, po letnich wzmocnieniach kadra Zagłębia wyglądała, jak na naszą ligę, bardzo efektownie. I większość ekspertów wymieniało „Miedziowych” nawet w kontekście walki o europejskie puchary. Rzeczywistość ostatecznie nie wyglądała tak różowo, ale pod koniec rundy Zagłębie złapało swój rytm.

 

Wiosna dla lubinian rozpoczęła się jednak znakomicie. „Miedziowi” nie dali najmniejszych szans gościom ze Szczecina. A wszystko zaczęło się już w 9. minucie, kiedy to na listę strzelców wpisał się Bartosz Rymaniak. Boczny defensor wykorzystał świetne dośrodkowanie z rzutu wolnego od Macieja Małkowskiego i głową umieścił piłkę w siatce.

 

Po szybko strzelonej bramce, Zagłębie wyczekiwało na swoje szanse w kontrataku. I to właśnie po jednej z takich akcji, faulowany w polu karnym był Łukasz Hanzel. Sędzia bez wahania wskazał na „wapno”, a pewnym wykonawcą rzutu karnego okazał się Szymon Pawłowski.

 

Prowadzące Zagłębie oddało inicjatywę Pogoni i to właśnie „Portowcy” dłużej utrzymywali się przy piłce. Nie wynikało jednak z tego nic konkretnego. „Miedziowi” spokojnie czekali na swoje sytuacje, a jak wiadomo cierpliwość popłaca.

 

I tak w końcówce spotkania swojego gola zdobył Michal Papadopulos. Wykańczając szybki kontratak miejscowych.

 

Trzeba dodać, że oba zespoły nie miały w piątkowy wieczór łatwego życia. Spotkanie toczyło się w prawdziwie syberzimowych warunkach, a w drugiej połowie całe boisko pokryte było śniegiem. Tym bardziej trzeba docenić efektowną inaugurację Zagłębia.

 

Po tym meczu można powiedzieć, że Zagłębie będzie w tej rundzie bardzo groźne. Pogoń natomiast musi sobie wszystko poukładać, aby nie wpaść w rutynę. Beniaminek w rundzie jesiennej „jedzie” na euforii awansu, a prawdziwą wartość „Portowców” poznamy właśnie w rundzie rewanżowej.

 

 

Polonia Warszawa – Lechia Gdańsk 1:1

 

W drugim spotkaniu zmierzyły się ekipy z czuba tabeli. Nie był to jednak hit, trzeba nawet napisać więcej. Pierwszej połowy po prostu nie dało się oglądać!

 

Rozlatująca się Polonia nie potrafiła wymienić kilku celnych podań. Natomiast po Lechii ewidentnie było widać, że tęsknota za Traore jest olbrzymia.

 

Właściwie jedynym pozytywem pierwszej odsłony gry był duet komentatorów. Tomasz Smokowski oraz Kazimierz Węgrzyn robili co mogli, aby umilić telewidzom oglądanie tej nędznej kopaniny. A no i warto również wspomnieć o koszulkach w jakich zagrali dziś gospodarze. Poloniści założyli na siebie stroje retro i trzeba przyznać, że wyglądali w nich całkiem gustownie.

 

Drugo połowa rozpoczęła się tak nudno jak pierwsza, a może nawet gorzej. Oba zespoły nie potrafiły stworzyć  sobie groźnych sytuacji, bo bardziej skupiały się na przeszkadzaniu rywalom, a nie na konstruowaniu kolejnych akcji zaczepnych.

 

Wszystko uratowało ostatnie dziesięć minut. A właściwie dwie doskonałe akcje, wręcz niespotykane na naszych boiskach.

 

Najpierw świetną zespołową akcję wykończył Piotr Wiśniewski i goście cieszyli się z prowadzenia. Od tego momentu w Warszawie „zrobił się mecz”. Podrażnione „Czarne Koszule” ruszyły do ataku i po doskonałym prostopadłym podaniu Jacka Kiełba, w wyśmienitej sytuacji znalazł się Miłosz Przybecki. Młody pomocnik zachował się jak profesor i mierzonym, technicznym strzałem doprowadził do wyrównania.

 

To było spotkanie z serii tych, o których należy jak najszybciej zapomnieć. To nie była dobra promocja polskiej piłki, ale jak to mówią- pierwsze śliwki robaczywki.

 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)