Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Po linii: Niemiecki paradoks

Po linii: Niemiecki paradoks

Piłka nożna | 11 września 2015 18:20 | Mateusz Dziopa
Po linii - odcinek 7
fot. A. Kriesel
Po linii - odcinek 7

„Kiedy te rozgrywki się skończą?” myśli zapewne wiele kobiet na świecie. Nastała w nich przerwa, ale, drogie Panie, nie łudźcie się – to przerwa na mecze reprezentacji narodowej.


Przerwa reprezentacyjna jest tym, co potrzebujemy najbardziej. Ileż można oglądać Wawrzyniaka w zieleni czy Piszczka w żółci? Świat od razu wydaje się urozmaicony, a jeśli i rywal kadry jest z najwyższej półki to chęć oglądania naszych piłkarzy rośnie. Jak pewnie już wywnioskowaliście odnoszę się tu do spotkania z reprezentacją Niemiec. Powiem szczerze – od Euro 2012 nie widziałem tylu ludzi oglądających mecz (przynajmniej we Wrocławiu). Ciężko było znaleźć jakieś wolne miejsce, ale udało się.


1-0. Zbiorowy okrzyk określający panią lekkich obyczajów poniósł się na pół miasta, w sumie nic dziwnego – tak słabej postawy prawej obrony nie widziałem od… właściwie nie wiem od kiedy. Patrząc z drugiej strony, co miał biedny Piszczek zrobić, gdy w pojedynkę grał przeciwko trójce Niemców? Obrońca podłączający się pod akcję skrzydłowego plus schodzący w to samo miejsce ze środka Ozil (nie powiem który z naszych ligowców powinien pilnować) równa się przepis na piękną tragedię. Najbardziej dobija jednak to, że Niemcy grali cały czas tak samo, a Polacy nie mogli tego odczytać.


2-0. Zbiorowy okrzyk określający panią lekkich obyczajów poniósł się na pół miasta, w sumie nic dziwnego – dlaczego zostawiono tyle miejsca Goetzemu? Szukała nie zrobił tego, co do niego należało. Fabiański też mógł lepiej się zachować. W pubie atmosfera siadła. Chyba każdy spodziewa się pogromu. 2 sytuacje Niemców = 2 gole.


2-1. Zbiorowe „jeeeeeest” na pół miasta. Robert Lewandowski, bo któżby inny miał strzelić Niemcom? Powraca nadzieja, Polacy ruszają do przodu. Za chwilę jednak znów słychać zbiorowy okrzyk określający panią lekkich obyczajów – ten sam Lewandowski, który chwilę wcześniej zdobył gola nie strzela w sytuacji 1 na 1 z Neuerem. I tu, powiem szczerze, dziwię się polskim „Januszom”. Robert najwyraźniej chciał ułatwić naszym strzelanie bramek. Tak, dobrze czytacie. Mocny strzał nokautujący Neuera. Plan dobry, wykonanie gorsze. Niemiec wytrzymuje i gra dalej.


3-1. Brak okrzyku. Najlepiej to, co wówczas zapewne działo się w wielu polskich domach i pubach, określić hasłem „zaorane”, ale czy wypada? Po ostatnim gwizdku sędziego, mimo wszystko słychać brawa. Reprezentacja zagrała naprawdę dobry mecz, może najlepszy w eliminacjach i, paradoksalnie, w nim odniosła pierwszą porażkę, ale nasi piłkarze budują coś, czego nie było w polskiej piłce od bardzo długiego czasu - zaufanie kibiców.


Zwykle tu wyśmiewam zagrania, słabszy mecz zawodników sportu wszelakiego. Czy tym razem tak nie jest? Chyba nic nie wyśmiewam, bo ciężko powiedzieć, by Polacy zagrali bardzo słabo. Jestem dumny z reprezentacji.

 

 


Zobacz również
Po linii: Pieniądze to nie wszystko
4-wrz-2015

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)