Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Powrót do wielkiej piłki czy odcinanie kuponów od kariery? Zjazd Alexandre Pato
Pato w barwach AC Milan
fot. wikipedia.org
Pato w barwach AC Milan

Powrót do wielkiej piłki czy odcinanie kuponów od kariery? Zjazd Alexandre Pato

Piłka nożna | 08 września 2015 12:51 | Krzysztof Mokrzycki

Od bohatera do... Kaczora. I to dosłownie! Pato w języku portugalskim oznacza właśnie to zwierzę. Gdy utalentowany Brazylijczyk najpierw brylował w barwach Internacionalu w finale klubowych mistrzostw świata przeciwko Barcelonie, a potem został za grube miliony kupiony przez renomowany AC Milan wydawało się, że złapał Pana Boga za nogi, a Rossonerri zrobili interes życia. Niestety, wredny los zarządził inaczej i dziś Pato tuła się w lidze brazylijskiej.

 

Alexandre Rodrigues da Silva urodził się w 1989 roku. Znany jest jednak bardziej pod wspomnianą ksywką, która co ciekawe, wzięła się od miejsca urodzenia napastnika, czyli miejscowości Pato Branco. Nazwa to oznacza dosłownie Biały Kaczor. Już od najmłodszych lat, jak zresztą każdego "Canarinhos", ciągnęło go w stronę piłki. Zaczynał w wieku trzech lat w futsalu. Popisy młodziutkiego adepta futbolu sprawiły, że stało się o nim głośno w całym stanie Parana. W 1999 u młodego Alexandre został wykryty nowotwór. Zawodnik przeszedł operację, jednak pojawiły się poważne komplikacje. Z tego powodu przyjmował potem zastrzyki. W tych ciężkich chwilach na szczęście nie pozostał sam. Wszystko to przechodził razem z matką, która bardzo go wspierała, co potem często podkreślał w wywiadach. Teraz uważa, że ten fragment jego życia pomógł mu szybko wydorośleć. W 2002 roku pojechał do Porto Alegre, żeby tam spróbować szczęścia w miejscowym Internacionalu. Udało się, dzięki czemu zaliczył sporą podwyżkę, a w pierwszą zawodową umowę została wpisana suma odstępnego, która blokowała transfer młokosa do Europy. Przynajmniej na jakiś czas.

 

Potem nastał czas debiutu. Juz w pierwszej minucie gry Pato zdobył bramkę. Internacional pokonał Palmeiras 4:1, a młody snajper, poza golem, zaliczył także trzy asysty! Debiut marzenie. było to w listopadzie 2006 roku. W tym samym sezonie Alexandre miał spory udział w sensacyjnym zdobyciu przez swój zespół klubowego mistrzostwa świata. W finale ekipa z Porto Alegre pokonała wielką Barcelonę 1:0. Pato w rozgrywkach zdobył jednego gola, w meczu półfinałowym. Po turnieju jasnym stało się, że Brazylijczyk długo miejsca w rodzimej lidze nie zagrzeje. I faktycznie, już w letnim okienku transferowym 2007 padła informacja, że włoski Milan zapłacił za młokosa aż 22 miliony euro, a ten pakuje manatki i leci do Mediolanu. Na San Siro na debiut czekał aż pół roku! Nie było to jednak spowodowane ani urazem, ani słabą dyspozycją. Po prostu przepisy obowiązujące w lidze brazylijskiej nie zezwalały na zmianę klubu zawodnikom niepełnoletnim. A że Pato urodził się 2 września, czyli dwa dni po zamknięciu okienka transferowego w Europie i tyle samo czasu po terminie zgłaszania zawodników do rundy jesiennej w Serie A, to oficjalnie Milan nie mógł zrobić absolutnie nic w tej sprawie. Brazylijczyk zatem grywał tylko w sparingach, ale trenował normalnie z kolegami w Milanello.

 

Debiut zaliczył 13. stycznia w meczu z Genoą. Rossonerri wygrali 5:2, a 18-latek zdobył dwie bramki i zachwycił mediolańską publikę. Co ciekawe niemal rok później, również przeciwko ekipie z Genui, ponownie strzelił dwa gole. Sezon 2007/2008 zakończył z dziewięcioma bramkami na koncie. Kolejne, tym razem w pełnej rozciągłości, rozgrywki Serie A należały do niego. Trafił między innymi do siatki w spotkaniu z odwiecznym rywalem, czyli Interem. Ogółem sezon ligowy zamknął wynikiem 15. goli w 36. meczach. Niestety, kolejny sezon, pomimo solidnego dorobku 12 goli, Pato mógł spisać na straty. Wszystko przez uporczywe i powtarzajace się cyklicznie kontuzje mięśniowe. W zasadzie doszło do tego, że każdy kibic Rossonerrich bał się o niego przy każdym faulu. Żartobliwie mówiono o nim; "jak otworzy lodówkę, to się przeziębi". W sezonie 2010/2011 Milan zdobył upragniony tytuł Mistrza Włoch. Napastnik "Canarinhos" miał w tym walny udział, bo zdobył czternaście goli, a przy okazji dwa z nich zaaplikował lokalnemu rywalowi podczas wygranych derbów. Niestety, wspomniane urazy sprawiły, że nie rozwijał się tak, jak chcieliby zarówno kibice, jak i sam piłkarz.

 

W styczniu 2013 roku włodarze z San Siro bez żalu sprzedały go do ligi brazylijskiej, co Corinthians. Tam jednak długo miejsca nie zagrzał, bo po zaledwie roku trafił do lokalnego rywala, czyli zespołu Sao Paulo FC. I tam gra do dziś. W międzyczasie zaliczył też kilka wartych wzmianki występów na szczeblu reprezentacyjnym. Między innymi zagrał na Olimpiadzie w Pekinie, gdzie wraz z kolegami z kadry do lat 23 zdobył brąz. W dorosłej kadrze "Kanarków" zadebiutował w meczu ze Szwecją, 26 marca 2008. W spotkaniu tym zdobył jedynego gola meczu. Rozdział w barwach narodowych zamknął, przynajmniej na razie, liczbą dziesięciu bramek w dwudziestu pięciu grach. Za czasów gry w Milanie o utalentowanego piłkarza biły się najwięksi z największych; Barcelona, Real Madryt, Manchester United. W grę wchodziły niebagatelne jak na tamte czasy kwoty. Zawodnik był jednak wierny Milanowi. Bardzo lubili go włodarze klubu, a zwłaszcza Silvio Berlusconi. Zresztą nie da się ukryć, że dobre relacje na linii właściciel - Pato brały się z tego, że Brazylijczyk spotykał się z córką bossa, o pięć lat starszą od siebie Barbarą Berlusconi. Związek zapowiadał się poważnie, aż do tego stopnia, że gdyby nie przychylność ulubienicy polityka, to Alexandre odszedłby z Milanu dużo wcześniej. Tak naprawdę tylko ze względu na Baśkę trzymał się w tej ekipie. Koniec romansu z blondwłosą kobietą oznaczał rychłe zakończenie przygody w mieście mody. I tak się faktycznie stało. Teraz w zasadzie co okienko plotkuje się, że Kaczor wroci do europejskiej piłki. Najbliżej pozyskania byłego napastnika Rossonerrich miała być Fiorentina, ale ostatecznie do transferu nie doszło. Teraz ponoć o niespełna 26-letniego snajpera walczy ponoć Benfica Lizbona i stołeczne Lazio. Czy to jednak jest obecnie szczyt możliwości, jak by nie było, przeszłej gwiazdy boisk Serie A?

 

Wielka szkoda, że Pato, który swojego czasu strzelał bramkę Barcelonie w Lidze Mistrzów już po 24 (!) sekundach gry, przegrał swoją karierę przez urazy. Kto wie, jakie losy czekały go, gdyby nie uporczywe kontuzje. Być może teraz byłby kandydatem numer 1 do Złotej Piłki? Tego się nie dowiemy, ale możemy na pewno powiedzieć, że jeżeli zawodnik nie wróci do Europy w najbliższym czasie, to zacznie w ojczyźnie odcinać kupony od, bądź co bądź, udanej przygody na San Siro. Trochę jednak szkoda, nawet pomimo nadal poczciwego wieku (25 lat).

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)