Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ekstraliga: Sensacja we Wrocławiu, pogrom w Łęcznej. Skuteczne Zagłębie nadal liderem

Ekstraliga: Sensacja we Wrocławiu, pogrom w Łęcznej. Skuteczne Zagłębie nadal liderem

Piłka nożna | 30 września 2015 12:05 | Krzysztof Mokrzycki
7.kolejka Ekstraligi za nami!
fot. www.lubsport.pl
7.kolejka Ekstraligi za nami!

 Siódma kolejka Ekstraligi kobiet za nami. Doszło w nich do kilku ważnych dla układu tabeli spotkań, ale ostatecznie czołówka ani drgnęła. Liderem nadal Zagłębie Lubin, które spokojnie wypunktowało Mitech Żywiec. Hit w Łęcznej można określić w dwóch słowach: „rzeź niewiniątek”.


Generalnie na boiskach wygrywały faworytki, a jedyną niespodzianką jest wygrana Gosirek we Wrocławiu. Emocje do ostatnich sekund trwały w meczach dolnej części tabeli. Ogółem w sześciu meczach padło 20 goli, a aż cztery bramki zostały zdobyte po 80.minucie gry! W trzech przypadkach były to gole decydujące o wyniku spotkania! Panie grają do końca i chwała im za to.



KKP Bydgoszcz - Sztorm AWFiS Gdańsk 1:1
Lewandowska 90 - Kamińska 79


Do Bydgoszczy, prosto znad morza, przyjechała ekipa beniaminka z celem wygrania spotkania. Dotąd bowiem gdańszczanki najczęściej remisowały swoje mecze i choć przyznawały, że jako nowicjusz w lidze szanują każdy punkcik, to wyniki nierozstrzygnięte tak naprawdę niewiele dają w tabeli. KKP Bydgoszcz z kolei chciało wygrać swój drugi mecz w sezonie.
O pierwszej połowie meczu można napisać jedynie tyle, że się odbyła. Sytuacji brakowych było jak na lekarstwo, za to nie można dziewczynom odmówić ambicji i woli walki. Tylko co z tego, skoro prawdziwa wojna nie toczyła się pod bramkami, ale jedynie w środku pola? Oba zespoły miały problem z wymianą kilku celnych podań przy wysokim pressingu rywalek co sprawiło, że bramkarki – Palińska i Kołacz – przy futbolówce były tylko sporadycznie. Do przerwy 0:0.
Druga połowa za to wynagrodziła kibicom wszystko to, co działo się w pierwszej. Bydgoszczanki od początku szukały bramki, atakując skrzydłami, ale zarówno Siemińska, jak i Raczkowska, nie potrafiły skierować piłki do siatki rywalek. Sztorm także miał swoje okazje, a przy jednej z nich udział miała… golkiperka Sztormu, Magda Kołacz, która uderzyła z rzutu wolnego w poprzeczkę. Tak czy inaczej gol wisiał w powietrzu. I w końcu padł. Moment nieuwagi dobrze dotąd grającej defensywy KKP wykorzystała Kamińska, pokonując bramkarkę miejscowych w 79.minucie gry. Na reakcję trenera Bydgoszczy nie trzeba było długo czekać – jedną z decyzji było przesunięcie Anny Lewandowskiej do.. linii ataku. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się kolejną porażką, w akcji rozpaczy bydgoszczanki wywalczyły rzut rożny. Z kornera znakomicie dośrodkowała Wawer, a na defensorki Sztormu chyba podziałała magia nazwiska „Lewandowska”, bo to właśnie obrończyni gospodarzy uprzedziła rywalki i mocnym uderzeniem głową pokonała Kołacz. Chwilę po tym golu mecz się zakończył.
Przed meczem KKP mówiło o trzech punktach, lecz w myśl zasady: „jak się nie da meczu wygrać, to trzeba go zremisować”, muszą być zadowolone i z jednego oczka, wywalczonego w dramatycznych okolicznościach. Teraz jednak zespół trenera Raczkowskiego czeka ciężki tydzień. W środę rozegrają awansem mecz z dziewiątej kolejki, a do Bydgoszczy przyjedzie mistrz kraju, Medyk Konin. Z kolei w sobotę KKP uda się na mecz do Wałbrzycha, by spróbować ugrać punkty na drugim z beniaminków. Sztorm z kolei na własnym terenie zagra z Olimpią.


KKP: Palińska – Kamińska (85 Brzykcy), Lewandowska, Daleszczyk, Pawłowska, Siemińska (67 Kałuzińska), Siwek (73 Ossowska), Wawer, Raczkowska (79 Krępeć), Okoniewska, Szlendak


Sztorm: Kołacz - Zawadzka, A.Bużan, Wróbel (60 Kamińska), Słowy, Cywińska, Sirant, K.Bużan (55 Słowińska), Zańko, Świętoniowska, Wierzbicka (67 Kopińska)



Olimpia Szczecin - AZS PSW Biała Podlaska 0:1
Lefeld 84


W meczu o „6 punktów” emocji nie brakowało do samego końca. Przed sezonem obie ekipy, zarówno Olimpia, jak i AZS PSW, były przez ekspertów typowane do ciężkiej walki o utrzymanie, dlatego bezpośredni mecz miał pokazać, kto będzie miał spokojniejsze rozgrywki.
Pierwsza odsłona gry odbywała się na zasadzie wybadania przeciwniczek. Żadna z ekip nie chciała się odsłonić, żeby przypadkiem nie dostać bramki już na początku i mieć kłopot w dalszej części gry. Ta jednak toczyła się głównie w środku pola i akcji bramkowych było niewiele, a naprawdę groźne sytuacje można spokojnie policzyć na palcach jednej ręki.
W drugiej połowie mimo wszystko nieco lepsze wrażenie sprawiały gospodynie. Z upływem czasu zaczęły dochodzić do dogodnych okazji strzeleckich, ale zawodziła skuteczność. Najlepszych nie wykorzystały Natalia Niewolna, Magdalena Lachman, Katarzyna Michalska oraz po ładnej, kombinacyjnej akcji, Roksana Ratajczyk.
Trzeba jednak oddać przyjezdnym, że nie pozostawały dłużne i duet Cieśla – Lefeld bardzo często zagrażał bramce Beaty Watychowicz. Ta jednak spisywała się bez zarzutu. Kluczowa dla przebiegu meczu okazała się 80.minuta. Wtedy to rozgrywająca znakomite zawody Lachman spóźniła się z wślizgiem, w efekcie czego wyszedł brutalny faul na Cieśli, a zawodniczka Olimpii została ukarana czerwoną kartką. Na boisku zrobiło się więcej miejsca, co skrzętnie wykorzystały przyjezdne. W 84.minucie, po bardzo dobrej, indywidualnej akcji Klaudia Lefeld znalazła się sama przed szczecińską bramkarką i nie miała problemów ze zdobyciem, jak się potem okazało zwycięskiego gola.
Olimpia przegrała ten mecz 0:1 i jej sytuacja naprawdę robi się trudna. Sześć meczów i sześć porażek. Dodatkowo w kolejnym spotkaniu szczecinianki nie będą mogły skorzystać z usług zawieszonej Lachman oraz Niewolnej, która w końcówce meczu nabawiła się kontuzji po faulu jednej z rywalek. Za tydzień Olimpia pojedzie na mecz nad morze, ale wróbelki ćwierkają, że spotkanie to zostanie przełożone.


Olimpia: Watychowicz – Preś, Szwed, Semczyszyn, Michalska, Lachman, Ratajczyk, Janik, Falborska (55 Trzcińska), Niewolna (90 Karlupska), Szymaszek (60 Tarnowska)


AZS PSW: Kanclerz – Sosnowska, Edel, M. Bujalska, J. Bujalska, Konieczna, Cieśla (90 Bąk), Kozlynets (89 Kusiak), Orzepowska, Niedbała (46 Puk), Lefeld (90 Karolak)



Zagłębie Lubin - Mitech Żywiec 4:2
Jelencić 30, Ratajczak 57, Zdunek 69, Kaźmierska 74 - Rżany 64, Rozmus 90


Kolejna pewna wygrana Zagłębia. Miedziowe nie odpuszczają i pokazują, że w tym sezonie też będą się liczyć w walce o tytuł mistrzowski.
Dla gości był to mecz z cyklu tych „o powrót na zeszłosezonowe tory”, z kolei Zagłębie z każdym meczem udowadnia, że porównywanie ich to ekipy FC Katowice sprzed roku to duża obraza w ich kierunku. Nas boisku od początku grę prowadziło Zagłębie, które raz po raz stwarzało zagrożenie pod bramką Szemik. Ta jednak broniła bez zarzutu, a gdy nie mogła nic poradzić, to z pomocą przychodziło jej zwykłe, piłkarskie szczęście. Bezbramkowy remis utrzymał się do 30.minuty, kiedy to skutecznym uderzeniem popisała się Jelencić, otwierając wynik spotkania. Ze strony Mitechu próbowała Rozmus, ale z tym strzałem poradziła sobie Dąbek.
W drugiej połowie Zagłębie wyszło z zamiarem jak najszybszego podwyższenia prowadzenia, z kolei przyjezdne – zniwelowania strat. Tuż po zmianie stron były tego bliskie, ale w zamieszaniu pod bramką lubinianek Suskova nie trafiła czysto w piłkę. W 57.minucie swego dopięła ekipa gospodyń – składna akcja miejscowych i piłka znalazła się w posiadaniu Ratajczak, która dobrze wiedziała, co ma zrobić i pewnym strzałem pokonała Kingę Szemik. Gol ten tylko rozdrażnił piłkarki z Żywca, które rzuciły się do przodu i udało im się w końcu pokonać Dąbek, a konkretniej uczyniła to Rżany. Radość przyjezdnych nie trwała jednak długo. Zagłębie odpłaciło się pięknym za nadobne i po kolejnych dziesięciu minutach prowadziło już 4:1. Bramki zdobyły napastniczki; Zdunek oraz Kaźmierska. Przyjezdne stać jeszcze było tylko na zmniejszenie rozmiarów porażki, bo w doliczonym czasie gry na listę strzelczyń wpisała się aktywna Rozmus. Seria Zagłębia trwa nadal, czy znajdzie się ktoś, kto zatrzyma „miedziową siłę”?


Zagłębie: Dąbek - Płonowska, Salwa, Balog, Jelencić, Szymkowiak, Krakowska, Ratajczak, Zdunek, Bezdziecka, Kaźmierska (75 Jaworek)


Mitech: Szemik - K. Wiśniewska, P. Wiśniewska, Wnuk, Drozdzik, Śuśkova, Żak, Rozmus, Rżany, Zasada (89 Chrzanowska), Noras



AZS Wrocław - GOSiRki Piaseczno 1:2
Ostrowska 4 - L.Dudek 38, 88


Sensacja we Wrocławiu! Zwykło się mówić, że „nieważne jak się zaczyna, ważne, jak się kończy”. To przysłowie idealnie pokazuje to, co zrobiły w stolicy Dolnego Śląska zawodniczki z Piaseczna.
Początek meczu zgodnie z planem zdominowały gospodynie, które już w czwartej minucie znalazły sposób na pokonanie Ożgo. Strzelczynią bramki okazała się powracająca z meczu reprezentacji młodzieżowej Ostrowska. Gdy wydawało się, że kolejne gole są kwestą czasu, na murawie coraz śmielej zaczęły prezentować się przyjezdne. GOSiRKi tego dnia były naprawdę dobrze dysponowane, a na gwiazdę pierwszego formatu wyrastała Linda Dudek. Napastniczka z Piaseczna raz po raz dochodziła do sytuacji strzeleckich, ale jej próby zaskoczenia Bocian zakończyły się niepowodzeniem. Wrocławianki także atakowały, ale Dereń została zastopowana dwukrotnie przez Ożgo, z kolei Cichosz w znakomitej sytuacji nie doszła do piłki zagranej wzdłuż bramki przyjezdnych. Niewykorzystane sytuacje się zemściły w 38.minucie, kiedy to Linda Dudek znalazła się sam na sam z Anną Bocian i wpakowała piłkę do siatki. Do przerwy 1:1.
Drugą część gry z animuszem rozpoczęły akademiczki, lecz Kaja Ożgo tego dnia była bezbłędna. Wrocławianki szukały szczęścia podczas licznych stałych fragmentów gry, a chyba najbliżej szczęścia była Wróblewska, która z rzutów wolnych raz po raz straszyła bramkarkę przyjezdnych. Ze strony Gosirek trzeba odnotować zmarnowaną sytuację sam na sam z bramkarką przez Lindę Dudek. Gdy wydawało się, że gol dla AZS wisi w powietrzu, ale może braknąć czasu, by go strzelić, znowu uaktywniła się gwiazda przyjezdnych, która tym razem była górą w sytuacji 1x1 z Anną Bocian i wyprowadziła sensacyjnie zespół z Piaseczna na prowadzenie! Do końca spotkania, mimo nawałnicy ataków ze strony Wrocławia, Kaja Ożgo nie skapitulowała już ani razu, dzięki czemu GOSiRKi wywożą z ciężkiego terenu niezwykle cenne 3 punkty! Zespół z Piaseczna w tym sezonie gra dużo lepiej, niż rok temu i wydaje się, że jest w stanie napsuć sporo krwi lepszym zespołom. Boleśnie przekonał się o tym na własnej skórze AZS Wrocław.


AZS: Bocian – Turkiewicz, Grec Gradecka, Zalwowska, Ostrowska, Wróblewska, Grabowska, Koziarska, Dereń, Cichosz (46 Maciukiewicz)


GOSiRKi: Ożgo – Zdonek, Baran, Sosnowska, Kołek, M. Dudek (82 Ciupińska), Janicka, Machnacka, Łasicka (66 Rosińska), L. Dudek, Kutnik (86 Tkaczyk)
 


Czarni Sosnowiec - Medyk POLOmarket Konin 0:3
Tarczyńska 20, Gawrońska 44, Balcerzak 68


W Sosnowcu w ciekawie zapowiadającym się spotkaniu Czarni zagrali z Medykiem. Niewiadomych przed meczem było sporo, ale ostatecznie skończyło się zgodnie z planem.
Medyk od początku narzucał rywalkom swój styl gry i atakował na bramkę Polok. Ta jednak zachowywała czujność i odbijała strzały Chudzik i Tarczyńskiej. Królowa strzelczyń z ubiegłego sezonu jednak nie dała za wygraną i w dwudziestej minucie otworzyła wynik meczu, pakując futbolówkę do siatki miejscowych. W ekipie z Sosnowca próbował coś zdziałać duet Operskalska – Kaletka, ale tego dnia nawet im wychodziło dużo mniej, niż obie sobie życzyły. Kaletka oddała tylko jeden strzał, pewnie wyłapany przez Szymańską. Tuż przed przerwą na 2:0 podwyższyła Gawrońska i pewnym stało się, że miejscowe w drugiej połowie muszą dokonać wręcz cudu, żeby nie przegrać tej potyczki.
Cudu nie było. Mimo kilku zmian dokonanych przez zespół gospodyń, niewiele działo się pod bramką mistrzyń Polski. Te z kolei nadal atakowały, choć już nie z takim animuszem, jak na początku spotkania. Ataki powiodły się w 68.minucie, kiedy to Patrycja Balcerzak technicznym uderzeniem pokonała Polok, a na tablicy świetlnej wyświetlił się wynik 0:3. Ostatnie 20 minut to bicie głową w mur Czarnych i spokojna gra Medyka, który, zadowolony tym, co miał, nie forsował już tak tempa. Swoje okazje miał, ale nie były to „setki”. Ze strony miejscowych należy za to odnotować minimalnie niecelną próbę Kaletki oraz mocne uderzenie Operskalskiej, które z trudem sparowała Szymańska. Medyk obronił pozycję wicelidera, a wciąż jest jedynym zespołem w Ekstralidze, który nie stracił w dotychczasowych sześciu meczach choćby jednego gola!


Czarni: Polok – Zdechovanova (78 Wójcik), Fischerova, Propok, Wycisk, Luty (46 Konieczna), Wieczorek (35 Gruszka), Kaletka (84 Gębka), Warunek, Operskalska, Matla (62 Frączek)


Medyk: Szymańska – Grad, Grzywińska, Slavcheva, Ficzay, Daleszczyk (46 Dudek), Balcerzak, Sikora (78 Zawiślak), Gawrońska, Chudzik, Tarczyńska



Górnik Łęczna - AZS PWSZ Wałbrzych 5:0
Sznyrowska 65, 82, Zelazko 21, Hmirova 53, Parczewska 69


Hit kolejki okazał się wyjątkowo jednostronnym widowiskiem. Górnik, podrażniony ostatnimi wynikami, chciał koniecznie odegrać się na beniaminku i to mu się w 100% udało.
Mecz rozpoczął się od mocnego akcentu ze strony wałbrzyszanek; Agata Sobkowicz wbiegła w pole karne i oddała strzał na bramkę, lecz piłka minęła świątynię gospodyń. W 21.minucie po złym wykopie Antończyk piłkę przed polem karnym gości przyjęła Anna Żelazko, która w sytuacji sam na sam pewnie wyprowadziła Górnika na prowadzenie. Chwilę potem kontuzji doznała Mesjasz, a w jej miejsce weszła Daria Pluta. Mogło być to wejście smoka, bo to właśnie rezerwowa z Wałbrzycha powinna wyrównać stan meczu już w swojej pierwszej akcji, ale przegrała w sytuacji 1x1 z Dorotą Wilk. Chwilę później znakomitą sytuację miała Agata Sobkowicz, która zdołała oddać precyzyjny strzał, ale zatrzymał się on jedynie na słupku. Łęczna w pierwszej połowie atakowała głównie przez Ewelinę Kamczyk, ale nie potrafiła już zdobyć gola. Odnotować należy ładne uderzenie z dystansu Guściory, które jednak pewnie wyłapała Antończyk. Do przerwy 1:0.
To, co stało się po przerwie, chyba nie śniło się akademiczkom nawet w najgorszych snach. Najpierw po szeregu błędów w defensywie AZS PWSZ piłkę z kilku metrów do bramki skierowała Hmirova, a potem Sznyrowska wykorzystała kiepskie wyjście wałbrzyskiej bramkarki i po rzucie wolnym zdobyła trzecią bramkę dla Łęcznej. Gdy Parczewska podwyższyła na 4:0 wiadome było, że przyjezdne z tego meczu nie wyciągną choćby oczka. Ale honorowego gola ustrzelić chciały. Tego jednak dnia szczęście nie było sprzymierzeńcem podopiecznych Marcina Gryki, bo jego zawodniczki albo nie trafiały w bramkę, albo z ich strzałami radziła sobie Dorota Wilk. W 82. Minucie spotkania swojego drugiego gola zdobyła Sznyrowska, ustalając wynik meczu na 5:0. Teraz Górnik pojedzie na hitowe starcie do Konina, z kolei AZS PWSZ będzie próbował się przełamać i na boisku udowodnić swoją wyższość podczas spotkania z KKP Bydgoszcz. Ten mecz w Wałbrzychu już w najbliższą sobotę.


Górnik: Wilk - Parczewska (75 Ivanishyn), Hajduk, Górnicka, Szewczuk, Kamczyk (60 Zawistowska), Kawalec, Guściora, Hmirova (70 Jędrzejewicz), Żelazko, Sznyrowska


AZS PWSZ: Antończyk - Aszkiełowicz, Konat (70 Zurawska, 76 Konopka), Mesjasz (36 D.Pluta), Bosacka, Lizoń (57 J.Pluta), Botor, Brzeska, Rędzia (59 Borkowska), Sobkowicz, Gonzalez, 


Tabela:
(za www.pilkakobieca.pl)
Bez tytułu.png


Strzelczynie:

6 goli- L.Dudek (GOSiRKi)
5 goli- Żalazko (Górnik), Tarczyńska (Medyk)

Passy bramkarskie (trwające):
50 minut --- A.Szymańska (Medyk)


„11” kolejki:
7 kol.jpg

 

Ławka:
Wilk (Górnik)
Hajduk (Górnik)
Rżany (Mitech)
Grzywińska (Medyk)
Balcerzak (Medyk)
Gawrońska (Medyk)
Zdunek (Zagłębie)


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)