Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wzmocnienia warszawskiej Legii. Strzały w "10" czy niewypały?

Wzmocnienia warszawskiej Legii. Strzały w "10" czy niewypały?

Piłka nożna | 04 września 2015 16:18 | Krzysztof Mokrzycki
Legia Warszawa
fot. wikipedia.org
Legia Warszawa

 Okienko transferowe w Polsce w wakacje 2015 obfitowało w wiele ciekawych transakcji, niespodziewanych zwrotów akcji, ale i dziwnych ruchów kadrowych. Kto podczas letniej przerwy najbardziej się wzmocnił? Po pierwszych kilku meczach wydaje się, że najlepsze jakościowo transfery stały się udziałem warszawskiej Legii.


W stolicy, po fatalnej końcówce poprzedniego sezonu, kiedy to piłkarze z Łazienkowskiej stracili tytuł na własne życzenie, poszli po rozum do głowy i zaczęli penetrować rynek transferowy. Scouting klubu sprowadził do Warszawy kilku grajków, z czego paru naprawdę zdążyło się już pokazać z jak najlepszej strony.


Po odejściu Orlando Sa do Reading kibice klubu mieli za złe Bergowi, że swoimi decyzjami doprowadził do odejścia najlepszego strzelca zespołu. Norwegowi zostało to jednak dosyć szybko zapomniane, bo oto do stolicy przyleciał Nemanja Nikolić, Serb z węgierskim paszportem. Debiutował w pucharowym meczu z Botosani, gdzie irytował kibiców niesamowicie, notorycznie dając się łapać na ofsajdy. Spadła na niego fala krytyki, którą nie tylko się nie przejął, ale… wręcz go ten fakt zmobilizował. Już w kolejnym meczu ustrzelił dublet, a ogółem w pierwszych trzech meczach w Ekstraklasie trafił pięciokrotnie! Do tego dołożył trafienia w Lidze Europy i wygląda na to, że trzykrotny król strzelców ligi węgierskiej zgłosił tym samym swoją kandydaturę do korony króla strzelców także w kraju nad Wisłą. To, co było obiektem kpin, stało się w Ekstraklasie jego największym atutem – znakomicie gra w linii z obrońcami rywali, łatwo gubi krycie, dzięki czemu dochodzi do sytuacji strzeleckich. O ile piłkarze Botosani znakomicie rozpracowali napastnika Legii, o tyle obrońcy z naszej rodzimej ligi wciąż mają z tym olbrzymi problem, na czym skrętnie korzysta nie tylko sam Nikolić, ale też cała Legia. Z racji serbskich korzeni często porównuje się go do dwóch innych graczy z Bałkanów, którzy byli swojego czasu najlepszymi strzelcami „Wojskowych”, a zespół zdobywał wtedy tytuł mistrzowski. Oczywiście mowa o Stanko Svitlicy i Miroslavie Radoviciu. Sami oni wypowiadają się o nowym piłkarzu Legii w samych superlatywach.


„Serbowie zwykle dobrze radzili sobie w Warszawie i liczę, że Nikolić będzie kontynuować te tradycje. Wierzę, że Legia będzie miała z niego pożytek. To jednak napastnik innego typu niż Stanko Svitlica, z którym występowałem. On nigdy nie strzelił gola po tym, jak odebrał piłkę 16 metrów od bramki. Nikolić więcej biega na boisku, Stanko był raczej królem pola karnego. Zobaczymy, czy powtórzy jego wyczyn i też zostanie królem strzelców. Nie będzie mu łatwo tak jak Svitlicy zdobyć 24 bramki w sezonie. W Serbii nie jest jednak zbyt znany, podobnie jak wielu innych piłkarzy, którzy wyjechali w młodym wieku za granicę. Nie miał szans na powołanie do kadry, bo zadziałał ten sam mechanizm, co w przypadku Radovicia. Obaj występowali w ligach, które nie cieszą się dobrą opinią. Do kadry powoływani są gracze z mocniejszych piłkarsko krajów.” – mówił Aleksandar Vuković dla „Przeglądu Sportowego”.


Drugim głośnym transferem Legii w tym okienku było pozyskanie najlepszego obrońcy ligi w zeszłym sezonie, czyli Michała Pazdana z Jagiellonii Białystok. Łysy zawodnik pod wodzą Hajty i potem Probierza znakomicie rozwinął skrzydła, i odkryty przez Leo Beenhakkera piłkarz szybko zdobył uznanie w oczach dziennikarzy i kibiców. Już nie był rozpatrywany jako „karateka”, ani pieszczotliwie zwany „Kung Fu Pazdan”. Owszem, gra ostro, ale nigdy brutalnie, a z czasem udało mu się ograniczyć liczbę fauli, dzięki czemu został wybrany defensorem roku w Ekstraklasie. Tak znakomita postawa nie mogła przejść bez echa w lepszych klubach, zwłaszcza w Warszawie, gdzie wiadomo było, że po sezonie pożegna się ze stołecznymi Hiszpan, Inaki Astiz. Atutami Pazdana są przede wszystkim dobry odbiór, niezłe przygotowanie atletyczne no i znakomita gra głową. Piłkarz samym wyglądem budzi już zwątpienie w napastnikach, a ponieważ początki w Warszawie miał świetne, to zainteresował się nim Adam Nawałka i dał zagrać w reprezentacji narodowej. Tam też wypadł znakomicie i wielce prawdopodobne jest, że zagrałby w szlagierowym meczu z Niemcami we Frankfurcie, gdyby nie wykluczyła go z udziału w tym spotkaniu kontuzja. Ten transfer się Leśnodorskiemu naprawdę udał.


Zlatan Ibrahimović w Warszawie? Może niekoniecznie sam Szwed, ale jego bardzo oryginalna kopia. I co ważniejsze, niezłej jakości. Prijović, bo o nim mowa, do złudzenia przypomina słynnego napastnika PSG. Zarówno fryzurą, jak i posturą. Styl gry też mają podobny, uwielbiają się przepychać z defensorami i znakomicie wyjść na pozycję. Skupmy się jednak na piłkarzu Legii. Szwajcar chciał grać w Warszawie z dziewiątką na plecach, ale ponieważ ten numer był już zajęty, to zadowolił się… dwiema dziewiątkami, czyli numerem 99.
Aleksandar Prijović urodził się 21 kwietnia 1990 roku w Sankt Gallen. Szwajcar swoją karierę juniorską rozpoczynał w miejscowym klubie, z którego w 2007 roku trafił do słynnej Parmy, w której barwach zagrał jeden mecz w Serie A. Później przeszedł do Angielskiego Derby Country, ale z powodu braku miejsca w składzie przeniósł się na zasadzie wypożyczenia najpierw do Yeovil Town, a potem - Northampton. W 2010 roku trafił do rodzimej ligi, a mianowicie do FC Sion, gdzie zaczął regularnie grać. Później dwa razy był wypożyczany, aż w końcu w 2013 roku Prijović przeniósł się do szwedzkiego Djurgardens IF, z którego trafił do tureckiego Bolusporu. W poprzednim sezonie Szwajcar zagrał w 31 meczach, w których zdobył 16 goli i zanotował 5 asyst. To był zdecydowanie najlepszy sezon w karierze nowego zawodnika Legii Warszawa, i otwarcie przyznaje, że chce go powtórzyć także w Polsce. Podpisał z klubem umowę, wedle której na Łazienkowskiej będzie kopał piłkę przez kolejne 4 lata. Szwajcar może nie miał w stolicy tak piorunującego początku, jak wspomniany wyżej Nikolić, ale nie prezentował się źle i wydaje się, że podczas długiego i wyczerpującego sezonu jego współpraca z Węgrem będzie układać się coraz lepiej i ten duet przysporzy sporo radości kibicom z Warszawy.


Nowym zawodnikiem Legii został też Brazylijczyk, Pablo Dyego. Włodarze, zadowoleni z postępów i wkładu do gry, które prezentuje Guilherme, postanowili sprowadzić kolejnego „Canarinhos”. 21-letni pomocnik został wypożyczony z opcja wykupu, ale póki co gra jedynie w sparingach i trenuje z pierwszą drużyną. Urodzony w Rio de Janeiro zawodnik nie potrafi jednak przekonać do siebie trenerów Legii i nie gra w zasadzie w ogóle. Póki co jest to najgorszy z tegorocznych transferów wicemistrzów Polski. Dodatkowo z wypożyczenia do GKS-u Bełchatów powrócił Arkadiusz Piech, ale wydaje się, że przy Nikoliciu i Prijoviciu były napastnik Ruchu Chorzów będzie co najwyżej zmiennikiem któregoś z nich, o ile nie wygryzie go jeszcze Marek Saganowski. Do Warszawy wypożyczony został także z francuskiego Toulouse ponownie Dominik Furman. On również rozpoczął sezon bardzo dobrze i pokazał, że papiery na grę na przyzwoitym poziomie, pomimo straconego czasu we Francji, na pewno ma. W pierwszym meczu ze Śląskiem był zawodnikiem meczu i popisał się świetnym uderzeniem z rzutu wolnego. Solidnie pokazywał się też w Lidze Europy i jeżeli podtrzyma formę to myślę, że Legia powinna bardzo poważnie zastanowić się nad transferem powrotnym do stolicy. Transakcja na pewno się zwróci.


Niestety, kolejny raz nie udało się sprowadzić do Warszawy lewego obrońcy. Próbowani na tej pozycji przez Berga byli już Guilherme, Bereszyński czy też Broź, ale ogólnie żaden z nich nie dorównał Brzyskiemu. Były plotki, i to dosyć liczne, lecz absolutnie nic z nich nie wynikło. Teraz mówi się, że do Warszawy na dniach przylecieć ma pozostający bez zatrudnienia słynny Holender, Urby Emanuelson. To oficjalnie pomocnik, ale swojego czasu z powodzeniem grywał na lewej stronie defensywy w Ajaxie i był uznawany za spory talent. Potem jednak wyjechał do Milanu, gdzie się kompletnie nie sprawdził i rozpoczął tułaczkę pomiędzy jedną ławką rezerwowych, a drugą. Czy teraz zakotwiczy w Legii? Wszystko okaże się na dniach, lecz mając na uwadze udane okienko transferowe latem 2015 wydaje się, że i taki ruch Leśnodorskiemu by się udał. Takiej klasy piłkarza jak Emanuelson w Polsce już dawno nie było.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)