Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Tak nie gra przyszły mistrz. Kłopoty Legii w defensywie

Tak nie gra przyszły mistrz. Kłopoty Legii w defensywie

Piłka nożna | 27 lutego 2013 16:42 | Hubert Błaszczyk
Inaki Astiz nie jest jak do tej pory ostoją defensywy Legii.
fot. Wojciech Tarchalski / Superstar.com.pl
Inaki Astiz nie jest jak do tej pory ostoją defensywy Legii.

Spektakularne transfery w przerwie zimowej, równorzędni zawodnicy na każdej pozycji, doświadczona kadra trenerska oraz wreszcie odpowiedni prezes – wydawało się więc, że nic nie może stanąć Legii Warszawa na drodze do wygrania T-Mobile Ekstraklasy w cuglach. Tymczasem po spotkaniach z Koroną Kielce i Olimpią Grudziądz nie jest to wcale takie pewne. Legionistów nie skreślamy, ale w pierwszych meczach rundy wiosennej prezentują futbol daleki od ideału, zwłaszcza w defensywie.


W Kielcach trenera Jana Urbana zawiodła cała linia obronna Legii. W polu karnym warszawian po dokładnych wrzutkach w pinballa grali sobie sobie zawodnicy Korony przy całkowicie biernej postawie defensorów lidera Ekstraklasy. Najbardziej zawiódł Inaki Astiz, który przy pierwszej i drugiej bramce na chwilę stracił kontakt z rzeczywistością. Hiszpan dawał zespołowi dużo w ofensywie, ale w obronie był najsłabszym zawodnikiem na boisku. Z kolei przy trzecim golu dla Korony spał Jakub Wawrzyniak.


Trzy bramki złoto-krwistych padły po identycznych błędach Legii Warszawa. W meczu z Olimpią Grudziądz trener Jan Urban postanowił więc nieco przebudować blok defensywny swojego zespołu. Za Michała Żewłakowa na środku obrony zagrał Tomasz Jodłowiec.


Nowy nabytek Legii debiutu w barwach nowej drużyny nie zaliczy jednak do udanych. Był najsłabszym zawodnikiem na boisku i sprezentował Olimpii sensacyjną bramkę. Jodłowiec na chwilę zapomniał, że jest środkowym obrońcą i zabrał się za efektowny drybling na własnej połowie. Niestety, dla niego samego jego szarżę przerwali piłkarze z Grudziądza. Po chwili Marcin Smoliński idealnym podaniem obsłużył Piotra Ruszkula, a ten umieścił piłkę w siatce obok niepewnie interweniującego Wojciecha Skaby.


Jodłowiec na drugą połowę już nie wyszedł. Oficjalnie – z powodu zbitego biodra. Drugą połowę na środku obrony z Astizem zagrał więc ponownie Michał Żewłakow. Występu doświadczonego zawodnika nie sposób jednak ocenić, bo w drugiej połowie Olimpia ograniczała się do bronienia dostępu do własnej bramki.


Momentami gra defensorów Legii wyglądała tak, jakby sami chcieli zaprosić pierwszoligowca do ulokowania piłki w siatce. Niedokładne podania i zabawa na własnej połowie, to tylko najbardziej poważne zarzuty wobec obrońców warszawskiego klubu. Na Olimpię to wystarczyło, ale w meczach z zespołami T-Mobile Ekstraklasy tego typu błędy mogą być surowo karcone.


Defensorzy warszawian mogą tylko dziękować formacji ofensywnej ich zespołu. W przodach Legia ma zdecydowanie kłopoty bogactwa, co pokazał wtorkowy pojedynek z Olimpią. Bardzo dobrze po kontuzji prezentował się Marek Saganowski – strzelec dwóch bramek, a chyba jeszcze lepiej Władimir Dwaliszwili, który co prawda do bramki grudziądzan trafił raz, ale imponował niesamowitą siłą fizyczną i walecznością.


W zbliżającej się kolejce T-Mobile Ekstraklasy Legia zagra z GKS-em Bełchatów. To może być ostatnie spotkanie, w którym wybryki defensywy Legii przejdą jeszcze niezauważone.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)