Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna 11 lat minęło... Jubileusz Kuby Rzeźniczaka
Jakub Rzeźniczak
fot. wikipedia.org
Jakub Rzeźniczak

11 lat minęło... Jubileusz Kuby Rzeźniczaka

Piłka nożna | 22 sierpnia 2015 15:55 | Krzysztof Mokrzycki

 22 sierpnia 2014, mecz Legia Warszawa-Zagłębie Lubin, 3 kolejka Ekstraklasy. Trener Dariusz Kubicki zaskakuje, i tuż przed ostoją Legii, Arturem Borucem, wystawia młodego, nieopierzonego nastolatka, Jakuba Rzeźniczaka, dla którego jest to debiut w barwach „Wojskowych”. Dziś, 11 lat po fakcie, z tamtej jedenastki Legii pozostał już tylko właśnie „Rzeźnik” oraz Marek Saganowski.


W przeciwieństwie do Sagana, który ma zdecydowanie bliżej do końca kariery niż dalej i w zasadzie rzadko wstaje z ławki rezerwowych, Kuba nie dość, że gra regularnie w wyjściowym składzie, to jeszcze pełni rolę kapitana Legii!


„Rzeźnik” to postać nietuzinkowa, co było wiadomo już od najmłodszych lat. Karierę zaczynał w ŁKS Łódź, by potem zmienić barwy na znienawidzonego rywala zza miedzy, czyli ekipę Widzewa. Ponieważ jednak był wtedy juniorem, nikt nie miał mu tego za złe, bo pewnie nie on pierwszy i nie ostatni. Do szerokiej kadry Widzewa został włączony w wieku 16 lat, ale jego przygoda z pierwszą drużyną ograniczała się jedynie do treningów. 23 sierpnia 2003 roku mierzący 182 cm wzrostu defensor zadebiutował w seniorskiej piłce, w meczu Ekstraklasy przeciwko Odrze Wodzisław. Sezon później przeniósł się do warszawskiej Legii, czyli mamy kolejny smaczek, bo przecież zespoły z Łodzi i Warszawy szczerze się nienawidzą. Tyle przeżyć na koncie w wieku ledwie siedemnastu lat…
Niemal dokładnie rok po debiucie w najwyższej klasie rozgrywkowej Kuba Rzeźniczak zadebiutował w barwach Legii, najbardziej znanego chyba klubu w Polsce. W ciągu dwóch lat rozegrał w stolicy 34 mecze, ale sztab szkoleniowy nie do końca był zadowolony z występów piłkarza i oddał go z powrotem do Widzewa, na zasadzie wypożyczenia. Tam grywał w miarę regularnie, zdarzało mu się też grać jako defensywny pomocnik. Nieprzypadkowo o tym wspominam, bo właśnie na tej pozycji grywał czasami w Łodzi i zdarzało mu się znajdować w „11” kolejki renomowanego tygodnika „Piłka nożna”. Kariera Rzeźniczaka, choć bez fajerwerków, rozwijała się planowo, lecz powoli. Po zakończeniu rozgrywek piłkarz wrócił do Legii, gdzie jednak miał być jedynie rezerwowym. No właśnie, miał, bo życie spłatało kolejnego psikusa i młokos przebojem wdarł się do wyjściowego składu „Wojskowych”, na pozycji prawego obrońcy. Zaliczył dobry sezon, co zaowocowało tym, że w grudniu 2008 roku Rzeźniczak zadebiutował w meczu reprezentacji Polski, dowodzonej przez Leo Beenhakkera, w meczu z Serbią. Na następny występ musiał czekać pół roku, kiedy to zagrał w Johannesburgu przeciwko RPA. Od tamtej pory w miarę regularnie ocierał się o drużynę narodową, ale występów za dużo dla niej nie zaliczał.


Co innego w Legii. Tam grywał regularnie, ale w sezonach 11/12 i 12/13 jego kariera gwałtownie wyhamowała. W tych latach rozegrał dla stołecznej ekipy łącznie 27 meczów, będąc albo kontuzjowany, albo pod formą. Siłą rzeczy wypadł także z reprezentacji Polski. Kolejny sezon, 13/14, był przełomowy. Rzeźniczak zagrał w niemal wszystkich meczach ligowych i był poważnym kandydatem do jedenastki sezonu. Dodatkowo zaliczał udane mecze w Europie, gdzie zagrał 11-krotnie. Sezon zakończył mistrzostwem Polski z warszawską Legią oraz zdobyciem krajowego Pucharu. Wrócił także do reprezentacji, chociaż nie odgrywa w niej pierwszoplanowej roli.
Piłkarz to o nietuzinkowym charakterze. Nie boi się mówić, co myśli, nie boi się także starcia z kibicami, co pokazał choćby w słynnej sytuacji ze „Staruchem”. Co ciekawe, Jakub nie rodzi o ten incydent większych pretensji do ważnego członka „Żylety”. Taka postawa nie przechodziła bez echa w klubowych gabinetach i klubach kibica. Piłkarz zyskiwał na szacunku, dzięki czemu doznał najwyższego zaszczytu z możliwych – został wybrany kapitanem drużyny, a opaskę na ramieniu dumnie dzierży do dziś. Chociaż i jemu zdarzają się zachowania niegodne, co trzeba też zaznaczyć. Choćby w czerwcu 2015, kiedy to podczas dekoracji Legionistów srebrnymi medalami, cisnął z całej siły krążkiem o murawę, wyrażając frustrację z głupio straconego tytułu mistrza Polski. Całość zanotowały telewizyjne kamery, a dodatkowo zobaczyły to dziesiątki kibiców, którzy pofatygowali się tego dnia na stadion przy ulicy Łazienkowskiej. Między innymi ja.


Nie zmienia to jednak faktu, że spośród wszystkich obecnych graczy Legii, nietykalny jest właśnie Rzeźniczak, no i może jeszcze Dusan Kuciak. To właśnie popularny „Rzeźnik” występuje w większości akcji marketingowych i promocyjnych klubu, także i on był pierwszym zaproszonym przez zakładu bukmacherskie Fortuna do programu „Bliżej Legii”, polegającym na tym, że piłkarz przychodzi do punktu na spotkanie z kibicami, wymienia poglądy, rozdaje autografy i pozuje do zdjęć. Jak na kapitana przystało, daje się poznać z jak najlepszej strony. Świadczą o tym nie tylko gesty wobec kibiców, ale także, a może i przede wszystkim, udział w licznych akcjach charytatywnych. Tych Rzeźniczak zaliczył od groma i sam przyznaje, że pomaganie innym ma we krwi i nie robi tego z czystego przymusu, tylko woli pomocy. Piękna postawa, godna podkreślenia.


Dodatkowo powiedzieć trzeba, że piłkarz aktywnie korzysta z możliwości, jakie daje internet. Dzięki portalom społecznościowym organizuje na swoim profilu konkursy, a także ma kontakt z kibicami… Wróć. To bardziej kibice mają kontakt z zawodnikiem. Jego konto na portalu Facebook liczy sobie na dziś ponad 158 tysięcy fanów! Na nim możemy zobaczyć nie tylko tematy piłkarskie, ale także o motywacji i zdrowym stylu życia. Rzeźnik prowadzi też swojego bloga, który podobno cieszy się spora popularnością wśród internautów.


Najbliższa inicjatywa z udziałem Rzeźniczaka odbędzie się już we wtorek, kiedy to razem z Nemanją Nikoliciem w Atrium Targówek spotka się z fanami. Jak wyliczył na swoim profilu sam obrońca, w barwach Legii rozegrał już 325 spotkań, w których zdobył 15 goli. Żywa legenda, a przecież nie ma jeszcze skończonych nawet trzydziestu lat! Dodatkowo, na 99%, kuba pobije rekord Marcina Baszczyńskiego, jeżeli chodzi o liczbę występów w barwach polskiego klubu w rozgrywach UEFA. Jeśli Legia w stolicy obroni zaliczkę z Ukrainy, a sam piłkarz będzie grał regularnie, to w fazie grupowej wyprzedzi byłego prawego obrońcę Wisły. Obecnie ma na koncie 50 spotkań, a popularny „Baszczu” – 52. Jest za to niekwestionowanym liderem w tej samej kategorii, jeżeli chodzi tylko o piłkarzy Legii. W tym roku wyprzedził Miroslava Radovicia.


Kapitan, który nie tylko solidaryzuje się z kibicami (akcja „Uwolnić Maćka”), ale także prezentuje klasę na boisku i poza nim. Ostatnio nagrodził jedną z najmłodszych fanek za to, że przez cały mecz paradowała po stadionie z kartką, na której było serduszko z napisem „Kuba Rzeźniczak”, oraz numer gracza. Za takie gesty zdobywa się szacunek, a można być pewnym, że kiedy „Rzeźnik” zawiesi buty na kołku, to kibice Legii będą płakać rzewnymi łzami, że tak wspaniała osobowość, jak Kuba, już nigdy nie kopnie piłki na Łazienkowskiej. Tak właśnie zdobywa się uznanie. Drugiego takiego piłkarza w całej Ekstraklasie nie znajdziecie!

twitter: @DziennikarzKris
żródło: oficjalny profil Kuby Rzeźniczaka na Facebooku.
Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)