Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Polska bramkarzami stoi. Sylwetka Artura Boruca

Polska bramkarzami stoi. Sylwetka Artura Boruca

Piłka nożna | 26 sierpnia 2015 10:06 | Krzysztof Mokrzycki
Artur Boruc
fot. wikipedia.org, Roger Gor
Artur Boruc

Polska piłka nożna w ostatnim czasie przeżywa dobre chwile. Przynajmniej ta reprezentacyjna. W dużej mierze nasze dobre wyniki biorą się z tego, że mamy znakomitych bramkarzy. Polska piłka golkiperami stoi, i to jest fakt. Mamy przecież w renomowanych ligach Boruca, Fabiańskiego, Szczęsnego czy Tytonia, na zapleczu Premier League furorę robi Kuszczak, a przecież nie brakuje młodych i zdolnych, jak Skorupski czy Drągowski. My dzisiaj skupimy się na tym pierwszym.


Według całej rzeszy kibiców w Polsce to właśnie Król Artur jest najlepszym bramkarzem w kraju, dystansując Fabiańskiego, na którego stawiał ostatnio Nawałka. O ile kwestia obsady naszej bramki nie należy do nas i w zasadzie jest to rywalizacja wyrównana, o tyle na pewno można napisać, że Artur Boruc jest na pewno postacią najbarwniejszą ze wszystkich powołanych golkiperów
.
Popularny „Borubar” urodził się 20.02.1980 roku. Karierę seniorską rozpoczynał w miejscowej Pogoni Siedlce, gdzie jednak zabawił tylko trzy lata i został dostrzeżony przez warszawską Legię. To był rok 1999. 19-latek trafił na Łazienkowską, ale szans nie dostawał, jedynie co pograł to na wypożyczeniu w Dolcanie Ząbki. Na debiut w Legii musiał jednak poczekać. Stało się to ósmego marca 2002 roku, gdy w meczu z Pogonią 22-letni wówczas Artur zmienił Staneva. Wobec absencji Bułgara trenerzy mieli problem z obsadą bramki; zostawał mający zaległości Boruc i bliski emerytury Andrzej Krzyształowicz. Trenerzy postawili na Borubara i się nie zawiedli; Artur rozegrał znakomity sezon, zdobywając po drodze Puchar Ligi oraz Mistrzostwo Polski. Jego bilans w Legii to 69 spotkań i jeden gol, zdobyty z rzutu karnego w spotkaniu z Widzewem.


W 2005 roku Artur trafił na wypożyczenie do Celtiku, który szukał zmiennika dla Davida Marschalla. W międzyczasie zadebiutował w reprezentacji Polski w meczu z Irlandią. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a młokos rozegrał wtedy 31 minut. W „The Boys”, po kiepskim początku sezonu w wykonaniu Szkota (2 mecze – 8 straconych goli) Polak wskoczył do bramki i szybko stał się jednym z kluczowych, o ile nie najlepszym, zawodnikiem. Zwłaszcza fani pokochali go za nienawiść względem znienawidzonego rywala zza miedzy, czyli ekipy Glasgow Rangers. W Szkocji Polak miewał wzloty i upadki, ale był niekwestionowanym numerem 1. Błysnął także, gdy obronił dwie jedenastki w serii karnych ze Spartakiem, dając swojemu zespołowi awans do Champions League. W samych rozgrywkach Artur spisywał się zazwyczaj wybornie. Nie potrafili strzelić mu bramki na Celtic Park piłkarze Barcelony czy AC Milan. W meczu z Manchesterem United obronił w ostatniej minucie rzut karny, wykonywany przez Louisa Sahę. Jeszcze za pobytu w Glasgow Polak zaliczył świetny mundial w Niemczech (2006 rok) otraz fenomenalne Euro 2008 na boiskach Austrii i Szwajcarii. Mimo, że nasza reprezentacja nie wyszła z grupy na żadnej z tych imprez, to Polak zostawał na czołówkach gazet. W międzyczasie kilka razy podpał kibicom Rangersów; raz wytatuował sobie na pępku … tyłek małpy, a przed jednym z derbowych starć można było zobaczyć na tatuażu napisaną markerem nazwę lokalnego rywala. Innym razem polski golkiper uratował kobietę w ciąży, która została napadnięta przez chuliganów podczas spaceru po parku. Boruc zapragnął zmiany otoczenia po tym, jak kibice Rangersów wybili mu szybę w domu cegłą. Miał dużo szczęścia, że akurat w tym pokoju nie leżało dziecko Artura. Bilans w Celtiku zatrzymał się na 162 spotkaniach.


W 2010 roku Artur, mimo plotek o zainteresowaniu wielkiego Milanu, został kupiony przez występującą w Serie A Fiorentinę. Polak był od początku zmiennikiem Francuza Sebastiena Frey’a, ale po jego kontuzji wskoczył do bramki i miejsca już nie oddał. W kolejnym sezonie był już numerem jeden w bramce zespołu z Florencji, a zasłynął kilkoma kapitalnymi interwencjami. Przede wszystkim znowu rozegrał fantastyczne spotkanie z Milanem, a ponadto w meczu z Juventusem zaliczył efektowną paradę, przypłaconą urazem barku. Ale gol nie padł. Po sezonie działacze Fiorentiny postanowili od kolejnego stawiać na młodego i utalentowanego Neto, a dwaj starsi golkiperzy dostali wolną rękę w szukaniu pracodawcy. Frey zawitał do Genoi, a Boruc, po długim okresie bezrobocia trafił do upragnionej Premier League.


Southampton wtedy był beniaminkiem, zajmującym ostatnie miejsce w tabeli i tracącym najwięcej bramek w stawce. Boruc miał to zmienić, ale już po dwóch meczach podpadł kibicom, bo miał udział przy wysokiej porażce z West Hamem, a do klubu dotarł donos od jednego z bywalców stadionu, że Polak rzucił butelką z wodą w sektor rodzinny, co skutkowało odsunięciem go od zespołu. Wrócił dopiero na rundę rewanżową, i to nie dlatego, że źle spisywali się Davies i Gazzaniga, ale dlatego, że trener Świętych był pod wielkim wrażeniem postawy Artura na treningach. Do bramki powrócił w meczu z Arsenalem, gdzie puścił jednego gola, w dodatku samobójczego. Potem Święci zaczęli marsz w górę tabeli i ostatecznie utrzymali się. Kolejny sezon dla Artura był rewelacyjny. Co prawda puścił dwa gole, o których mówił cały świat (raz gola strzelił mu bramkarz Stoke – Begović, zaś innym razem wdał się w kiwkę z Oliverem Giroud, co skończyło się stratą gola). Potem jednak bronił fenomenalnie, dzięki czemu na 99% dostałby „złotą rękawicę” dla bramkarza z największą liczbą czystych kont, ale kontuzja wykluczyła go z udziału w kilku kolejkach i ostatecznie zabrakło trochę do wygrania prestiżowej nagrody. Niemniej Święci zajęli rewelacyjne, ósme miejsce w lidze, i to głównie dzięki Polakowi. W międzyczasie udało się obronić rzut karny w meczu z Ipswich (0:0). Jakby inaczej, była to ostatnia minuta gry. Po tak kapitalnym sezonie trener Pochettino odszedł trenować Tottenham, a stery Southampton przejął Koeman. Ten sprowadził sobie skompromitowanego w meczach z Legią golkipera Celtiku – Forstera – i uczynił go numerem 1, a Artura zesłał do rezerw. Polak nie zgodził się na taki obrót sprawy i w październiku trafił na wypożyczenie do drugoligowego Bournemouth, gdzie od razu stał się numerem jeden, a jego ekipa z dołu tabeli wzniosła się na pozycję premiującą awansem do Premier League. Sam Polak w meczu z Birmingham obronił rzut karny. Wypożyczenie kończyło się w styczniu, a wtedy Artur musiał podjąć decyzję, co dalej; Anglicy chcieli go zatrzymać i powalczyć o historyczny awans, w Southampton raczej nie miał czego szukać, a dla Legii problemem wydawały się finansowe oczekiwania zawodnika. Niemniej jednak pewnikiem jest, że prędzej czy później Boruc wróci do ukochanej ekipy ze stolicy. Tylko kiedy się to stanie – ciężko prorokować. Ostatecznie pozostał w Bournemouth, a jego nowa ekipa wywalczyła historyczny awans do Premier League, wygrywając przy okazji rzutem na taśmę Championship kosztem Watfordu.


W jednym ze swoich pierwszych reprezentacyjnych kroków Boruc poleciał z kadrą do USA, i w meczu z tamtejszą reprezentacją obronił jedenastkę. Zresztą to nie ostatni jego karny, obroniony w reprezentacji. Eliminacje czempionatu w Niemczech zaczynał jako zmiennik Dudka, ale wobec kontuzji golkipera Liverpoolu wskoczył do bramki na ostatnie mecze i zagrał nieźle. Polacy awansowali, a trener Janas podjął decyzję o odstawieniu Dudka z ekipy na mundial i danie Arturowi koszulki z numerem 1. Polak oczekiwań nie zawiódł, choć kadra dala ciała. Po mundialu Janasa wykopano, a jego miejce zajął Beenhakker, który rozpoczynał z Dudkiem w bramce. Ten jednak zawalił nam mecz z Finlandią (1:3) i w kolejnych spotkaniach (Serbia, Kazachstan i Portugalia) bronił Kowalewski, znajomy Artura z czasów gry w Legii. Ten jednak przed arcyważnym meczem z Belgami, w wygranym spotkaniu z Cristiano Ronaldo i spółką, otrzymał kolejny żółty kartonik, przez co do bramki wskoczył Boruc i do końca zakończonych sukcesem kwalifikacji miejsca nie oddał. Na Euro 2008 był klasą samą w sobie – co mecz bronił rewelacyjnie, wpuścił co prawda cztery gole, ale gdyby nie jego interwencje to nasza reprezentacja skończyłaby nie tylko bez punktu, ale także z kompromitującym bilansem bramkowym. Leo ostatecznie został na stanowisku, ale eliminacje mundialu w RPA rozegrał fatalnie. Niestety, także Artur miał w tym swój dosyć spory udział. W meczu z Irlandią Północną machnął się i tak padła jedna z najbardziej kuriozalnych bramek w historii reprezentacji. W rewanżu z kolei też, do spółki z Wawrzyniakiem, miał udział przy straconej bramce. Boruc nie bez winy był na Słowacji (1:2). Został odstawiony i stał się obiektem drwin. Po przegranych eliminacjach kadrę przejął Smuda, który nie tolerował zawodników z własnym zdaniem, a do takich należał Boruc. Historia o piciu wina w samolocie była znakomitym pretekstem dla Smudy, by golkipera wykopać z kadry i dać tym samym miejsce swojemu pupilowi, Wojciechowi Szczęsnemu, który tak pięknie mu się odpłacił podczas Euro 2012 w naszym kraju. Po kompromitacji na turnieju Franz poleciał, a za niego przyszedł Fornalik. On stawiał na Artura od początku eliminacji, i choć Artur grał równo i bez większych wpadek, to nie udało się wywalczyć awansu, a na pierwsze strony gazet nasze reprezentacja trafiła, gdy San Marino zdołało wpakować nam bramkę. Winy Boruca co prawda w tym nie było, ale jednak niesmak pozostał. U Nawałki aktualnie jest tylko zmiennikiem wspomnianego Fabiańskiego.

 

Boruc to postać nie tylko lubiana, ale i kontrowersyjna. Gdy ktoś na jednym z potrali społecznościowych zaatakował jego kobietę, Polak nie pozostał dłużny i ostro, ale w ramach rozsądku, zripostował hejterkę. Polski golkiper ma dwójkę dzieci, syna Aleksandra, ze związku z poprzednią partnerką Katarzyną, oraz córkę Amelię, z obecnego pożycia z Sarą. Wielkim ciosem dla bramkarza była śmierć ojca, z którym był bardzo mocno związany.


Boruc ma na swoim koncie wiele sukcesów i nagród indywidualnych. W rodzimej Ekstraklasie zaliczył mistrzostwo i Puchar Ligi, w Szkocji z Celtikiem zgarnął trzy mistrzostwa, jeden Puchar kraju i dwa Puchary Ligi. Z kolei z wyróżnień indywidualnych Artur był trzecim bramkarzem świata według „La Gazetta dello Sport” w 2007 roku, a rok później został nominowany przez Międzynarodową Federację Piłkarzy Zawodowych, obok Buffona, Casillasa, Cecha i Van der Sara, do najlepszej drużyny sezonu 2007/2008. Tytuł ostatecznie przypadł Hiszpanowi. Do tego wiele nagród na krajowym podwórku, z czego najbardziej chyba prestiżowe to Oscar przyznany w 2005 roku dla najlepszego golkipera ligi.

 

Wszystko wskazuje, że Artur niebawem wróci do stolicy, by w barwach Legii dograć do emeryturki. My, wierni fani talentu Boruca, wierzymy jednak, że Polak pocieszy nas swoją grą jeszcze przynajmniej kilka ładnych sezonów.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)