Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Śląsk musi się jeszcze sporo nauczyć

Śląsk musi się jeszcze sporo nauczyć

Piłka nożna | 23 lipca 2015 21:31 | Damian Wiśniewski

fot. x-news

Wszyscy mieliśmy nadzieję, że nie tylko dwa polskie zespoły pograją w europejskich pucharach troszkę dłużej niż do końca lipca. Niestety, około godzinę po tym, jak odpadła Jagiellonia, w Szwecji poległ Śląsk Wrocław. I niestety, można się było tego spodziewać.


Trener Pawłowski dokonał kilku zmian po wysokiej porażce z Legią w ostatnim meczu ligowym. Na boisku pojawili się Robert Pich, Tom Hateley i Peter Grajciar. Zmiana jakościowa nie była jednak szczególnie widoczna. Śląsk nie był drużyną, która dyktowała warunki gry i chyba widać było w jej poczynaniach, że siedzi w niej to spotkanie z wicemistrzami Polski.


Wrocławianom brakowało pewności siebie, mieli bardzo duże problemy z kreowaniem okazji podbramkowych. Niby z rozegraniem piłki nie było większych kłopotów, momentami ładnie krążyła ona od piłkarza do piłkarza, ale sytuacji podbramkowych nie mogliśmy się doczekać. Brakowało dokładnego ostatniego podania. Na dobrą sprawę najlepszą z nich zmarnował Jacek Kiełb, tyle że była już końcówka drugiej połowy, a na tablicy wyników 2:0 dla gospodarzy. Niezłe w pierwszej połowie były strzały Paixao i Hołoty, ale za każdym razem brakowało szczęścia.


Goeteborg również nie grał cudów, ale potrafił wykorzystywać swoje atuty. We własnym polu karnym świetnie radził sobie w powietrzu, a ten element gry próbował również wykorzystać w szesnastce polskiej ekipy. Udawało mu się zgrać piłkę, ale również miał problem z oddaniem groźnego strzału. Raz niezłym refleksem popisał się Mariusz Pawełek, ale to by było na tyle.


Sprawa awansu została załatwiona na samym początku drugiej połowy. Wrocławianie popełnili dwa fatalne błędy w obronie, które rywale oczywiście bez problemu wykorzystali. Najpierw Eriksson z łatwością odebrał piłkę na połowie Śląska i piękną asystą otworzył Engvallovi drogę do bramki, a następnie Boman zapakował futbolówkę do bramki po długim podaniu z głębi pola od Rogne. Tutaj zwalili i obrońcy, którzy nie zrobili praktycznie nic, by powstrzymać nadciągającego napastnika, a także Pawełek, który wyszedł z bramki i nie dotknął nawet futbolówki.


Tadeusz Pawłowski ma dość spory problem. Jego zespołowi brakuje kogoś naprawdę kreatywnego, kto potrafiłby posłać podanie otwierające drogę do bramki. Często wrocławianie decydowali się na rozwiązania, które z góry były skazane na porażkę. Dośrodkowania w pole karne, kiedy jedynym zawodnikiem tam będącym jest Kiełb, zaliczają się do tej kategorii.


To by było na tyle, jeśli chodzi o grę Śląska w tej edycji Ligi Europy. Nam zostało liczyć na Lecha i Legię, a kibicom z Dolnego Śląska na to, że na Ekstraklasę wciąż jest to solidny zespół.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)