Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wymęczone, ale zasłużone. Lech i Legia dopełnili formalności

Wymęczone, ale zasłużone. Lech i Legia dopełnili formalności

Piłka nożna | 27 sierpnia 2015 23:41 | Przemysław Drewniak
Piłkarze Lecha i Legii są już w fazie grupowej Ligi Europy
fot. x-news
Piłkarze Lecha i Legii są już w fazie grupowej Ligi Europy

Nie były to efektowne, poparte dobrą grą w piłkę awanse. W meczach decydujących o być albo nie być w fazie grupowej Ligi Europy Lech i Legia zaprezentowały się co najwyżej bardzo przeciętnie, choć dziś nie ma co narzekać – bo kogo interesowałby styl, gdy jednego dnia zarabiasz 10 milionów złotych. „Kolejorz” i „Wojskowi” dopełnili formalności, ale Maciej Skorża i Henning Berg mają przed sobą wiele pracy, by polskie drużyny nie wystąpiły w Lidze Europy jako bezbarwne tło dla silniejszych drużyn.

Dla Legii mecz z Zorią skomplikował się już… w 2. minucie, gdy po nieszczęśliwym upadku rękę zwichnął Michał Pazdan. Ostoję defensywy warszawian zastąpił Igor Lewczuk, choć oczywiście przesadnym uproszczeniem byłoby stwierdzić, że to dlatego wicemistrzowie Polski nie zagrali w czwartek tak, jak przyzwyczaili do tego w europejskich pucharach. To nie był ten pełen wyrachowania i odpowiedzialnej gry w defensywie futbol, który dał Legii pierwsze miejsce w grupie w poprzednim sezonie, czy – szukając bliższego przykładu – skromne zwycięstwo w Kijowie. Drużyna z Warszawy właściwie ani na moment nie miała meczu pod kontrolą, a Zoria potwierdziła, że tworzy zgrany i dobrze poukładany kolektyw.


Pomoc od liniowego


W czwartkowy wieczór Legia miała dużo szczęścia w ofensywie. Bez Ondreja Dudy, który rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, warszawianie znów mieli problemy z rozgrywaniem swoich akcji. Nie było nici porozumienia pomiędzy Aleksandarem Prijoviciem i Nemanją Nikoliciem, a ukraińscy obrońcy dobrze neutralizowali Michała Kucharczyka i Guilherme. Mimo tego, po kwadransie udało się objąć prowadzenie po dośrodkowaniu Tomasza Brzyskiego w światło bramki. Szczęście w tej sytuacji było podwójne, bo Jakub Rzeźniczak i Tomasz Jodłowiec minęli się z piłką zmylając bramkarza, a sędzia nie zauważył, że obaj byli na ewidentnym spalonym.


Zoria też nie stwarzała sobie stuprocentowych sytuacji, ale piłkarze Legii mieli niekiedy kłopoty z powstrzymywaniem jej akcji. Wyznając zasadę „piłka może przejść, przeciwnik już nie”, gospodarze często przerywali akcje Zorii faulami, więc największe zagrożenie pod bramką Dusana Kuciaka stwarzały stałe fragmenty gry. Goście z Ukrainy strzelili w ten sposób oba gole – w obu sytuacjach niepotrzebnych przewinień przed polem karnym dopuścili się obrońcy (Lewczuk i Rzeźniczak), a piękne gole strzelali Dmytro Chomczenowskyj i Rusłan Malinowskyj. Najdziwniejsze przy tych trafieniach było zachowanie obrońców Legii, którzy chcąc asekurować Kuciaka, wbiegali przy strzale w światło bramki, co w efekcie utrudniało interwencje Słowakowi. Trudno powiedzieć, jaki skutek chciał takim manewrem osiągnąć Henning Berg.


Norweg w przypadku porażki siedziałby na gorącym krześle, ale na jego szczęście tuż przed drugim golem gości do bramki Zorii wpadł typowy „farfocel” – choć kontratak Legii był źle rozprowadzony, a Kucharczyk próbując oddać strzał skiksował, Guilherme instynktownie skierował piłkę do siatki. Gol na 3:2 to już efekt ofensywnego nastawienia zespołu z Ługańska i mądrze rozegranej akcji najlepszego w szeregach Legii Dominika Furmana. Duda, choć po wejściu na boisko nie dodał jakości w ofensywie, wywalczył rzut karny i sam zamienił go na bramkę.


Minimum "Kolejorza"


Znacznie mniej ciekawego działo się w Szekesfehervarze, gdzie Lech przystąpił do rewanżu z Videotonem z prostym założeniem: przetrwać. Drużyna Macieja Skorży grała przeciętnie, momentami wręcz słabo, ale piłkarze zrobili niewiele, by wyglądało to inaczej. Oglądaliśmy minimalizm w pełnym wydaniu. Lech strzelił gola po jedynej klarownej okazji – sytuację sam na sam zmarnował wprawdzie Denis Thomalla (i jakoś przestaje nas to już dziwić), ale piłkę do niemal pustej bramki zdołał skierować Tomasz Kędziora. W defensywie poznaniacy prezentowali się całkiem solidnie, jeden z lepszych występów w barwach drużyny z Wielkopolski zaliczył Tamas Kadar, ale przy rozbitym, słabym Videotonie, żaden z lechitów nie musiał wzbić się na wyżyny swoich umiejętności.


Dziś cieszymy się z awansu, teraz z zaciśniętymi kciukami będziemy oglądać losowanie fazy grupowej, ale pozostaje pytanie – co dalej? Ani Lech ani Legia nie są w optymalnej formie, a z taką dyspozycją trudno wyobrazić sobie rywalizację z mocniejszymi europejskimi. Zostało jednak jeszcze kilka dni okienka transferowego, a przede wszystkim trzy tygodnie do startu fazy grupowej, które Skorza i Berg muszą spożytkować jak najlepiej. A do poprawy jest sporo.


Oprócz prezesów obu klubów dziś najszczęśliwsi są piłkarze pozostałych czternastu drużyn w Ekstraklasie – wygląda na to, że ligowa niemoc naszego duopolu jeszcze trochę potrwa.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)