Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Lech zebrał ważną lekcję. Teraz musi odrobić zadanie domowe

Lech zebrał ważną lekcję. Teraz musi odrobić zadanie domowe

Piłka nożna | 05 sierpnia 2015 22:53 | Przemysław Drewniak
Szymon Pawłowski był najaktywniejszym piłkarzem Lecha w Bazylei, ale brakowało mu skuteczności
fot. x-news
Szymon Pawłowski był najaktywniejszym piłkarzem Lecha w Bazylei, ale brakowało mu skuteczności

Już oficjalnie – do 20 lat przedłuży się oczekiwanie na polską drużynę w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Choć w rewanżu z FC Basel Lech zaprezentował się relatywnie lepiej niż w pierwszym pojedynku w Poznaniu, to jednak cały dwumecz tylko potwierdził, że domaganie się od zespołu Macieja Skorży awansu do Champions League było bezpodstawne. Bo na podbój Europy Lech zwyczajnie nie jest jeszcze gotowy.


Jeśli nie oglądaliście meczu w Bazylei, to niewiele straciliście. Było to raczej nudne spotkanie, w którym gospodarze skupili się na bezpiecznym utrzymaniu pewnego awansu, nie chcąc pójść z „Kolejorzem” cios za cios. Skorża zaskoczył wyjściowym składem – niepewnego Tamasa Kadara na środku obrony zastąpił Dariusz Dudka (z dobrym skutkiem), a w roli wysuniętego napastnika wyszedł Kasper Hamalainen. Dzięki temu Lech miał więcej do zaoferowania jeśli chodzi o rozgrywanie piłki na połowie rywala, co przy bardzo dobrze zagęszczonej defensywie Bazylei łatwe nie było. Niestety, ucierpiała na tym skuteczność pod bramką, bo ze wszystkich elementów gry to właśnie wykończenia zabrakło poznaniakom najbardziej.


Między Basel a Lechem nie było przepaści, nie było różnicy klas. O braku awansu zadecydowały te detale, które obecnie dzielą Polskę od Ligi Mistrzów – ciut lepszego wyszkolenia technicznego, ciut lepszej odpowiedzialności w obronie i wykończenia. Czyli wszystkiego po trochu. Symbolem starań Lecha w walce o LM jest Szymon Pawłowski – w Bazylei aktywny, napędzający akcje, ogrywający obrońców rywali. Momentami świetny, ale tylko do czasu, gdy trzeba zagrać piłkę otwierającą lub oddać strzał. Właśnie to różniło dziś Lecha od Bazylei, która w 90. minucie zamieniła na gola jedyną stuprocentową sytuację w meczu, wykorzystując prosty błąd w obronie „Kolejorza”.


Domaganie się od Lecha awansu było bezpodstawne, bo jak potwierdził dwumecz z Basel, drużyna Macieja Skorży nie jest jeszcze na tym etapie rozwoju. Porównałbym ją do Legii z 2013 roku, gdy miejsce w szeregu pokazała im też nie taka świetna wówczas Steaua. „Kolejorzowi” brakuje napastnika, a niektórzy piłkarze nie prezentują europejskiego poziomu. W pierwszym meczu zawiedli Kadar czy Kędziora, dziś zwłaszcza Formella. W obu spotkaniach z mistrzami Szwajcarii Lech miał jednak dobre momenty, dzięki którym możemy mieć nadzieję, że Skorży uda się tą porażkę przekuć w coś pozytywnego. Pójdę dalej i stwierdzę, że bez takiej porażki z renomowanym (bo regularnie grającym w LM) przeciwnikiem poznaniacy nie zrobiliby kolejnego kroku do przodu, którego potrzebują, by wskoczyć na wyższy poziom – poziom fazy grupowej Ligi Mistrzów. I wbrew pozorom, wcale nie jest do niego aż tak daleko.


Rozstawiony w IV rundzie eliminacji Ligi Europy Lech powinien awansować do fazy grupowej, bo jak pokazał w Bazylei, wcale nie jest w kryzysie. Dwie drużyny w tej fazie rozgrywek LE to dla nas absolutne minimum, ale na ten moment chyba jednocześnie realna ocena możliwości.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)