Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Korona zapomniała, że grając w chodzonego wygrać nie można

Korona zapomniała, że grając w chodzonego wygrać nie można

Piłka nożna | 21 września 2015 20:50 | Damian Wiśniewski

fot. x-news

W ostatnim meczu dziewiątej kolejki Ekstraklasy swoje potwierdzenie odnalazła zasada, że poniedziałkowe transmisje są skierowane przede wszystkim do kibiców grających klubów i futbolowych masochistów. Tym razem w Kielcach to Korona i Górnik próbowały uśpić widzów.


Korona od początku meczu starała się prowadzić grę i właśnie to „starała” jest tutaj kluczowym słowem. Podopieczni Marcina Brosza co prawda potrafili dłużej utrzymać się przy piłce, wymienić określoną liczbę podań, jednak nie mieli z tego żadnego pożytku. Niemal każda ich akcja kończyła się dośrodkowaniem, a niemal każde dośrodkowanie wieńczone było albo dobrą interwencją bramkarza, albo któregoś z defensorów z Łęcznej.


Od pierwszej minuty zagrał dzisiaj Bartłomiej Pawłowski, ale nie był to debiut, którym były zawodnik Malagi miałby pokazać wszystkim, że stać go na powrót do formy. Jego gra była taka, jak całego zespołu z Kielc – mizerna i niemrawa. Niby próbował, ale w odpowiednich momentach brakowało zdecydowania, błysku. Poza dwoma stałymi fragmentami gry kielczanie ani razu nie zagrozili dzisiaj swoim rywalom.


Górnik z kolei był do bólu skuteczny, miał to, czego brakowało gospodarzom. W odpowiednim momencie któryś z piłkarzy potrafił popisać się bardzo dobrym zagraniem, które niemal z miejsca otwierało drogę do bramki. Przy pierwszym golu takim czymś popisało się aż trzech piłkarzy: najpierw Leandro świetnie zagrywając do Śpiączki, potem ten przedłużając do Bonina, aż w końcu ten ostatni umieszczając piłkę w bramce. Efektowna akcja nie dość, że przyniosła gola, to jeszcze ośmieszyła obronę rywali.


Kielczanie w formacji defensywnej nie radzili sobie zupełnie, co pokazała również druga bramka. Gabovs, którego na skrzydle mógł dzisiaj ograć każdy, tym razem popełnił błąd we własnej szesnastce i po jego kiksie piłka spadła pod nogi Piesia. Ten wpakował umieścił ją w siatce i w zasadzie tylko brak skuteczności uchronił żółto-czerwonych przed stratą większej liczby goli.


To nie była taka Korona, jaką oglądaliśmy na początku sezonu. To był zespół jakby z góry przekonany o tym, że z boiska nie podniesie ani jednego punktu i czekał tylko na to, co zrobi rywal. A ten, choć nie należy do najmocniejszych, to z takiej okazji potrafił skorzystać. I teraz ma 13 oczek na koncie.

 

OCENY SPORT4FANS (Skala 1-10):


Korona Kielce: Małkowski (5), Gabovs (1), Dejmek (3), Wilusz (3), Sylwestrzak (2), Jovanović (5), Fertovs (3), Pawłowski (2), Trytko (2), Sierpina (4), Przybyła (3)


Rezerwowi: Zając (4), Cabrera (3), Cebula (4)


Górnik Łęczna: Rodić (5), Mierzejewski (4), Szmatiuk (4), Bielak (5), Leandro (6), Nowak (5), Tymiński (5), Basta (grał za krótko, by go oceniać), Bonin (7), Piesio (6), Śpiączka (5)


Rezerwowi: Sasin (5), Pitry i Pruchnik grali za krótko, by ich oceniać.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)