Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wyniki wskazują, że Lechia się rozpędza. Gra – już niekoniecznie

Wyniki wskazują, że Lechia się rozpędza. Gra – już niekoniecznie

Piłka nożna | 21 sierpnia 2015 23:02 | Przemysław Drewniak
Stojan Vranjes i jego koledzy wciąż nie spisują się na miarę oczekiwań
fot. M. Karczewski/Superstar.com.pl
Stojan Vranjes i jego koledzy wciąż nie spisują się na miarę oczekiwań

Wysokie zwycięstwo w Pucharze Polski, remis na wyjeździe z Wisłą Kraków i dwubramkowa wygrana u siebie z Górnikiem Łęczna – gdyby ktoś śledził ostatnie mecze Lechii wyłącznie na podstawie statystyk, to mógłby stwierdzić, że po słabym początku sezonu drużyna Jerzego Brzęczka wkracza na najwyższe obroty. Wcale jednak tak nie jest, bo styl gry gdańszczan wciąż pozostawia wiele do życzenia. W piątkowym meczu gospodarze wymęczyli zwycięstwo nad Górnikiem Łęczna, który przez 80 minut grał w osłabieniu.

Największy wpływ na przebieg meczu w Gdańsku miało dwóch zawodników gości, którzy na boisku przebywali zaledwie… siedem minut. Na PGE Arenie jeszcze nic nie zdążyło się wydarzyć, gdy Kamil Poźniak fatalnie wycofał piłkę do linii obrony, Sergiusz Prusak wyszedł przed pole karne i… niczym w swojej szesnastce zatrzymał akcję ręką. Wyglądało to, jak zwyczajne zaćmienie umysłu bramkarza Górnika, które na boisku wielu zawodnikom zdarza się przecież często. W tym przypadku miało jednak kluczowe znaczenie, bo sędzia musiał pokazać Prusakowi czerwoną kartkę, a żeby wprowadzić na boisko Silvio Rodicia, Jurij Szatałow poświęcił Poźniaka.

Wydawało się, że kibiców w Gdańsku czeka zatem przyjemny wieczór, ale w kolejnych minutach wcale nie oglądaliśmy szturmu w wykonaniu biało-zielonych. Lechia miała olbrzymią przewagę w posiadaniu piłki (przez cały mecz oscylowała wokół 70%), ale większość podań wymieniała w okolicach środka boiska. Gospodarze grali ślamazarnie, niechlujnie i z ogromnym trudem przychodziła im płynna wymiana więcej niż kilku podań. Momentami wydawało się wręcz, że bliżej strzelenia gola jest Górnik, który od czasu do czasu wykorzystywał niedokładność rywali i wyprowadził kilka kontrataków.

Jeśli ktoś przed telewizorem zdołał nie zasnąć przed końcem pierwszej połowy, to w doliczonym czasie gry w nagrodę obejrzał dwie minuty pod hasłem „Ekstraklasa na wesoło”. Wystarczyło jedno przyspieszenie i Lechia objęła prowadzenie – Stojan Vranjes zagrał ze środka pola do Daniela Łukasika, a ten z pierwszej piłki odegrał do Lukasa Haraslina. Słowak oddał strzał, po którym piłka odbiła się od Rodicia i nabrała dziwnej rotacji, przez co kompletnie zmyliła stojącego na linii bramkowej Tomislava Bożicia, lobując go i wpadając pod poprzeczkę. Jeszcze bardziej komiczne było to, co stało się dwie minuty później – najlepszy w barwach gości Grzegorz Piesio tak skiksował przy próbie strzału lewym wolejem, że idealnie ułożył sobie piłkę na strzał prawą nogą i sprzed pola karnego bardzo ładnym uderzeniem pokonał Marko Maricia.

W drugiej połowie Lechia zagrała troszeczkę szybciej, czemu sprzyjały zmiany Brzęczka, który ściągnął z boiska hamulcowego Macieja Makuszewskiego i wprowadził Piotra Wiśniewskiego, a wcześniej zastąpił Vranjesem kontuzjowanego Janickiego. Gdańszczanie wciąż jednak bardzo się męczyli, ale po zmianie stron Górnik nie przeciwstawił im właściwie żadnych atutów w ofensywie, a do tego mylił się w obronie. I tak po fatalnym piąstkowaniu Rodicia do siatki trafił ponownie Haraslin, a w ostatniej minucie Vranjes wykorzystał rzut karny po zagraniu ręką Bożicia.

Lechia gra co najwyżej przeciętnie, ale jej odkryciem z dwóch ostatnich spotkań jest bez wątpienia Haraslin. Wychowanek Slovana Bratysława, który ma za sobą dwa mecze w Serie A w barwach Parmy, najpierw popisał się skutecznością w Krakowie, a w piątek powtórzył to przeciwko Górnikowi. Nie pokazał niczego szczególnego (co widać w naszych ocenach – „szóstka” dla strzelca dwóch goli to niezbyt wysoka ocena), ale był skuteczny i pokazał, że potrafi znaleźć się na boisku w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Kilka razy z dobrej strony pokazał się również w defensywie, odbiorami przerywając akcję rywali. Bez wątpienia Haraslin był dziś bohaterem Lechii, ale pełni swoich umiejętności raczej nie pokazał.

Plusa przyznajemy także Brzęczkowi, który w pomeczowym wywiadzie nie owijał w bawełnę i przyznał, że w grze jego zespołu jest sporo do poprawy, a na dziś w Gdańsku powinni jedynie cieszyć się ze zwycięstwa. To bardzo proste stwierdzenie chyba najlepiej podsumowuje postawę Lechii, której wciąż daleko do gry na miarę wysokiego potencjału.


OCENY SPORT4FANS (w skali 1-10):


Lechia Gdańsk: Marko Marić (5) – Paweł Stolarski (3), Rafał Janicki (5), Mario Maloca (5), Jakub Wawrzyniak (5) – Maciej Makuszewski (3), Ariel Borysiuk (4), Daniel Łukasik (5), Sebastian Mila (4), Lukas Haraslin (6) – Grzegorz Kuświk (5).
Rezerwowi: Stojan Vranjes (6), Piotr Wiśniewski (5), Bruno Nazario (4).


Górnik Łęczna: Sergiusz Prusak (-) – Łukasz Mierzejewski (4), Maciej Szmatiuk (4), Tomislav Bożić (4), Leandro (5) – Grzegorz Bonin (5), Łukasz Tymiński (4), Kamil Poźniak (-), Tomasz Nowak (4), Grzegorz Piesio (6) – Jakub Świerczok (3)
Rezerwowi: Silvio Rodić (4), Fiodor Cernych (3), Bartosz Śpiączka grał zbyt krótko, by go ocenić.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)