Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Lech dogania lidera
Bartosz Ślusarski (z lewej) znów strzela.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Bartosz Ślusarski (z lewej) znów strzela.

Lech dogania lidera

Piłka nożna | 24 lutego 2013 23:00 | Przemysław Drewniak

No proszę, nie jest tak źle w tej naszej Ekstraklasie. Po piątkowym "spektaklu" przy Konwiktorskiej można było chwycić się za głowę, ale zarówno sobotnie, jak i niedzielne mecze trzymały już poziom i nie odstraszały widzów przed telewizorami. Dziś bohaterami wieczoru okazali się piłkarze Lecha Poznań, którzy wykorzystali potknięcie Legii w Kielcach i roznieśli przy Cichej Ruch aż 4:0. Z kolei kilka godzin wcześniej, Wisła Kraków potwierdziła, że w tym sezonie nie możemy się po niej zbyt wiele spodziewać. Biała Gwiazda tylko zremisowała w Bełchatowie 0:0.


GKS Bełchatów 0-0 Wisła Kraków


Po meczu pomiędzy drużynami z dolnej części tabeli spodziewaliśmy się niewiele i może dlatego widowisko w Bełchatowie nas nie zawiodło. Zachwycać się jednak również nie ma czym, bo wciąż słabo grająca Wisła tylko zremisowała bezbramkowo z GKS-em Bełchatów. Choć w odmienionym składzie gospodarzy wystąpiło sporo młodych i niedoświadczonych zawodników, Brunatni pokazali się w pierwszym wiosennym meczu z całkiem niezłej strony.


Bezbramkowy remis nie skrzywdził żadnej z drużyn, które prowadziły między sobą wyrównany pojedynek. W pierwszej połowie nie było zbyt wielu sytuacji podbramkowych, choć obie strony mogły pokusić się o objęcie prowadzenia. W 18. minucie groźny strzał zza pola karnego oddał Ivica Iliev, a piłka po rykoszecie od obrońcy o mało nie zaskoczyła debiutującego w Ekstraklasie litewskiego bramkarza, Emilijusa Zubasa. Tuż przed przerwą groźnie zrobiło się w polu karnym Wisły. Po dośrodkowaniu Kamila Wacławczyka w doskonałej sytuacji znalazł się świeżo upieczony kapitan bełchatowian, Maciej Wilusz, ale źle złożył się do główki i posłał piłkę obok bramki.


W drugiej połowie tempo gry było już nieco szybsze, dzięki czemu obie drużyny częściej stawały przed szansą na zdobycie gola. Zarówno desperacko walczący o utrzymanie Bełchatów jak i krytykowana w ostatnich miesiącach Wisła chciały w niedzielne popołudnie sięgnąć po trzy punkty i im pozostawało mniej czasu do końca meczu, tym większą liczbą zawodników atakowały pole karne rywali. Dobre sytuacje zmarnowali między innymi najlepszy wśród gospodarzy Łukasz Madej oraz Cwetan Genkow, który w drugiej połowie zmienił bezbarwnego Daniela Sikorskiego. Ambitnie walczący piłkarze GKS-u w 69. minucie przeprowadzili najładniejszą akcję meczu. Po koronkowym rozegraniu asystą mógł popisać się Mateusz Mak, ale grający na szpicy napastnik Bartłomiej Bartosiak nie dał rady z bliskiej odległości pokonać Sergeia Pareiki.


Kilka minut później Bartosiaka zmienił Mouhamadou Traore. W 79. minucie senegalski napastnik miał okazję wyjść sam na sam z golkiperem Wisły, ale sfaulował go Arkadiusz Głowacki, który otrzymał za to przewinienie czerwoną kartkę. W ostatnich 10 minutach piłkarze Bełchatowa, chcąc wykorzystać przewagę liczebną, nieco przycisnęli, ale nie potrafili sobie stworzyć już żadnej klarownej okazji. W doliczonym czasie gry bohaterem Białej Gwiazdy mógł okazać się występujący niespodziewanie na pozycji stopera Radosław Sobolewski, ale w dobrej sytuacji strzelił głową obok bramki.


Słaba gra w sparingach nie była przypadkiem – Wisła nie dysponuje obecnie silnym zespołem i będzie jej trudno wspiąć się w tej rundzie na wyższe pozycje w tabeli. Trener Tomasz Kulawik musi borykać się z problemami właściwe w każdej formacji. W obronie nie mógł skorzystać z kontuzjowanego Michała Czekaja, a przed meczem z Podbeskidziem ze składu wypadł mu także Arkadiusz Głowacki. Największą siłą wiślaków mają być wiosną skrzydła, ale w spotkaniu z Bełchatowem niczym nie wyróżnił się ani powracający do drużyny Patryk Małecki, ani Kamil Kosowski, który na stadionie przy ulicy Sportowej zgodnie z oczekiwaniami musiał wysłuchiwać wielu obelg ze strony fanów GKS-u. Wiśle będzie bardzo ciężko o bramki, bo bez formy są Sikorski i Genkow. Przed Kulawikiem zatem sporo pracy, by klub spod Wawelu zakończył ten sezon z twarzą.


A Bełchatów? Bardzo odmłodzony skład drużyny Kamila Kieresia może i ma bardzo nikłe szanse na skuteczną walkę o utrzymanie, ale tacy zawodnicy jak Bartosiak, Mak, Seweryn Michalski czy Piotr Witasik będą chcieli pokazać się w każdym meczu z jak najlepszej strony, niezależnie od sytuacji w tabeli. A wtedy napsują sporo krwi nawet dużo silniejszym rywalom.
 

Jeszcze jedno odnośnie Wisły. Poza Głowackim, z powodu nadmiaru kartek z Podbeskidziem nie zagrają Cezary Wilk i Ivica Iliev. Biała Gwiazda może mieć za tydzień kłopoty.


Ruch Chorzów 0-4 Lech Poznań


Piłkarze Lecha oglądali w sobotni wieczór porażkę Legii i najwyraźniej wyszli z założenia, że nie mogą przepuścić takiej okazji. Mecz w Chorzowie do złudzenia przypominał to, co wczoraj działo się w Bielsku. Bramka strzelona już w pierwszej akcji meczu ustawiła mecz pod dyktando Kolejorza, a po kolejnych trafieniach podopieczni Mariusza Rumaka całkowicie zdominowali rywala. Dzięki temu tracą już tylko jeden punkt do drużyny z Warszawy i można powiedzieć, że walka o mistrzostwo Polski rozpoczyna się od nowa.


Nie sprowadzony z Polonii Łukasz Teodorczyk, a Bartosz Ślusarski wystąpił w składzie Lecha od pierwszej minuty. I wbrew oczekiwaniom wielu kibiców, "Ślusarz" pokazał, że młodemu napastnikowi nie będzie tak łatwo o miejsce w składzie. Już w 2. minucie spotkania znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Ruchu i strzałem prawą nogą dał prowadzenie swojej drużynie. Po kilkunastu minutach przewagi gości do głosu doszli zawodnicy Niebieskich, którzy na moment przejęli nawet lekką inicjatywę. Podopieczni Jacka Zielińskiego nie zdołali jednak tego wykorzystać, a Lech dobił ich bramką do szatni. Po rzucie rożnym w polu karnym Ruchu doszło do zamieszania, po którym Marcin Kamiński strzałem z woleja pokonał Michala Peskovicia. Dla środkowego obrońcy była to dopiero pierwsza bramka w Ekstraklasie.


Gospodarze mieli w tym meczu okresy dobrej gry i potrafili stworzyć sobie kilka sytuacji, ale w decydujących momentach zabrakło im skuteczności. Tak było w 56. minucie, gdy sam na sam z Jasminem Buriciem znalazł się Maciej Jankowski, ale oddał zbyt słaby strzał by zaskoczyć bramkarza Lecha. Cztery minuty później Ślusarskiego zmienił Łukasz Teodorczyk, który wraz z innym debiutantem, Kasprem Hamalainenem, okazał się bohaterem drugiej połowy.


O meczu z Lechem jak najszybciej będzie chciał zapomnieć Marcin Baszczyński. Urodzony w Rudzie Śląskiej doświadczony obrońca po 13 latach wrócił do swojego macierzystego klubu, by pomóc mu w walce o utrzymanie w lidze. Jednak już w pierwszym meczu został negatywnym bohaterem Niebieskich. Najpierw popełnił błąd przy pierwszej bramce, pozwalając oderwać spod opieki Bartoszowi Ślusarskiemu, a w 60. minucie po silnym, płaskim dośrodkowaniu w pole karne w wykonaniu Teodorczyka pechowo skierował piłkę do własnej bramki. W pomeczowym wywiadzie dla Canal+ Baszczyński uderzył się w pierś. Przyznał, że popełnił w starciu z Lechem kardynalne błędy i wziął na siebie winę za tak wysoką porażkę. 


Koncert Kolejorza zakończył sprowadzony do klubu zimą Fin Kasper Hamalainen. Piłkarz, który ma w Poznaniu wypełnić lukę na środku pomocy po odejściu Semira Stilicia, zaliczył w Chorzowie rewelacyjny debiut. Popisał się kilkoma udanymi zagraniami, zaprezentował doskonały przegląd pola, a swój występ podsumował piękną bramką w 87. minucie. Asystę przy tej akcji zaliczył Teodorczyk, który otrzymał w tym meczu czwartą w tym sezonie żółtą kartkę. Trudno doszukiwać się w tym przypadku, bo Lechici zmierzą się w następnym meczu z... Polonią Warszawa! W umowie pomiędzy oboma klubami istnieje zapis, zgodnie z którym napastnik i tak nie mógłby wystąpić przeciwko swojej byłej drużynie. Sprytnie, Teo.


Lech w imponującym stylu rozgromił Ruch i z taką grą ma realną szansę na wywalczenie mistrzostwa. Poczekajmy jednak z wyciąganiem daleko idących wniosków, bo na inaugurację sezonu przy Bułgarskiej Kolejorz także pokonał Niebieskich 4:0, a później nieco obniżył loty i jego gra nie wyglądała już tak imponująco. Póki co, kibice z Wielkopolski mają jednak powody do zadowolenia.


Tego samego nie możemy powiedzieć o fanach z Chorzowa. Ruch ma być w tej rundzie zupełnie inną drużyną niż na jesień, o czym zgodnie mówili przed wznowieniem rozgrywek prezes Dariusz Smagorowicz i trener Jacek Zieliński. Szkoleniowiec Niebieskich cały czas powtarza, że nie patrzy w dół tabeli i liczy na to, że jego drużyna wkrótce awansuje o kilka pozycji. Być może powinien jednak zmienić nastawienie i spojrzeć prawdzie w oczy - zespół wicemistrzów Polski będzie w tej rundzie walczyć o uniknięcie degradacji, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż w tej kolejce zapunktowały oba zespoły ze strefy spadkowej. Co prawda Ruch w kilku momentach wyglądał w meczu z Lechem całkiem przyzwoicie, ale z tak fatalną postawą w obronie jak dziś, czy w sparingu z Żyliną, może mieć duże problemy ze zdobywaniem punktów. Z kolei w ataku, Zieliński będzie musiał rozwiązać problem, który pojawił się po odejściu Arkadiusza Piecha. Usiłujący go zastąpić Maciej Jankowski i Pavel Sultes wprawdzie doszli dziś do kilku sytuacji, ale ich wykończenie pozostawiło bardzo wiele do życzenia.


Jeszcze przed tą kolejką wszystko wydawało się jasne. Spadkowicze byli już wyłonieni, a Legia z łatwością miała sięgnąć po mistrzostwo Polski. Wystarczyło jednak, by drużyny rozegrały po jednym meczu, a sytuacja uległa całkowitej zmianie. Lech traci do stołecznej drużyny już tylko jedno oczko, a Podbeskidzie i Ruch dzieli dystans zaledwie sześciu punktów. Wszystko jest możliwe i wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, wiosna przysporzy nam jeszcze sporej dawki emocji.


Jutro rundę wiosenną zainaugurują dwie ostatnie drużyny. W derbach Śląska Górnik zmierzy się u siebie z gliwickim Piastem.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)