Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Konkurs na najdziwniejszy mecz roku rozstrzygnięty. Śląsk z piekła do nieba w Łęcznej

Konkurs na najdziwniejszy mecz roku rozstrzygnięty. Śląsk z piekła do nieba w Łęcznej

Piłka nożna | 15 sierpnia 2015 20:29 | Przemysław Drewniak
Kamil Biliński i Krzysztof Danielewicz mieli w Łęcznej powody do radości
fot. M. Karczewski/Superstar.com.pl
Kamil Biliński i Krzysztof Danielewicz mieli w Łęcznej powody do radości

Tydzień temu Śląsk Wrocław zdominował Lechię Gdańsk, ale mimo multum sytuacji bramkowych nie zdołał strzelić zwycięskiego gola. Przez kilkadziesiąt minut sobotniego meczu w Łęcznej wydawało się, że sytuacja się powtórzy. Wrocławianie odrobili jeszcze przed przerwą dwa gole straty, potem długo bili głową w mur, aż w końcu piłkarskim buzzer-beaterem popisał się Flavio Paixao. I w ten oto sposób drużyna Tadeusza Pawłowskiego sięgnęła po trzy punkty w prawdopodobnie najdziwniejszym meczu tego sezonu.


Skoro już postawiliśmy tezę, że w Łęcznej mieliśmy do czynienia z wieloma zaskakującymi wydarzeniami, to teraz musimy ją udowodnić. Spróbujmy.


Zdziwienie #1: Centrostrzał i zabójcze minuty Górnika


Od pierwszej minuty w Łęcznej nie było wątpliwości, po której stronie leży większa piłkarska jakość. Śląsk szybko osiągnął przewagę, wygrywał walkę o środek pola i tak jak chce tego Tadeusz Pawłowski, potrafił długo utrzymywać się przy piłce na połowie rywala. W momencie, gdy oczekiwaliśmy pierwszego gola dla gości, niespodziewany cios wyprowadził Górnik. Aktywny na lewej stronie Leandro zagrał w pole karne, Mariusz Pawelec niefortunnie wyłożył piłkę niepilnowanemu przed bramką Przemysławowi Pitremu, a ten dał łęcznianom prowadzenie.


Okej, możecie powiedzieć: no i co z tego, że Górnik strzelił przypadkową bramkę, przecież w Ekstraklasie zdarza się to nagminnie. Tak, ale dwie przypadkowe bramki w odstępie dwóch minut? Tego jeszcze nie grali. Znów akcję na połowie gospodarzy rozgrywał Śląsk, ale Łęczna wyprowadziła szybki kontratak, Grzegorz Bonin otrzymał piłkę w narożniku pola karnego i dośrodkował. Dośrodkował fatalnie, ale futbolówka zeszła mu w dobrą stronę – w kierunku bramki, gdzie od słupka wpadła do siatki nad zaskoczonym Pawełkiem.


Zdziwienie #2: Szybki comeback Śląska


Brakuje nam w Polsce drużyn z charakterem. Podczas gdy w Premier League wychodzenie ze stanu 0:2, 0:3 czy nawet 0:4 zdarza się całkiem często, to w Ekstraklasie ledwie kilka razy w sezonie. Gdy ktoś dostaje takie dwa gongi, jakie otrzymał w Łęcznej Śląsk, to wszystko wskazuje na to, że już się z tego nie podniesie. W przypadku wrocławian było jednak inaczej, i za to należą im się wielkie brawa. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego nadal grali swoją piłkę, a że otrzymali jeszcze pomoc od Sergiusza Prusaka, to szybko odrobili straty. Bramkarz Górnika postanowił odegrać scenkę z wczorajszego meczu o Superpuchar Hiszpanii. Wcielił się w rolę Ter Stegena, wykładając piłkę Robertowi Pichowi, a Słowak niczym Mikel San Jose (no dobrze, może miał do bramki kilkanaście metrów bliżej) efektownym strzałem wrzucił mu ją za kołnierz. Gol na 2:2 to już kwintesencja gry Śląska – wszystko na jeden kontakt, akcja wyprowadzona ze środka pola przez Toma Hateleya, Peter Grajciar z pierwszej wykłada futbolówkę Tomaszowi Hołocie, który decyduje się na mocny strzał z dystansu. Znów nawala Prusak, do piłki dopada Kamil Biliński i po pół godzinie gry mamy 2:2.


Zdziwienie #3: Śląsk wraca do formy z jesieni?


Po słabej rundzie wiosennej i równie niemrawym pierwszym meczom tego sezonu wcale się na to nie zanosiło. W ostatnich dwóch spotkaniach Śląsk znów gra jednak tak, jak chce tego trener Pawłowski i tak, jak robił to rok temu z Sebastianem Milą w składzie. W Łęcznej trudno było któregoś z wrocławian szczególnie wyróżnić, ale to dlatego, że goście świetnie prezentowali się jako zespół. Zwłaszcza w drugiej linii, bo bez wyjątku każdy z ofensywnych piłkarzy Śląska pokazał dziś wysoki poziom. W ich grze widać coraz lepiej dopracowane schematy i dobrą współpracę. Wydaje się, że na dziś największym problemem ekipy Pawłowskiego jest skuteczność. Tak, po strzeleniu trzech goli na wyjeździe brzmi to niedorzecznie, ale dziś Śląsk miał naprawdę sporo okazji, by znacznie wcześniej zapewnić sobie spokojną końcówkę. Wrocławianie przytrzymali swoich kibiców w niepewności, ale warto było czekać, bo akcja na 3:2 była palce lizać. Choć do końca meczu pozostawało 30 sekund, nie było walenia lagi do przodu, tylko spokojne, cierpliwe rozegranie, zakończone asystą Hołoty do Flavio Paixao. Założę się, że gdyby Tadeusz Pawłowski miał sobie wymyślić akcję, w której Śląsk zapewni sobie wygraną w ostatniej minucie meczu, to wyglądałaby ona dokładnie tak.


Zdziwienie #4: Leandro najjaśniejszą postacią Górnika


Na początku gry w Ekstraklasie był niemiłosiernie (i słusznie) krytykowany, ale widać, że robi bardzo szybkie postępy. W meczu ze Śląskiem Leandro był najlepszym zawodnikiem Górnika, zapewniając nie tylko solidną grę w obronie, ale też niesamowity ciąg na bramkę. Szkoda, że był tak rzadko wykorzystywany przez swoich kolegów, bo oprócz niego w grze łęcznian nie było innej sensownej opcji. Słabo zagrali napastnicy, w środku pola bardzo kiepskie zawody zaliczył Tomasz Nowak, a Fedor Cernych każdym kolejnym występem zdaje się prosić trenera o przesunięcie do ataku, bo na skrzydle nie jest równie efektywny. Tak grający Górnik był z małymi wyjątkami tylko tłem dla Śląska, który w pełni zasłużenie sięgnął po komplet punktów.

 

OCENY SPORT4FANS (w skali 1-10):


Górnik Łęczna: Sergiusz Prusak (4) – Paweł Sasin (5), Maciej Szmatiuk (5), Tomislav Bożić (4), Leandro (6) – Grzegorz Bonin (5), Veljko Nikitović (4), Tomasz Nowak (4), Przemysław Pitry (5), Fedor Cernych (5) – Bartosz Śpiączka (4).
Rezerwowi: Grzegorz Piesio (5), Jakub Świerczok (4), Łukasz Tymiński grał zbyt krótko, by go ocenić.


Śląsk Wrocław: Mariusz Pawełek (5) – Mariusz Pawelec (4), Piotr Celeban (5), Adam Kokoszka (6), Dudu Paraiba (6) – Flavio Paixao (7), Tomasz Hołota (7), Tom Hateley (6), Peter Grajciar (6), Robert Pich (6) – Kamil Biliński (6).
Rezerwowi: Krzysztof Danielewicz (6), Jacek Kiełb (5).

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)