Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Tychy jak Aachen, GKS jak Alemannia? Oby

Tychy jak Aachen, GKS jak Alemannia? Oby

Piłka nożna | 01 lipca 2015 15:53 | Paweł Przybyła
Czy stadion w Tychach zapełni się na jakimkolwiek ligowym spotkaniu?
fot. www.alemannia-aachen.de
Czy stadion w Tychach zapełni się na jakimkolwiek ligowym spotkaniu?

Stadion w Tychach jest już na ukończeniu. Na mecz otwarcia, w którym 18 lipca GKS zagra z FC. Köln, wejściówki zostały wyprzedane bardzo szybko. Mam wrażenie, że gdyby stadion mógł pomieścić 40 000 widzów, bilety i tak zostałyby wykupione - mówiła mi ostatnio osoba zbliżona do GKS-u. Jednak czy po meczu otwarcia, stadion w Tychach nadal będzie cieszył się taką samą popularnością? Marzenie ściętej głowy.
 

Kiedy 18 grudnia 2012 roku stadion GKS-u przestał przypominać obiekt piłkarski, a po murawie zamiast piłkarzy zaczęli biegać budowlańcy, Górnicy w tabeli I ligi zajmowali pewne, 6 miejsce, a po sezonie, który zakończyli na tym samym miejscu, w Tychach głośno mówiło się nawet o aspiracjach powrotu drużyny do ekstraklasy. Wtedy, podjęcie decyzji o budowie nowego stadionu było zupełnie logiczne, szczególnie, że w miejskiej kasie były na to pieniądze.
 

Stary stadion przy ul. Edukacji, był typowym pomnikiem starego systemu, który panował w Polsce do 1989 roku. Na śląsku mówi się o takich stadionach „betonioki”. Na starych fundamentach w powiewie nowoczesności pojawiły się krzesełka, ale było ich tylko tyle, ile wymagał podręcznik licencyjny. Z centralnej trybuny można było oglądać pięknie wykoszony fragment trawinka, który na przeciwległej trybunie przedzielał dwa sektory. Stadion widmo.
 

Na czas budowy obiektu, który powstał na gruzach starego, tyszanie przenieśli się do Jaworzna. Nowe miejsce do grania w piłkę dobrze służyło piłkarzom GKS-u tylko jedną rundę, tego właśnie sezonu, który zakończyli na 6. miejscu. Po jego zakończeniu, było już tylko gorzej. Frekwencja na stadionie Victorii Jaworzno nie powalała, wręcz skłaniała do płaczu. Na trybunach pojawiało się 200, 300, 400 widzów, kiedy w tym samym czasie na mecz GKS-u Katowice przychodziło po 2500 osób. W Tychach wszyscy mówili jednak, że trzeba to przeboleć, a na nowym stadionie atmosfera będzie niezapomniana. W planach było także podniesienie frekwencji.
 

Sezon 2013/2014 Górnicy zakończyli na 13 miejscu w tabeli, a sama gra zespołu zmuszała do refleksji. Po słabym sezonie z funkcją trenera pożegnał się Jan Żurek, którego miejsce zajął Przemysław Cecherz. Urodzony w Łodzi trener, długo w Tychach nie zagościł i po rundzie jesiennej minionego sezonu został zwolniony. Jego zespół zdobył tylko 15 punktów i widmo spadku znowu zawisło nad drużyną z ul. Edukacji. Działacze GKS-u postanowili zainwestować w zespół i aby być pewnymi utrzymania, zatrudnili Tomasza Hajtę. Były defensor Schalke zrobił w drużynie czystkę, sprowadził gromadkę swoich piłkarzy i sezon zakończył na 16 miejscu, więc nie załapał się nawet na baraże o utrzymanie na zapleczu ekstraklasy.
 

Tyszanie doczekali się powrotu na swój stadion. Jednak jak się za chwilę może okazać, inwestycja 129 milionów w najnowocześniejszą na śląsku arenę piłkarską, będzie jedną z  najbardziej nierentownych w historii miasta. Obiekt będzie mieścił 15 000 widzów, ale frekwencja się nie zmieni. Jeżeli na meczu II ligi pojawi się 600 osób, to w klubie będą mogli się cieszyć. Samo utrzymanie obiektu znacznie przewyższy środki finansowe, które klub zgromadzi w swojej kasie. Przychody z dnia meczowego będą może starczały na zakup papieru toaletowego do ubikacji, a pieniądze, które na klub przeznaczać będzie miasto, z całą pewnością także będą mniejsze. Zamiast cieszyć się z nowego stadionu, kibice GKS-u Tychy, będą się teraz modlić, żeby ich klub jak najszybciej wrócił do pierwszej ligi, ale najpierw nie ogłosił plajty.

 

Cała ta sytuacja przypomina mi tę, która kilka lat temu miała miejsce w niemieckim Aachen. Tamtejsza Alemannia miała świetne wyniki, wybudowano stadion, a drużyna zaczęła sukcesywnie spadać z kolejnych klas rozgrywkowych i klub stanął na skraju bankructwa. Na mecze drużyny nie chciał przychodzić nikt, a sami mieszkańcy, kibice Alemanni, przeklinali miasto, które stadion utrzymywało z ich podatków. Tyle, że ostatnio klub się odrodził, a wszystkie tryby dostały nowej oliwy. Teraz, na mecze RegionallLigi, potrafi przychodzić nawet po kilkanaście tysięcy widzów. Identycznego rozwiązania, bardzo podobnej sprawy, życzę tyskiemu GKS-owi.
 

Paweł Przybyła

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)