Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ekstraklasa jak samolot. Wejdziesz, ale najpierw spełniaj sto warunków
Takie trybuny możemy wkrótce oglądać podczas meczów
fot. Wikipedia / CC BY-SA 3.0
Takie trybuny możemy wkrótce oglądać podczas meczów

Ekstraklasa jak samolot. Wejdziesz, ale najpierw spełniaj sto warunków

Piłka nożna | 21 sierpnia 2015 21:28 | Michał Chmielewski

Nie dziwi mnie żenująco niska frekwencja na trybunach polskich stadionów piłkarskich. Procedura kupowania biletów przypomina kontrolę bezpieczeństwa przed wejściem do samolotu.

 

Co trzeba zrobić, by obejrzeć w kinie film? Wygodnie zarezerwować w domu miejsce, zapłacić przelewem, wydrukować i sprawnie pokazać go kontrolerowi przed wejściem na salę. Rach-ciach i po sprawie. No, trwa to odrobinę dłużej, gdy któremuś z posiadaczy biletu przysługuje ulga. Ale jest legitymacja, jest ważna, dziękuję, po sprawie. Oglądam.

 

Teraz zadaję drugie pytanie. O mecz piłki nożnej w Polsce. I też odpowiem sobie na nie sam. Potrzebne są karty kibica, numery PESEL, czekanie w kolejkach, przesyłanie zdjęć portretowych, wpisywanie nas do systemu, obmacywanie przez ochroniarzy i Bóg wie, co jeszcze. I ta nieszczęsna legitymacja szkolna, której okazanie na wniosek zawistnej pani kasjerki jest k o n i e c z n o ś c i ą . Jeśli nie pokażesz jej przy zakupie biletów, o uldze zapomnij. Płać więcej albo wracaj do domu.

 

Taka właśnie sytuacja przytrafiła mi się przed spotkaniem między Śląskiem Wrocław a Podbeskidziem Bielsko-Biała. Wiedząc, że klub pozwala na okazanie tylko ksera dowodu osobistego, a nie jego oryginału (co byłoby niezgodne z prawem), poprosiłem kolegę o zakup wejściówki także dla mnie. Robił tak w przeszłości, zazwyczaj nie było problemu.

 

Ale tym razem był. Pomijam fakt, że ciągłe pokazywanie kartek ze skserowanym dokumentem samo w sobie jest śmieszne. Sprzedawcy, lub klubowe władze, tym razem wykazali się jeszcze większą kreatywnością. Kolega nie mógł bowiem kupić mi biletu ulgowego, ponieważ… nie miał mojej legitymacji szkolnej. Bach. Nie można, bo nie, koniec. Podobno padło chociaż hasło „przepraszamy”. Uff.

 

Ja naprawdę rozumiem, że względy bezpieczeństwa wymuszają na organizatorach meczów takie, a nie inne środki ostrożności. Wiem, że na stadionach zawsze znajdzie się grupa idiotów, która zamiast dopingować drużynę za wszelką cenę chce zrobić dym, rozróbę, bo ich życie na co dzień jest – cytując filmwego klasyka – nudne jak piz*a. Wiem też, że wiedza o tożsamości publiczności jest dla Policji bezcenną w późniejszych poszukiwaniach delikwentów. A przynajmniej podobno jest

 

Ale do cholery nie może być tak, że procedury kupna biletów to płot tak wysoki, że wielu potencjalnym kibicom po prostu nie chce się go przeskakiwać. Porównanie stadionu i sali kinowej jest w tym tekście mocną przesadą nie bez przyczyny. Użyłem go po to, by pokazać jak łatwo i przyjemnie mogłoby być. Zamiast tego klub odpycha od siebie ludzi niepojętą zasadą konieczności pokazania legitymacji uprawniającej do zniżki już na etapie zamawiania biletu. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że na pewno nietani system komputerowy po pierwszej rejestracji przechowuje już moje dane. To dlaczego nie mógłby przechowywać też wiedzy o tym, jakie bilety zazwyczaj kupuję nie wspominając już o wprowadzeniu do niego informacji o dacie ważności dokumentu uprawniającego do ulgi?

 

Tutaj naprawdę nie chodzi o parę złotych, bo ten, kto swój klub chce zobaczyć, i tak je wyda. Chodzi raczej o niesmak, traktowanie kibica jak zło konieczne i niepotrzebne uprzykrzanie życia. Naprawdę nie rozumiem, co stałoby się, gdyby tak samo jak w kinie wejście osoby upoważnionej do ulgi weryfikowano bezpośrednio przed wejściem na trybuny. Co jeszcze trzeba będzie zrobić, by obejrzeć mecz? Może na wszelki wypadek zacznę ze sobą nosić do kas odpis matury, książeczkę wojskową i zaświadczenie o braku wad wzroku? Jeśli Ekstraklasa, władze i poszczególne kluby nie zrozumieją wreszcie, że w dobie darmowych nielegalnych streamów internetowych i coraz lepszej jakości relacji telewizyjnych czterdziestotysięczne molochy zapełnić będzie coraz trudniej, obawiam się, że wkrótce tradycja chodzenia na mecze umrą równie szybko co era walkmanów i kaset VHS. Tylko że będąc po tej drugiej stronie okienka kasy jakoś nie będzie mi tego szkoda.

 

Tekst pochodzi z autorskiego bloga chmielewski.blog.pl

 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)