Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Słabiutki mecz Śląska w Kielcach. Górnik nie dogonił Legii

Słabiutki mecz Śląska w Kielcach. Górnik nie dogonił Legii

Piłka nożna | 03 marca 2013 19:51 | Dominik Wardzichowski
Piotr Ćwielong to as w talii Stanislava Levy'ego.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Piotr Ćwielong to as w talii Stanislava Levy'ego.

 Dwa słabe spotkania obejrzeli w niedzielne popołudnie kibice w Kielcach i Zabrzu. W pierwszym spotkaniu fatalnie grający Śląsk Wrocław uratował w 81. minucie jeden punkt, a bohaterem wrocławian był nie kto inny, a Piotr Ćwielong, który w tym sezonie strzela dla aktualnego mistrza Polski ważne bramki. Z kolei w Zabrzu sensacja! Górnik pokonany przez Jagiellonię. Wygląda na to, że rywalizacja o mistrzostwo Polski będzie toczyć się do końca pomiędzy aż pięcioma zespołami!


Korona Kielce – Śląsk Wrocław 1-1


W niedzielne popołudnie do Kielc, przyjechał aktualny mistrz Polski, Śląsk Wrocław. Podopieczni Stanislava Levy’ego mieli znakomitą szansę na zbliżenie się do czuba tabeli i pokazanie, że wrocławianie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, w walce o tytuł mistrzowski. Warunek był jednak jeden, Śląsk musiał pokonać podopiecznych Leszka Ojrzyńskiego i przywieźć do Wrocławia komplet punktów.

 

Oba zespoły przystępowały do tego meczy w dobrych nastrojach. Piłkarze Śląska wygrali w pierwszej kolejce rundy rewanżowej z Widzewem, natomiast Korona sprawiła nie lada sensację, pokonując przed własną publicznością warszawską Legię.

 

Stanislav Levy obawiał się meczu z waleczną Koroną i rzeczywiście miał się czego bać. „Scyzory” dominowały przez większość spotkania, natomiast goście z Wrocławia, nawet przez moment nie przypominali zespołu mistrzowskiego.

 

To co dzisiaj na boisku wyrabiali Cristian Omar Diaz i Dalibor Stevanović, zakrawa o piłkarski kryminał. Diaz nawet nie udawał, że walczy na boisku, natomiast Stevanović podawał tak niecelnie, że żal było na to patrzeć. Nie wiadomo co widzi w tym zawodniku Levy, ale trzymanie tak bezproduktywnego piłkarza na boisku powinno być karane. Dziwi to tym bardziej, że Śląsk ma go kim zastąpić. Na ławce całe spotkanie przesiedział Rok Elsner, który w zeszłym sezonie był jedną z kluczowych postaci w drużynie z Wrocławia.

 

Korona ma po dzisiejszym meczu ma czego żałować. To gospodarze dominowali na boisku, natomiast Śląsk nie miał kompletnie pomysłu na grę. Ataki podopiecznych Ojrzyńskiego, przyniosły efekt w 66. minucie, a na listę strzelców wpisał się Maciej Korzym.

 

Po strzelonej bramce Korona starała dłużej utrzymywać się przy piłce, co jakiś czas zagrażając bramce strzeżonej przez Mariana Kelemena. Gdy wydawało się, że po wygranej z Legią, Korona zgarnie kolejne trzy oczka, Śląsk przeprowadził właściwie jedyną dobrą akcję w tym spotkaniu. Sylwester Patejuk zagrał piłkę do Piotra Ćwielonga, a ten płaskim strzałem doprowadził do wyrównania.

 

Po spotkaniu Śląsk powinien cieszyć się z jednego punktu, natomiast Korona może pluć sobie w brodę, że nie potrafiła uporać się z fatalnie dysponowanym Śląskiem.

 

Górnik Zabrze – Jagiellonie Białystok 1-2

 

To spotkanie miało tylko jednego faworyta i bynajmniej nie byli to podopieczni Tomasza Hajty. Jagiellonia po dotkliwej porażce z Podbeskidziem, miała odbudować się w meczu pucharowym z Wisłą. W Krakowie piłkarze z Podlasia znów przegrali, a ich katem okazał się Rafał Boguski. Trener Hajto miał więc nad czym pracować.

 

W Górniku przed tym meczem panował spokój. Zabrzanie pokonali ostatnio w derbach Piasta Gliwice i po tej wygranej zbliżyli się do liderującej Legii. Co więcej, gdyby udało im się pokonać Jagiellonię, zrównaliby się punktami z liderem.

 

Ta presja zaważyła na dzisiejszym wyniku. Podopieczni Adama Nawałki, ani przez moment nie przypominali drużyny, która jest w stanie walczyć o mistrza. Piłkarze Górnika popełniali łatwe błędy, co bezlitośnie wykorzystali zawodnicy Jagiellonii.

 

Już w 9.minucie do siatki rywali trafił Hiszpan, Dani Quintana. Pomocnik Jagielloni miał w tej sytuacji sporo szczęścia, bo piłka po jego uderzeniu odbiła się od nogi Adama Dancha i zmyliła Łukasza Skorupskiego.

 

Gospodarze nie mogli się otrząsnąć po stracie bramki, a „Jaga” szła za ciosem. Kolejnego gola dla białostoczan zdobył Adam Dźwigała. Syn asystenta trenera, Dariusz Dźwigały. Takiego obrotu spraw nikt w Zabrzu się nie spodziewał. Jagiellonia schodziła na przerwę z prowadzeniem 2:0.

 

W drugiej połowie to Górnik gonił wynik, ale podopieczni Adama Nawałki nie potrafili stworzyć groźnej akcji pod bramką Słowika. Widać było, że Jagiellonia znacząco poprawiła grę w defensywie, przez co gracze ofensywni Górnika nie mieli wielu okazji do wykazania się.

 

W końcówce zabrzanom udało zdobyć się bramkę kontaktową. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Gancarczyka, piłka wypadła przed pole karne, a tam mocnym strzałem wprost do siatki popisał się Mariusz Przybylski.

 

Jak pokazał ten mecz, każdy wynik w ekstraklasie jest możliwy. A patrząc na poczynania drużyn z czuba tabeli, to chyba nikt w tym roku nie chce zdobyć tytułu mistrza Polski.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)