Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Frankowski skrzywdził Koronę. Ruch wygrywa w Kielcach!

Frankowski skrzywdził Koronę. Ruch wygrywa w Kielcach!

Piłka nożna | 03 sierpnia 2015 20:19 | Paweł Przybyła
Bartosz Frankowski uznał dwa gole ze spalonych
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Bartosz Frankowski uznał dwa gole ze spalonych

Czasem w futbolu zdarza się tak, że jest się na boisku lepszym, ale rywal ma więcej szczęścia. I taka sytuacja, dla zawodników tej drużyny, która szczęścia nie miała – dzisiaj Korona, jest do przyjęcia. Gorzej jest wtedy, kiedy krzywdzi Cię sędzia. I to dwukrotnie.
 

Centro-strzały zawsze w cenie
„Koroniarze” bardzo szybko, bo po 7 minutach gry, objęli prowadzenie w meczu. Sposób, w jaki im się to udało, od zawsze jest postrachem bramkarzy. Bo o ile bramkarze wiedzą jak zachowywać się przy strzałach z pola karnego, zza szesnastki, głową, nogą czy piętą, nie znaleziono jeszcze sposobu na bronienie „centro-strzałów”. Taki środek, wybrał strzelec gola dla Korony, Paweł Sobolewski. Jasne, nie miał zamiaru strzelić bramki, bo dośrodkowywał w pole karne, ale kto na to zwraca uwagę. Ważniejsze jest to, że po wrzutce posłanej przez Sobolewskiego w pole karne Putnosky’ego, ten drugi pozostał bez szans na skuteczną interwencję.
 

Konkrety
Podopieczni trenera Marcina Brosza w pierwszej połowie grali dużo lepiej. Pochwalić można ich za bardzo pewną grę w obronie. Formacja defensywna kieleckiej drużyny, mimo popełnienia jednego błędu, po którym Ruch stracił gola, po tym meczu może dostać bardzo dużego plusa. Malarczyk i Dejmek świetnie rozbijali ataki gości, wygrywając większość główek. W drugiej połowie za to, popisywali się świetnym czytaniem gry. Często wyprzedzali Visniakovsa, czy później Stępińskiego i szybko przechodzili do kontry. Problem był w tym, że o ile w pierwszej połowie, ich koledzy z ofensywy grali bardzo poprawnie, w drugiej zgubili pomysł na strzelanie bramek Ruchowi. W pierwszej połowie nie popisywali się koronkowymi akcjami, ale stwarzali sytuacje, a w drugiej połowie próbowali grać widowiskowo i co za tym poszło, zagrali bardzo chaotycznie.
 

Niezasłużona bramka
Ruch w pierwszych 45 minutach był drużyną dużo słabszą. Piłkarze Ruchu nie potrafili poukładać sobie gry i tak naprawdę wyprowadzili tylko jedną, składną i zarazem groźną sytuację. Na ich szczęście, to wystarczyło, by na przerwę do szatni zejść przy rezultacie remisowym. W 34 minucie źle rzut rożny wykonali gospodarze, co bardzo szybko i skrzętnie wykorzystali piłkarze Ruchu. Po szybkiej kontrze i strzale z dużego konta Visniakovsa, „niebiescy” doprowadzili do wyrównania. Wyrównania, które zupełnie im się nie należało, bo o ile w drugiej połowie, na tle słabszej Korony, mankamenty w ich grze nie były już tak widoczne, tak w pierwszej odsłonie tego meczu, zorganizowana i świetnie poukładana „banda świrów”, zasłużyła na zwycięstwo.
 

Sędzia Frankowski – nowy wróg „numer 1” kibiców Korony Kielce
O sędzi z Torunia, kibice w Kielcach nie zapomną bardzo długo. Oba gole dla Ruchu, strzelone zostały ze spalonych. Zarówno Visniakovs, jak i Stępiński, znajdowali się na ewidentnych „ofsajdach”. Takie sprawy nie powinny się zdarzać, bo brak reakcji liniowego, który pomagał Bartoszowi Frankowskiemu, ustalił wynik spotkania.

Stępiński powrócił
Zostawmy już spalonego, po którym strzelił gola. Dla Waldemara Fornalika, bardzo ważne jest to, że debiutujący dzisiaj w barwach chorzowskiego Ruchu Mariusz Stępiński, wpisał się na listę strzelców. Pochwalić za akcję, po której umieścił piłkę w siatce, trzeba też Rafała Grodzickiego, który włączył się do akcji ofensywnej i zagrał do młodego napastnika z Cichej. Jeżeli obaj napastnicy Ruchu, tzn. Stępiński i Visniakovs, nadal będą w takiej, strzeleckiej formie jak w Kielcach, „niebiescy” o strzelanie goli nie muszą się martwić.
 

Paweł Przybyła

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)