Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Panowie, jesteście kozakami! Porażka tego nie zmienia

Panowie, jesteście kozakami! Porażka tego nie zmienia

Piłka nożna | 04 września 2015 23:44 | Przemysław Drewniak
Kamil Grosicki po raz kolejny potrafił stawić czoła reprezentantom Niemiec
fot. M. Karczewski/Superstar.com.pl
Kamil Grosicki po raz kolejny potrafił stawić czoła reprezentantom Niemiec

Wychodzili na boisko, prosili o najniższy wymiar kary, a nieznaczne porażki zawdzięczali znakomitej grze bramkarza lub nieskuteczności rywali. Dobrze pamiętamy, w jakim stylu reprezentacja Polski przegrywała mecze z Niemcami w ubiegłym dziesięcioleciu. Piątkowe niepowodzenie zespołu Adama Nawałki we Frankfurcie miało już zupełnie inne oblicze. Przez wiele minut biało-czerwoni walczyli na terenie mistrzów świata jak równy z równym. Mimo porażki, możemy być z nich dumni.


Choć po legendarnym już zwycięstwie na Stadionie Narodowym wielu kibiców przekonywało, że we Frankfurcie czeka nas powtórka, logika podpowiadała co innego. Atmosfera wokół reprezentacji Polski jest zupełnie inna niż jeszcze dwa lata temu, ale przed pierwszym gwizdkiem znów można było odczuwać obawy. Że Niemcy znów będą jak Niemcy. Że niczym walec przetoczą się po murawie, zepchną nas do głębokiej defensywy i przypomną Polakom miejsce w szeregu.


Niespodziewane słabsze ogniwo


Po 20 minutach mogliśmy poczuć się jak w 2006 czy 2008 roku, gdy nasi zachodni sąsiedzi boleśnie potrafili sprowadzić nas na ziemię. Znów był obiecujący początek, a potem pierwsze błędy w obronie i rozpędzająca się niemiecka machina. Eksperyment z ustawieniem 4-3-3 okazał się sukcesem tylko połowicznie – z jednej strony drużynie Joachima Loewa trudno było przedostać się pod pole karne środkiem boiska, z drugiej zaś szwankowała współpraca w defensywie między bocznymi obrońcami a skrzydłowymi. Problem ten był widoczny zwłaszcza na prawej stronie, która zawiniła przy wszystkich trzech golach dla Niemców.

Obawialiśmy się, jak zawsze, o lewą obronę, o wytrąconego z rytmu meczowego Łukasza Szukałę, a okazało się, że najsłabszym punktem biało-czerwonych był Łukasz Piszczek. Obrońca Borussii Dortmund, któremu osiągnięcie optymalnej formy stale uniemożliwiają kontuzje, miał problemy z zachowaniem właściwego ustawienia, a sytuacji nie ułatwiało mu kiepskie wsparcie od Arkadiusza Milika. Niemcy szybko zidentyfikowali najsłabsze ogniwo, przekierowali swoje siły na lewą stronę i w przeciągu siedmiu minut za sprawą Thomasa Müllera i Mario Götze było już 2:0.


Bili nas na głowę organizacją gry, techniką, zespołowością. Wydawało się, że historia się powtórzy, a październikowy mecz na Stadionie Narodowym był tym jednym na sto. Ale we Frankfurcie Niemcy zobaczyli inną reprezentację Polski. Drużynę, która potrafiła podnieść rękawicę i powalczyć z mistrzami świata bez strachu czy przesadnego respektu.


Więcej niż statyści


Akcja bramkowa Polaków? Palce lizać. Reprezentacja, o jakiej marzyliśmy od dawna. Odbiór Krychowiaka, znakomity przerzut Milika, pokaz szybkości i techniki Grosickiego, klasowe wykończenie Lewandowskiego. To był moment, który odmienił obraz meczu. Od 36. minuty Polacy wyparli przeciwników ze swojej połowy, intensywnością w środku pola zmuszali ich do popełniania prostych błędów i potrafili tworzyć sobie sytuacje na wyrównanie. To już nie była Polska, która pełniła rolę statystów na tle doskonale zorganizowanych, pewnie idących po wygraną Niemców.


Świat znów zobaczył biało-czerwonych, którzy oprócz waleczności i ambicji mają też piłkarskie atuty. Popis gry defensywnej dawali Kamil Glik i Grzegorz Krychowiak, na lewej obronie zaskakująco solidnie spisywał się Maciej Rybus, przebłyski znakomitej gry lewą nogą dawał Arkadiusz Milik. No i oczywiście duet, który wypracował gola. Kamil Grosicki potwierdził, że przeszedł długą drogę od momentu, gdy był uważany jedynie za typowego jeźdźca bez głowy, a Robert Lewandowski grał jak prawdziwy lider i kapitan zespołu. Gdyby nie znakomita interwencja Manuela Neuera, najlepszy strzelec eliminacji jeszcze przed przerwą powiększyłby swój dorobek.


Pojawiają się głosy, że w drugiej połowie reprezentacja zagrała zbyt ostrożnie. Trudno o bardziej lekceważącą dla Niemców opinię – gdyby Polacy w którymkolwiek momencie rzucili się do ataku, zostaliby za to szybko skarceni. Mam nieodparte wrażenie, że Adam Nawałka wycisnął w piątek we Frankfurcie 100% z tego, co miał do dyspozycji. Selekcjoner ma w tej drużynie jeszcze sporo do poprawy – w piątek słabo wyglądała gra w defensywie i przejście z obrony do ataku, co mocno utrudniał brak aktywnego rozgrywającego (przeciętny występ zaliczył Krzysztof Mączyński). Pod względem mentalnym i taktycznym Polska zrobiła jednak nieprawdopodobny postęp. Taką drużynę możemy śmiało wysyłać w Europę.


Niemcy są jeszcze dalecy od formy, jaką prezentowali podczas mistrzostw świata, ale tym razem byli już lepsi i bardziej skoncentrowani niż w Warszawie. Wciąż mają słabsze punkty, zbyt wiele momentów niezrozumienia, i niepewnego zawodnika na prawej obronie. Momentami zespół Joachima Loewa łapał jednak ten luz i pewność w grze, które dał im sukces w Brazylii. Porażka z takim zespołem nie jest dla Polaków powodem do niepokoju.


Droga do Francji wciąż jest prosta


Choć meczem we Frankfurcie biało-czerwoni nie zrobili kroku do przodu, to pokazali, że wciąż są na dobrej drodze. Do poziomu mistrzów świata jeszcze sporo im brakuje, ale mierzmy siły na zamiary. Mecz z Gibraltarem przychodzi w dobrym momencie. Będzie szansa, by dopracować kilka elementów gry i lepiej przygotować się na starcia ze Szkocją i Irlandią, które będą dla drużyny Nawałki momentem prawdy. Ale umówmy się - żeby nie awansować bezpośrednio na Euro, Polacy musieliby wyjątkowo spieprzyć sprawę. A słowo "nieudolność" chyba już śmiało możemy wykreślić z listy słów, jakie opisują naszą reprezentację.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)