Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wrocław ma nowego bohatera i awans do II rundy eliminacji Ligi Europy

Wrocław ma nowego bohatera i awans do II rundy eliminacji Ligi Europy

Piłka nożna | 09 lipca 2015 23:46 | Patryk Kipigroch
Krzysztof Ostrowski (z prawej) zdobył ważną bramkę.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Krzysztof Ostrowski (z prawej) zdobył ważną bramkę.

Jacek Kiełb nie mógł lepiej zaprezentować się w debiucie przed kibicami Śląska. Jego dwie bramki i jedna Krzysztofa Ostrowskiego dają awans do następnej rundy i nadzieje na skuteczną grę w ataku.

 

Pierwsza połowa nie obfitowała w sytuacje bramkowe, które potwierdziłyby - słuszne - przewidywania o wyższości wrocławian. Co więcej, bierność w budowaniu akcji ofensywnych WKSu, zachęcała Słoweńców do coraz śmielszych ataków w pole karne gospodarzy. Sprawy nie ułatwiało zejście z boiska Flavio Paixao, u którego podejrzewa się poważną kontuzję. Czas pokaże ile w tym prawdy. Trudno przewidzieć jak wyglądałby wynik po pierwszych 45. minutach, gdyby Celje było o klasę, lub dwie lepszą drużyną. Kilka razy zabrakło celnego, mocnego uderzenia w światło bramki, aby wprowadzić trochę niepewności w szeregach trójkolorowych. Mocno rzucała się w oczy nonszalancja w posiadaniu piłki przez wrocławian. Straty wywołane bezmyślnymi podaniami w środku pola, procentowały groźnie wyglądającymi kontratakami Celje. Na szczęście rywal bardziej chciał, niż mógł i skończyło się na 0:0 do przerwy.

 

Możemy się tylko domyślać, co działo się w szatni Śląska Wrocław. W każdym razie podziałało. Krzysztof Ostrowski kilka minut po gwizdku zdobywa bramkę, która na dobrą sprawę zakończyła marzenia Celje o wywołaniu sensacji w stolicy Dolnego Śląska. Gra wrocławian uległa znacznej poprawie. Więcej celnych podań, szczególnie z pierwszej piłki, mądrze przeprowadzane kontrataki lewą stroną boiska, cierpliwość w obronie i lepsze gospodarowanie siłami, czego zabrakło w pierwszym meczu. Spotkanie było pod kontrolą i kwestią czasu były następne bramki Śląska. Ta przyszła niemal 10 minut później autorstwa Jacka Kiełba i to był koniec wszelkich dyskusji o tym, kto jest lepszy. Przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu jest honorowa bramka Ivana Firera na 10 minut przed końcem meczu, ale i to szybko zatarła druga bramka Kiełba. Wynik 3:1 to duży powód do radości i nadzieja na niezłe zaprezentowanie się - na razie - w eliminacjach.

 

Co na plus? Oprócz zwycięstwa, sama gra Śląska Wrocław. Nie były to fajerwerki, ale solidna i pewna gra z słabszym rywalem, któremu pozwolili się wyszaleć, aby potem zaatakować licząc, że tym razem przyniesie to spodziewaną korzyść w postaci bramki. Poza tym dobre zmiany Tadeusza Pawłowskiego. Najpierw Ostrowski, który zdobył moim zdaniem najważniejszą, bo dającą spokój i pewny w 99% awans bramkę. Następnie Bartkowiak, który też mógł strzelić piękną bramkę, ale zabrakło szczęścia i skończyło się na słupku. Mniej było indywidualności, a więcej drużyny i to zrobiło różnicę.

 

Minus? Można spytać dlaczego dopiero w 47. minucie padł pierwszy gol. Taka drużyna jak Śląsk Wrocław powinna takiego rywala wykończyć w pół godziny. Początek zapowiadał bardzo senną grę wrocławian co mogło mieć dwojaki efekt. Z lepszymi przeciwnikami nie warto aż tak odpuszczać początku. Owszem, akcje były, ale te z drugiej połowy przebijają ich wartość dwukrotnie. Dalej więcej szkody niż pożytku jest w próbach zabłyśnięcia jakąś techniczną bramką. Jacek Kiełb na szczęście chciał po prostu dobrze strzelić i dlatego to on będzie na ustach kibiców przez najbliższe dni.

 

Śląsk Wrocław 3:1 NK Celje

Bramki:
Krzysztof Ostrowski 47'
Jacek Kiełb 56,' 90'
Ivan Firer 79'

 

Żółte kartki:
Peter Grajciar 60'
Danijel Miskic 65'
Blaz Vrhovec 76'
Valon Ahmedi 86'
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)