Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Dyskryminacja a piłka kobieca. Dlaczego żeńska odmiana futbolu nie może wyjść z cienia?
Hope Solo to legenda kobiecego piłkarstwa
fot. wikipedia.org, John Mena
Hope Solo to legenda kobiecego piłkarstwa

Dyskryminacja a piłka kobieca. Dlaczego żeńska odmiana futbolu nie może wyjść z cienia?

Piłka nożna | 17 września 2015 22:35 | Krzysztof Mokrzycki

 Piłka nożna w kobiecym wydaniu niby się w naszym kraju ciągle rozwija, ale jednak jakby stoi w miejscu i jeśli porównać ją do męskiej odmiany, to można wręcz stwierdzić, że jest w opłakanym stanie. Lwia część kibiców powie przecież, że miejsce kobiety jest w kuchni, a futbol to męska sprawa. Niestety, jest to tylko jeden z przykładów, jak to seksizm i dyskryminacja zabija kobiecą odmianę tego sportu.


Na wstępie trzeba zaznaczyć, że najlepsze żeńskie reprezentacje wywodzą się z krajów, w których istnieją wieloletnie tradycje odnośnie walki o równouprawnienie oraz obrony praw kobiet. Wystarczy zresztą przyrównać, jakie rezultaty osiągają piłkarki ze Szwecji, USA, Anglii czy też Niemiec, do wyników notowanych przez choćby ekipy azjatyckie; Iran i Bahrajn. Obie te reprezentacje zbierają baty od w zasadzie każdego rywala. W kwalifikacjach do ostatniego mundialu w Kanadzie reprezentacja Bahrajnu uległa 0-8 Wietnamowi, Iran przegrał 0-6 z Filipinami, Palestyna takim samym stosunkiem bramek przegrała z Tajwanem, a także ustąpiła 0-9 Myanmarowi. Zresztą Bangladesz z takim samym wynikiem wypuścił ze stolicy swego kraju, Manamy, przedstawicielki Tajlandii. Nieprzypadkowo podałem tutaj przykłady tych czterech reprezentacji. Łączy je bowiem, poza słabym piłkarstwem, fakt, że mieszkańcy tych państw to w większości muzułmanie, a w takich społeczeństwach pozycja społeczna kobiet jest mizerna. Stereotyp, że ,,miejsce kobiety ma być w kuchni lub z dziećmi, a nie na stadionie” egzystuje pomimo faktu, że muzułmanie mogą mieć cztery małżonki, które mogłyby przecież wymieniać się obowiązkami, pozwalając innym uprawiać swe hobby. Oczywiście, nie jest to wyłącznie problem krajów muzułmańskich, ale nie ma innego objaśnienia, dlaczego podczas poprzednich kwalifikacji do mundialu najniższym wynikiem z udziałem bogatego i nieco lepiej rozwiniętego pod tym względem Kuwejtu było zakończone wynikiem 1-12 starcie z Libanem. A właśnie ten kraj na Bliskim Wschodzie słynie z większej swobody religijnej.


Teraz przejdźmy do naszej ojczyzny. W Polsce jak zwykle pod górkę. Co prawda, w porównaniu do krajów azjatyckich, u nas nie ma mowy o niewolnictwie kobiet, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że dziewczyny uganiające się za piłką są traktowane u nas albo jako „chłopczyce” (by nie napisać obraźliwie, że „babochłopy”) albo po prostu spotykają się z brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa lub nawet własnej rodziny. Zniechęcone tym faktem znajdują sobie inne zajęcia, rzucając futbolówkę w kąt.


Ciężko, aby było inaczej, skoro nawet sam PZPN robi wszystko, aby rozwój kobiecego piłkarstwa w naszym kraju stał w miejscu. Przykładem tego mogło być spotkanie w finale dolnośląskiego Pucharu Polski. Zmierzyły się w nim akademiczki z Wałbrzycha oraz Miedź Legnica. Na boisku wygrał AZS PWSZ Wałbrzych 5:2, ale nie o tym jest najgłośniej.


Każdy kij ma dwa końce i trzeba honorowo oddać, że Andrzej Padewski dołożył starań, by mecz finałowy odbył się na godnym tego stadionie - zespoły z Legnicy i Wałbrzycha wysłał aż do Polkowic. Obiekt może i robi wrażenie, ale ponoć piłka nożna jest dla kibiców, a tych na stadion przybyło może pół setki. Z obu miast finalistów na stadion Górnika jest spory kawałek, a podejrzewam, że klubów nie stać na opłacenie zorganizowanych wyjazdów na mecze wyjazdowe ukochanego zespołu. Wszak większość klubów piłkarskich w kraju ledwo zipie. Prezes Padewski sam, z pomocą tableta, prowadził transmisję w Internecie z tego spotkania. Kuriozalne za to były nagrody. Stanęło na pucharach, o wartości około 50 złotych. Do tego dołożył reprezentacyjne, biało-czerwone stroje każdej zawodniczce. Niby fajne, że każda piłkarka może mieć taki trykot, ale nasuwa się pytanie; dlaczego zwycięzca finału dolnośląskiego PP mężczyzn dostaje od związku kwotę około 30 tysięcy złotych, a zwycięzca dolnośląskiego PP kobiet tylko dostaje reprezentacyjny zestaw stroju piłkarskiego? I dzieje się to, o ironio, w sytuacji, kiedy prezesem Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej jest Andrzej Padewski, będący zarazem przewodniczącym Komisji Piłki Nożnej Kobiet PZPN. Jak tak będziemy popularyzować, nagradzać i „równo” traktować piłkarki i piłkarzy, to potem nie dziwi nikogo fakt, że kolejne kluby padają jak muchy (przykład: FC Katowice), a piłkarki dają sobie spokój nie mając czasami nawet dwudziestu lat na karku…


Ale wracając do rzeczy; Trafnie kiedyś podsumował kwestię Zbigniew Witkowski, trener reprezentacji kobiet do lat 17. Po zwycięstwie jego zawodniczek na Mistrzostwach Europy under 17 stwierdził, że większość ze złotych medalistek turnieju wkrótce zakończy karierę, bo piłkarki w Polsce nie mają z czego przeżyć. Dlaczego płacimy krocie dla bezużytecznych cudzoziemców w Lechii czy Lechu, jak na przykład Tamas Kadar, a piłkarki, które przyniosły dumę całej Polsce zmuszone są szukać sobie innego „zawodu”? Można oczywiście zarzucać, że żadna stacja TV w naszym kraju nie transmituje meczów piłkarskiej Ekstraligi kobiet, więc brakuje rozgłosu, promocji itp., ale pieniądze pojawiają się przecież wraz z zainteresowaniem, które u nas w kraju jest jednak znikome. Ilu ludzi, spotkanych na ulicy i wyrwanych od sidła tabletów czy telefonów komórkowych, będzie w stanie wymienić poprawnie wszystkie 12 klubów Ekstraligi? I znowu Niemcy nas wyprzedzają, spójrzcie na frekwencję na stadionach podczas spotkań kobiet. Nadal zdziwienie, że choćby utalentowana Ewa Pajor wybrała ławkę w Wolfsburgu zamiast pierwszego składu Medyka Konin? Nie jest to jednak tylko problem Polski. Zauważyć trzeba, że taki Real Madryt czy też Manchester United nie posiadają swoich drużyn kobiecych.

 

Nieprzypadkowo w tym miejscu nawiązałem do „Królewskich”. Madryt jest bowiem przykładem wręcz znakomitym, że „tolerancyjna Europa” swoimi zachowaniami hamuje rozwój piłki. Feministki od 2008 roku zbierały podpisy, aby kobiece reprezentacje były uwzględniane w popularnej grze komputerowej FIFA. Pierwszej nocy udało się zebrać ponad 20 tysięcy podpisów! Efekt? Narodowe drużyny pojawiły się w kultowej rozgrywce… Po siedmiu latach(!) możemy sobie pokopać jedną z dwunastu ekip odstępnych w grze. Tylko tylu. Polskiej ekipy tam nie znajdziecie.


Mundial w Kanadzie doskonale pokazał, że problem jest. Olbrzymie obiekty w tym kraju, mieszczące spore ilości kibiców, często świeciły pustkami (porównując to do męskich mistrzostw globu). Mecze gospodyń cieszyły się sporym powodzeniem, a inne - niekoniecznie. Nawet hitowy mecz Niemek z Norweżkami nie przyciągnął na trybuny kompletu publiczności. Także stosunkowo niewielu fanów pojawia się na meczach rodzimej ligi. Większe frekwencje notują zespoły z drugiej, a nawet trzeciej ligi polskiej. A to odpowiednio trzeci i czwarty szczebel rozgrywek w Polsce! Gdzie tu logika? Stereotypy, twierdzące że piłka nożna męska jest ładniejsza dla oka, szybsza, ciekawsza i bardziej techniczna może i mają nieco prawdy, ale nie przedstawiają całej sytuacji. Amerykańska bramkarka, Hope Solo, swoimi interwencjami mogłaby ośmieszyć niejednego ekstraklasowego golkipera, z kolei Ewa Pajor wystąpiła nawet w programie „Turbokozak”, gdzie kilkukrotnie ośmieszyła Jana Szczęsnego, podobno w przeszłości równie zdolnego brata golkipera Romy.


Przypomnę też, że chociaż w futbolu kobiecym mamy do czynienia z wieloma trenerami płci męskiej, to takie eksperymenty w piłce panów, jak Tihana Nemcić w czwartej lidze chorwackiej czy też Helena Costa w Clermont Foot, kończyły się zdecydowanie zbyt szybko i można chyba śmiało napisać, że to tylko akcje marketingowe, dzięki którym małe klubiki zyskały choć na chwilę rozgłos w mediach i liczyły na zainteresowanie sponsorów.


Trzeba z tym problemem walczyć, a nie zamiatać go pod dywan. Ale jak to zrobić? Moim zdaniem pierwszym ważnym krokiem jest wypowiedzenie wojny stereotypom. Zauważmy, że pierwszymi walczącymi o prawo głosu w wyborach dla kobiet byli ponowie, w tym słynny angielski filozof, John Stuart Mill. Dlaczego więc teraz faceci nie mieliby dołożyć swojej cegiełki do poprawienia sytuacji kobiet w piłce? W czasach, gdy UEFA i FIFA walczą z rasizmem, może warto byłoby powalczyć choćby o lepsze warunki gry dla kobiet? Swoje trzy gorsze mogłaby w końcu dorzucić telewizja, bo jestem święcie przekonany, że polski kibic, nawet z samej ciekawości, wolałby obejrzeć szlagier Ekstraligi; Medyk Konin vs Zagłębie Lubin, niż pojedynek z dołu tabeli ligi szkockiej.


Dlatego taka nowinka, jak kobiece reprezentacje w grze FIFA, także mogą pomóc w popularyzacji i zwiększeniu dochodów piłki nożnej kobiecej, bo wielu ludzi zagra z ciekawości i znajdzie ulubioną drużynę, piłkarkę, a może i z czasem zainteresuje się wynikami lig kobiecych, albo chociaż narodowej reprezentacji. Nie ma zbyt dużego zainteresowania mediów, choć uczciwie trzeba przyznać, że pojawia się coraz więcej artykułów o kobiecej Ekstralidze czy ogólnie damskim futbolu. Wiadomo, popularność nakręca biznes. Przychodzą sponsorzy, a potem robi się jak u mężczyzn. Ale tego w Polsce nie ma i chyba prędko nie będzie. Zastanówmy się, ile zarabia piłkarka w najwyższej klasie rozrywkowej w Polsce? Może liczyć co najwyżej na uczelniane stypendium i sprzęt. Nic więcej. Zauważyliście, że kobiety nie wymieniają się koszulkami po meczach? Nie dzieje się tak wcale z powodu jakieś estetyki czy czegoś podobnego, lecz po prostu… W męskiej piłce każdy klub ma zakupionych mnóstwo kompletów koszulek, więc i piłkarze co mecz dziękują sobie za grę, wymieniając się koszulkami. U kobiet bardzo często jeden komplet strojów musi wystarczyć nawet na pół sezonu, co się przecież w głowie nie mieści. Rozumiem na trzecim czy czwartym szczeblu rozgrywek, ale żeby w Ekstralidze? Bez komentarza.


Być może brak sukcesów polskiej piłki kobiecej wynika z systemu szkolenia. W Polsce mało dziewcząt trenuje od młodości piłkę nożną. Jeśli już takowe się znajdą, to pograją parę lat w trampkarzach, a potem już nie mogą grać z chłopcami, a ponieważ klubów z najniższych lig nie stać na tworzenie sekcji kobiet, to talenty przepadają. Smutne, ale prawdziwe.


No i wiadomym jest, że mężczyźni uwielbiają futbol i ładne kobiety. Dlaczego więc tego nie połączyć?

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)