Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pierwsza kolejka Serie A za nami! Sampdoria liderem, dużo niespodzianek!

Pierwsza kolejka Serie A za nami! Sampdoria liderem, dużo niespodzianek!

Piłka nożna | 25 sierpnia 2015 11:22 | Krzysztof Mokrzycki
Włoska liga ruszyła!
fot. wikipedia.org
Włoska liga ruszyła!

 Pierwsza kolejka włoskiej Serie A za nami. Na czele tabeli nieoczekiwanie Sampdoria, a w premierowej serii gier w tym sezonie ligowym doszło do kilku niespodzianek i jednej sensacji. Zagrała spora liczba polskich zawodników, co jest nowością, biorąc pod uwagę poprzedni sezon.


Od porażki rozpoczęły sezon dwie ekipy, które przed sezonem były aktywne na rynku transferowym. O ile porażki Milanu we Florencji można się było spodziewać, o tyle wpadka Juventusu na własnym obiekcie z przeciętnym ostatnimi czasy Udinese jest dużą sensacją. W 10 meczach padło łącznie 27 goli. Pierwszym liderem jest Sampdoria i to właśnie na Luigi Ferraris w Genui padło najwięcej goli w tej kolejce. Żadne spotkanie nie zakończyło się bezbramkowym remisem. Z top3 ubiegłego sezonu tylko Lazio potrafiło wygrać swój mecz, z kolei zdobycie choćby punktu okazało się zbyt trudnym rywalem dla wszystkich beniaminków, którzy zgodnie przegrali swoje mecze.


Hellas Verona vs AS Roma 1:1
Janković 61’ – Florenzi 66’


Piłkarze Hellasa wyszli na ten mecz niezwykle zmotywowani, co dało im efekt w postaci zdobytego cennego oczka. Rzymianie z kolei zawiedli, i mimo debiutów pozyskanych latem Wojciecha Szczęsnego czy Edina Dżeko nie potrafili narzucić miejscowym swojego stylu gry. Jednym z najjaśniejszych punktów Romy był polski bramkarz, co chyba najlepiej oddaje przebieg spotkania. Do przerwy dwie okazje miał Luca Toni, z kolei ze strony gości szczęścia próbował między innymi wspomniany Dżeko, ale na wysokości zadania stanął Rafael. Druga połowa była już dużo ciekawsza i padła pierwsza bramka w tym sezonie w Serie A. Zdobył ją niespodziewanie piłkarz z Werony, Janković. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska na piąty metr Szczęsny został na linii, co skrzętnie wykorzystał Serb, pakując piłkę di siatki przy krótkim rogu. Na odpowiedź podrażnionych vice mistrzów nie trzeba było długo czekać. Ledwie pięć minut później po zagraniu Dżeko wyrównał Florenzi. Do końca meczu gole już nie padły, choć okazje ku temu były. Raz wypożyczony z Arsenalu golkiper swoją podwójna interwencją uratował Romę od katastrofy, zaś w samej końcówce szczęścia szukał Pjanić, ale zaplątał się w dryblingu i ostatecznie defensorzy wybili mu piłkę.


Hellas Verona FC: Rafael – Pisano, R. Márquez, Móras, Souprayen (79. Rômulo Rômulo) – Sala, Hallfreðsson, Greco – Janković (83. Pazzini), Toni (C), Juanito (74. Siligardi).

 

AS Roma: Szczęsny – Florenzi, Manolás, Castan, Torossídis – Pjanić, De Rossi (C) (66. Keita), Nainggolan – Salah (66. Falqué), Džeko, Gervinho (83. Ibarbo).



Lazio Rzym vs Bologna 2:1
Biglia 17’, Kishna 23’ – Mancosu 43’


Pierwszy z beniaminków miał okazję zaprezentować się już w sobotę. Bologna, której udało się po krótkiej banicji wrócić w szeregi Serie A, grała na Stadio Olimpico w Rzymie z Lazio. Gospodarze mają w głowie przede wszystkim ważny wyjazd do Leverkusen w środku tygodnia, dzięki czemu na boisku nie dali z siebie 100%. Choć trener rzymian wystawił praktycznie najmocniejszy skład, to Bologna miała swoje okazje. Na szczęście dla kibiców miejscowych mecz rozstrzygnął się w zasadzie przed połową tej części gry. Najpierw Biglia, a pięć minut później sprowadzony z Ajaxu Ricardo Kishna wpakowali piłkę do siatki beniaminka i w zasadzie byli już pewni swego. Bologna trochę się otrząsła po tym nokaucie i zaatakowała, co zaowocowało golem przed przerwą. W 43.minucie błąd defensywy Lazio wykorzystał Mancosu i pewnie pokonał golkipera miejscowych, Berishę. Po przerwie miejscowi starali się wygrać jak najmniejszym nakładem sił, z kolei beniaminek chciał pokusić się o jakąś zdobycz punktową. Dwukrotnie głową próbował szczęścia Aquafresca, ale dwukrotnie te próby zastopował Berisha. Ze strony gospodarzy warte odnotowania było uderzenie rezerwowego Andersona, które nieznaczne minęło okienko bramki gości. Raz też z dobrej strony pokazał się Mirante, który sparował uderzenie Parolo.


S.S. Lazio: Berisha – Basta, de Vrij, Gentiletti, Radu – Parolo, Biglia (52. Cataldi), Lulić (61. Milinković-Savić) – Candreva (75. Anderson), Beldé, Kishna.


Bologna FC 1909: Mirante – Ferrari, Oikonomou, Rossettini, Masina – Crimi (46. Pulgar), Crisetig (83. Diawara), Brighi – Brienza – Acquafresca (76. Destro), Mancosu.



Juventus Turyn vs Udinese Calcio 0:1
Thereau 78’


Sensacja w Turynie. Mistrz kraju poległ na otwarcie sezonu na swoim stadionie z przeciętnym Udinese 0:1. Dominacja podopiecznych Allegriego była olbrzymia, ale nie potrafili oni pokonać znakomicie dysponowanego tego dnia Karnezisa. Grecki golkiper bronił jak w transie, a przy okazji miał dużo szczęścia, dzięki temu udało mu się zachować czyste konto. Juventus, pomimo osłabień jakich ostatnio doznał, przeważał przez pełne 90 minut, a Udinese wyglądało jak dziecko we mgle. Po prostu nie wiedziało, co się dzieje. Gdy wydawało się, że gol dla Starej Damy jest kwestią czasu, to dała o sobie znać stara jak świat, piłkarska prawda; niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. I faktycznie, po jednej z nielicznych kontr w wykonaniu gości Thereau wpakował piłkę do siatki Buffona. Zapachniało sensacją, ale tego dnia pecha miał Mandżukić, którego strzały nie chciały wpaść do siatki, a zmiany przeprowadzone przez coacha gości nie wniosły nic do gry. Niewidoczny był Dybala, a Llorente przez ostatnie 10 minut oddał zaledwie jeden, w dodatku niecelny, strzał głową. Sensacja w Turynie stała się faktem.


Juventus Turyn: Buffon – Barzagli, Bonucci, Chiellini – Lichtsteiner (82. Isla), Pereyra (80. F. Llorente), Padoin, P. Pogba, Evra – Mandžukić, Coman (65. Dybala).


Udinese Calcio: Karnézis – Heurtaux, Danilo, Piris – Edenilson, Badu (53. Koné), Iturra, Fernandes, Adnan (86. Widmer) – Théréau, Di Natale (66. A. Zapata).



Palermo US vs FC Genoa 1:0
El Kaoutari 90+1’


Genoa, która jak co sezon zaliczyła przemiane kadry, pojechała na Sycylię, na mecz z osłabionym odejściem Dybali Palermo. Obie ekipy liczyły na udany start sezonu, ale spotkanie rozczarowało. Żadna z drużyn nie chciała zaatakować, brakowało lidera, którym w ubiegłym roku byli; wspomniany Dybala u miejscowych oraz Bertolacci w barwach Genoi. Najaktywniejszy był Vazquez, ale tego dnia nie miał wsparcia w kolegach. To właśnie on miał najlepszą sytuację w pierwszej części gry, ale po zamieszaniu w polu karnym gości nie udało mu się skierować piłki do siatki. Po przerwie trener gości zapragnął zmienić obraz gry i w 52.minucie na boisku pojawił się błyskotliwy Hiszpan, Diego Capel. Nie pograł długo, bo 17 minut po wejściu odnowiła mu się kontuzja i musiał przedwcześnie opuścić plac gry. Pierwsze skrzypce w zespole z Genui grał Kucka, za to gospodarze po przerwie trochę się przebudzili z letargu i próbowali oddawać strzały, ale w większości nie były to uderzenia groźne. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, w pierwszej minucie doliczonego czasu gry dobre zagranie Vasqueza wykorzystał obrońca El Kaoutari i pokonał rozpaczliwie interweniującego Lamannę. Palermo rzutem na taśmę zdobywa trzy oczka na inaugurację.


US Città di Palermo: Sorrentino (C) – Vitiello, G. González, El Kaoutari – Rispoli, L. Rigoni (73. Hiljemark), Jajalo, Čočev (33. Trajkovski), Lazaar (87. Daprelà) – Quaison, F. Vázquez.


Genoa CFC: Lamanna – De Maio, Burdisso (C), Marchese – Cissokho, Kucka, Costa (83. Panico), Laxalt – Lazović (52. Capel, 69. Tachtsídis), Pandev, Ntcham.




Empoli vs Chievo Verona 1:3
Saponara 7’ – Meggiorini 55’, Birsa 60’, Paloschi 64’


Empoli przed meczem było uważane za faworyta tej potyczki, ale zawiodło na całej linii. Co prawda już w siódmej minucie koronkową akcję gospodarzy wykończył były piłkarz Milanu, Saponara, i otworzył tym samym wynik spotkania. Do przerwy inicjatywa należała do gospodarzy, a przyjezdni tylko momentami zagrażali bramce debiutującego w barwach Empoli Łukasza Skorupskiego. Przed przerwą prowadzenie miejscowych mogli podwyższyć jeszcze Zieliński i Pucciarelli, ale Polak nie trafił w bramkę, z kolei drugi z wymienionych został zastopowany przez Bizzarriego. Z drugiej strony boiska dobrze pokazał się Skorupski, który wybronił w sytuacji sam na sam z Birsą. Do przerwy 1:0.
Po przerwie obraz gry uległ zmianie. To goście stwarzali groźniejsze sytuacje, a co gorsza- zaczęli je wykorzystywać. W przeciągu 9 minut rozstrzygnęli losy meczu i odebrali gospodarzom ochotę do gry. Najpierw rozpoczął wprowadzony po przerwie Meggiorini, a potem sprawy w swoje nogi wzięli byli piłkarze Milanu; Słoweniec Birsa i aktywny tego dnia Alberto Paloschi. Z 1:0 zrobiło się 1:3 i na trybunach stadionu zapanowała konsternacja. Ci bardziej niecierpliwi kibice zaczęli opuszczać stadion. Coach gospodarzy próbował zmieniać graczy, ale na niewiele się to zdało. Empoli poległo na własnym obiekcie z Chievo 1:3 i pytanie brzmi, czy skoro nie udało się ograć słabego zespołu z miasta Romea i Julii, to czy uda się ograć lepszych?


Empoli FC: Skorupski – Zambelli, L. Martinelli, Barba, Rui – Zieliński, El Hadji El Hadji (74. Ronaldo), Croce (57. Signorelli) – Saponara – Maccarone (C) (63. Mčedlidze), Pucciarelli.


Chievo Verona: Bizzarri – Frey, Cesar, Gamberini, Gobbi – Birsa (88. Cacciatore), Radovanović (43. N. Rigoni), Hetemaj, L. Castro – Paloschi, Mpoku (46. Meggiorini).


 

AC Fiorentina vs AC Milan 2:0
Alonso 38’, Ilicić 56’(k)


Milan chciał rozpocząć sezon dobrze i przy okazji zrewanżować się ekipie Sousy za dramatyczną porażkę w marcu bieżącego roku. Niestety, chęci chęciami, a wydarzenia na boisku to druga kwestia. Na zielonej murawie lepiej radzili sobie miejscowi i co rusz stwarzali zagrożenie pod bramką Lopeza. Hiszpan jednak wychodził obronną ręką z opresji, utrzymując bezbramkowy wynik. Ze strony Rossonerrich najgroźniej było po strzale Bonaventury, ale piłka przeleciała sporo obok słupka bramki Tatarusanu. Rumun w pierwszej części gry w zasadzie bezrobotny. Kluczowy moment miał miejsce w 36.minucie gry. Ely, mający już na koncie otrzymaną niewiele wcześniej żółtą kartkę, głupio podciął jednego z rywali i sędzia po niewiele przed przerwą zakończył debiut Brazylijczyka w Serie A czerwoną kartką. Milan grał w dziesiątkę, a Fiorentina miała rzut wolny niedaleko pola karnego. Do piłki podszedł Alonso i kapitalnym uderzeniem zerwał pajęczynę w bramce Lopeza. Hiszpan nie miał jakichkolwiek szans na obronę. Do przerwy 1:0 dla gospodarzy.
Drugą połowę lepiej zaczęli także gospodarze. Milan, jakby stłamszony niespodziewaną sytuacją, nie miał nic do zaoferowania. Zupełnie niewidoczny był Carlos Bacca, a walkę o środek pola, wzorem z minionego sezonu, Rossonerri zdecydowanie przegrywali. Bertolacci nadal nie pokazał, że wart był tych 20 milionów euro. Co gorsza w 55.minucie było już 2:0 dla „Violi”. Lewą stroną gości przedarł się jeden z graczy gospodarzy, ogrywajac swojego rywala jak dziecko, i wbiegł w pole karne. Tam czyściutkim wślizgiem wybił mu piłkę spod róg na korner Romagnoli. Sędzia jednak, ku zdumieniu wszystkich, wskazał na rzut karny. Ilicić pewnie wykorzystał jedenastkę i podwyższył prowadzenie. Po bramce gra siadła, Milan nie miał pomysłu na zagrożenie bramce Tatarusanu, z kolei podopieczni Sousy, mając wynik na tacy, zdecydowali się tylko zagrać tak, aby korzystny rezultat dowieźć bez strat do końca meczu. Udało się. Na inaugurację Fiorentina pokonała Milan 2:0. Rossonerri znowu rozczarowali swoich kibiców. Klątwa trwa?


ACF Fiorentina: Tătăruşanu – Tomović, Roncaglia (59. Astori), Gonzalo Rodríguez, Alonso – Badelj, Valero – Gilberto, Iličić (67. Suárez), Bernardeschi (80. M. Fernández) – N. Kalinič.


AC Milan: D. López – De Sciglio, Ely, A. Romagnoli, Antonelli – Bonaventura, N. de Jong, Bertolacci (70. Nocerino) – Honda (39. C. Zapata) – Bacca (78. Cerci), Adriano.



Frosinone Calcio vs Torino 1:2
Soddimo 7’ – Quagliarella 59’, Baselli 64’


Torino, z Kamilem Glikiem jako kapitanem, pierwszy mecz rozgrywało na wyjeździe, przeciwko ekipie beniaminka. Sami zawodnicy „Byków” przyznawali, że nie wiedzą, czego się spodziewać po debiutującym rywalu. I to okazało się zgubne, bowiem już w siódmej minucie gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Soddimo, który znalazł się w dogodnej sytuacji i jej nie zmarnował. Padelli był wręcz wściekły na swoich kolegów z obrony. Torino nie załamało się jednak dobrym początkiem beniaminka i ruszyło do przodu, jednak bardzo dobrze w bramce miejscowych spisywał się Leali. Do przerwy próbowali szczęścia zarówno Quagliarella, jak i Maxi Lopez, ale wypożyczony z Juventusu golkiper Frosinone spisał się bez zarzutu. Do przerwy 1:0 dla gospodarzy. W przerwie między połowami musiało być gorąco w szatni „Byków”, bo na drugą część gry wyszła już inna ekipa. Torino dominowało, a Frosinone tylko patrzyło na zegar i czekało na koniec meczu, od czasu do czasu próbując szczęścia w kontratakach. Te jednak były szybko neutralizowane w środku pola i Padelli nie miał zbyt dużo pracy. Za to miał ją Leali, który w końcu skapitulował 14 minut po wznowieniu gry, gdy szans nie dał mu doświadczony napastnik Quagliarella. Gdy chwilę później wyprowadził gości na prowadzenie Baselli, z miejscowych uszło powietrze i do końca meczu nie potrafili na poważnie zagrozić bramce Torino. W efekcie przegrali ten mecz 1:2.


Frosinone Calcio: Leali – Rosi (77. Ciofani), Diakité, Russo, Crivello – Paganini, Gucher (C), Gori, Soddimo (68. Carlini) – S. Longo (84. Verde), Dionisi.


Torino FC: D. Padelli – Maksimović, Glik (C), Moretti – Peres, Baselli (86. Vives), Gazzi, Benassi (79. Acquah), Avelar – Maxi López (60. Josef Martínez), Quagliarella.



Inter Mediolan vs Atalanta Bergamo 1:0
Jovetić 90+3’


Atalanta przyjechała na San Siro z zamiarem urwania choćby oczka wyżej notowanemu rywalowi I prawie ta sztuka się udała. Inter rozpoczął źle, a na dodatek już po kwadransie gry stracił Icardiego, który doznał urazu. Zmienił go debiutujący Czarnogórzec Jovetić. Atalanta grała mądrze z tyłu, a Inter szaleńczo atakował, lecz nie potrafił pokonać Sportiello. Golkiper z Bergamo wspinał się na wyżyny swoich umiejętności, zatrzymując uderzenia Palacio i Brozovicia. Inter był lepszy, ale nie było tak, że rywal był stłamszony i zamknięty wręcz w hokejowym zamku. Druga połowa wyglądała tak samo jak pierwsza; atakujący Inter i kontrująca Atalanta. Po jednym z takich szybszych wyjść udało się dojść do sytuacji strzeleckiej Pinilli, ale Handanović pewnie wybronił to uderzenie. Gdy kibice już zaczęli opuszczać San Siro, gola w ostatniej akcji meczu zdobył wspomniany Jovetić. Atalanta zdążył jedynie wznowić grę od środka i sędzia zakończył spotkanie. Inter rozpoczyna sezon na plus, choć gra jeszcze nie wygląda tak, jak chciałby tego trener Mancini.


Inter Mediolan: Handanovič (C) – Santon, Miranda, Murillo, Jesus – Gnoukouri (46. Hernanes), Medel, Kondogbia – Brozović (85. Manaj) – Palacio, Icardi (15. Jovetić).


Atalanta BC: Sportiello – A. Masiello, Stendardo, Cherubin, Dramé – Carmona, de Roon, Kurtić – Moralez (64. D'Alessandro), Denis (C) (24. Pinilla), A. Gómez (78. Migliaccio).



Sampdoria Genua vs Carpi 5:2
Eder 14’(k), 32’, Muriel 19’,30’, Fernando 37’ – Lazzari 38’, Matos 88’


Carpi, choć zdobyło najwięcej bramek ze wszystkich beniaminków, doznało najbardziej sromotnej porażki z całej trójki. Defensywa gości była tego dnia słabiutka, co sprawiło, że po 37.minutach gry było aż 5:0 dla miejscowych. Dwa gole Edera i dwa Muriela, do tego gol Fernando, obnażyły słabości defensywne mistrza Serie B. Nawet solidny zazwyczaj bramkarz Brkić tego dnia był jakiś nieswój. Benianinek na szczęście się otrząsnął i nie doszło do krwawej masakry. Gole Lazzariego przed przerwą i Matosa w końcówce meczu uratowały honor Carpi. Kamil Wilczek pojawił się na boisku w drugiej połowie meczu, ale nie był zbyt widoczny. Wynik mógł być lepszy, bo Sampdoria wytraźnie spuściła z tomu w drugiej części gry, a Carpi miało kilka okazji na zmniejszenie rozmiarów porażki. Najlepszej nie wykorzystał w doliczonym czasie gry Lazzari, którego strzał z rzutu karnego odbił Viviano. W drugiej połowie pojawili się na końcowe fragmenty gry piłkarski obieżyświat Cassano iraz nasz Paweł Wszołek.


UC Sampdoria: Viviano – Cassani, Silvestre, Coda, Regini – Ivan, Fernando, É. Barreto – R. Soriano (C) (83. Wszołek) – Muriel (75. Cassano), Éder (C).


Carpi FC 1909: Brkić – Bubnjić, Spolli, Gagliolo (60. Di Gaudio) – Letizia (70. Wallace), Porcari (C), Marrone, Lazzari, Silva – Matos – Lasagna (56. Wilczek).



Sassuolo Calcio vs Napoli 2:1
Floro Flores 32’, Sansone 85’ – Hamsik 3’


Sassuolo, osłabione odejściem Zazy, podejmowało mające nawet mistrzowskie aspiracje Napoli. I już w pierwszej groźnej akcji goście zdobyli gola, a strzelcem niezawodny Hamsik. Słowak grał tego dnia pierwsze skrzypce w linii pomocy zespołu z Neapolu, a gospodarze sporadycznie próbowali zaatakować. Ofensywny tercet Berardi, Defrel, Floro Flores sprawiał sporo kłopotów gościom, ale strzały nie zagrażały zbytnio bramce Reiny. Hiszpan jednak zmuszony był skapitulować w 32.minucie, po uderzeniu Floro Floresa. Do przerwy 1:1. Obraz gry po przerwie nie uległ zmianie, częściej atakowali goście, z Higuainem na czele, ale brakowało im skuteczności. Dobrze spisywał się też w bramce gospodarzy Consigli. Miejscowi, choć nie wychodzili z akcjami zaczepnymi zbyt często, to jak już to robili, to było groźnie pod bramką hiszpańskiego golkipera Napoli. W samej końcówce mieliśmy festiwal zmarnowanych okazji; najpierw w dogodnej sytuacji przestrzelił Hamsik, chwilę później zmarnował setkę Sansone. Jednak na pięć minut przed końcem zagapiła się defensywa gości i Sansone tym razem trafił już do siatki. Napoli rozpaczliwie rzuciło się do przodu, by ugrać chociaż remis, ale ostatecznie im się nie udało. Niespodzianka w Sassuolo.


US Sassuolo Calcio: Consigli – Vrsaljko, Cannavaro, Acerbi, Peluso – Missiroli, Magnanelli, Duncan – D. Berardi (63. Politano), Defrel (82. Falcinelli), Floro Flores (73. N. Sansone).


SSC Napoli: Reina – Ch. Maggio, Albiol, Chiricheş, Hysaj – David López, Valdifiori, Hamšík – L. Insigne (74. El Kaddouri) – Higuaín (63. Gabbiadini), D. Mertens (79. Callejón).



Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)