Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Rossonerri ponownie w dołku. Co się dzieje z Milanem?
AC Milan przeżywa potężny kryzys
fot. wikipedia.org
AC Milan przeżywa potężny kryzys

Rossonerri ponownie w dołku. Co się dzieje z Milanem?

Piłka nożna | 08 paździenika 2015 16:00 | Krzysztof Mokrzycki

 Nowi piłkarze, nowy trener, plany nowego stadionu, nowy współwłaściciel… Przed sezonem w Milanie działo się bardzo dużo i wszyscy zastanawiali się, jak na Rossonerrich podziała fakt, że Mr Bee chce zainwestować w klub bardzo duże, jak na włoskie warunki, pieniądze, a kibice już oczyma wyobraźni widzieli skład pełen gwiazd. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna.


Przed sezonem nie pożałowano pieniędzy na wzmocnienia. Przede wszystkim nowi piłkarze mieli dodać mocy formacji ofensywnej, co zorientowanych kibiców Milanu mogło dziwić, bo przecież sezon wcześniej Rossonerri strzelali sporo goli, ale problem był z tyłu, bo mecze, w których mediolańczycy nie stracili gola można policzyć na palcach jednej ręki.
Tymczasem głośno było o zainteresowaniu Milanu wieloma zawodnikami; Luiz Adriano, Carlos Bacca, Andrea Bertolacci, Axel Witsel i wielu, wielu innych. Jedyni defensorzy, o jakich się mówiło to Romagnoli oraz ewentualnie Garay. Ostatecznie na San Siro przyszła pierwsza wymieniona trójka oraz stoper Romy. Zenit w kwestii sprzedaży swoich gwiazd postawił veto. Pod koniec okienka transferowego Galliani zdołał jeszcze załatwić wypożyczenie Mario Balotellego. To jednak znowu napastnik, a przecież najbardziej kulała (i kuleje nadal) obrona.


Prócz piłkarzy przybył także nowy trener. Filippo Inzaghiego zastąpił znany z twardej ręki Sinisa Mihajlović, który jako piłkarz reprezentował między innymi lokalnego rywala, czyli Inter. Ponadto z klubu odeszło kilku graczy, o których mówiło się, że są kulami u nogi klubu; Bonera, Zaccardo, Muntari czy Essien. Mając tylu nowych, drogich piłkarzy wydawałoby się, że kwestią czasu jest ponowny powrót na szczyt Serie A. Niestety, ligowa rzeczywistość okazała się zupełnie inna.


Mihajlović nieco się pogubił. Owszem, nadal jest to szkoleniowiec, którego stać na zbudowanie świetnej ekipy, co udowodnił w zeszłym sezonie, ale niektóre jego personalne decyzje są co najmniej niezrozumiałe. Przykładowo w meczach sparingowych na bokach obrony Sinisa miał do dyspozycji czterech graczy; De Sciglio, Antonelliego, Abate oraz młodziutkiego Calabrię. Podczas gier kontrolnych zdecydowanie najlepiej prezentował się ten ostatni i wydawało się, że to on rozpocznie sezon w pierwszym składzie. Niestety stało się inaczej. Boki obrony na inaugurację stworzyli Abate oraz De Sciglio. Dopiero uraz tego pierwszego pozwolił wychowankowi na wejście do składu, ale po powrocie kontuzjowanego Antonellego młokos znowu wylądował na ławce rezerwowych. A szkoda. Środek obrony u Mihajlovicia tworzyli Ely, który wrócił z wypożyczenia, oraz nowy nabytek, Alessio Romagnoli. Fiorentina bezlitośnie obnażyła braki tego duetu; najpierw Brazylijczyk wyleciał z boiska z czerwoną kartką, a potem były stoper Romy sprokurował, wątpliwy bo wątpliwy, ale jednak, rzut karny. Milan przegrał we Florencji 0:2. Zawiedli w zasadzie wszyscy zawodnicy, a jednym, do którego nie można było mieć pretensji był, do czego kibice zdążyli się już przyzwyczaić rok temu, hiszpański bramkarz, Diego Lopez.


Milan dobre mecze przeplata słabymi. Z Empoli gra wyglądała katastrofalnie, a Rossonerri nie potrafili na poważnie zagrozić bramce Skorupskiego. Dopiero jedna składna akcja i potem błąd Skorupskiego pozwolił Milanistom na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. W trzeciej kolejce były derby. Milan zagrał w najważniejszym starciu rundy znakomicie! Ale co z tego, że dominował i oddawał strzały, skoro tego dnia (jak zwykle zresztą przeciwko Milanowi), dzień konia miał Samir Handanović. Słoweński bramkarz raz po raz doprowadzał czerwono-czarnych do szewskiej pasji, a na domiar złego, Inter zdobył gola i to on triumfował w derbach. O dziwo, kibice nie mieli tego za złe piłkarzom, bo pokazali kawał dobrej gry. Im dalej jednak w las, tym było gorzej. Wygrana z Udinese to dwa oblicza Milanu; to, które fani chcieliby oglądać co mecz oraz to, które stało się znakiem rozpoznawczym w ubiegłym sezonie. Ostatecznie wygraną 3:2 uratował w końcówce Lopez, broniąc dwie stuprocentowe sytuacje. Jak na razie było to ostatnie zwycięstwo Rossonerrich w tym sezonie.
Mihajlović ciągle szuka, ale nie do końca wiadomo, czego. Partnerem na środku obrony dla Romagnoliego został Kolumbijczyk Zapata i choć sezon zaczął solidnie, to z każdym kolejnym meczem gasł i dopadł go syndrom Bonery (co tracimy gola, to jest to moją zasługą). Gdy za czerwoną kartkę poleciał Romagnoli, to jak na złość na San Siro przyjechało będące w wysokiej formie Napoli. To był gwałt. Napolitańczycy bez najmniejszego problemu pokonali gospodarzy aż 4:0, nie dając stworzyć nawet pół sytuacji bramkowej. Na ratunek trenerowi przyszła przerwa reprezentacyjna.


Co jest problemem obecnego Milanu? Na pewno obrona, a właściwie jej środek. Romagnoli, najlepszy w tym sezonie zawodnik na tej pozycji, gra jednak nierówno i ma ledwie 21 lat, co sprawia, że jego głowa łatwo się gotuje i z tego mogą wynikać problemy. Jednak zasadniczo nie wygląda on źle, a już zwłaszcza na tle swoich konkurentów. Zapata dobrze zaczął sezon, ale potem powrócił do swojego normalnego poziomu, a zaczął lubować w asystowaniu przy golach dla rywali lub wypracowywaniu czerwonych kartek swoim kolegom. Rodrigo Ely w sparingach pokazywał się z niezłej strony, ale gdy przyszło co do czego, to nawet nie skończył pierwszej połowy spotkania, bo wyleciał z czerwoną kartką. Co lepsze, obecny bilans Brazylijczyka w tym sezonie to trzy mecze, trzy porażki, jedna czerwona kartka i samobój. Imponujące, nieprawdaż? Czwartym do brydża jest doświadczony Francuz Mexes, ale on po pierwsze jest kontuzjowany, a po drugie, po zakończeniu tej rundy przeniesie się do Fiorentiny. Młodych nie widać.


Problemem jest także obsada linii pomocy. Nigel De Jong, który zawsze zostawia serce na boisku, w ten sezon wszedł jakby niemrawy i zaspany. Być może przedsezonowe perturbacje z jego kontraktem wpłynęły na jego postawę na placu gry, ale fakt faktem, że lepszego defensywnego pomocnika w Milanie nie ma. Montolivo wydawało się, że już odnalazł zaginioną parę lat temu formę. Grał naprawdę nieźle, a nawet zdarzały mu się mecze, gdzie popisywał się kreatywnością. Długo to nie potrwało, ale zawsze to jakieś zaskoczenie. Sprowadzony za 20 milionów Bertolacci zawodzi na całej linii. Przez wszystkie swoje mecze w Milanie był niewidoczny i jak na piłkarza za takie pieniądze odstawia manianę. Ale zaufanie u Mihajlovica jednak ma, jeśli tylko jest zdrowy. Wciąż kontuzjowany jest skrzydłowy Jeremy Menez, najlepszy strzelec Rossonerrich w zeszłym sezonie. Najlepiej z pomocników na ten moment prezentuje się Bonaventura, który może umiejętności za dużych nie ma, ale nadrabia sercem i ambicją, dzięki czemu kibice przestali szydzić z tego, że rok temu Milan kupił sobie „rezerwowego za 8 milionów”. Jak teraz ten wydatek wygląda na tle Bertolacciego? Były zawodnik Atalanty Bergamo doczekał się nawet powołań do reprezentacji Włoch, bo selekcjoner Conte dostrzegł dobrą dyspozycję tego piłkarza na przestrzeni ostatnich miesięcy. Problemem jest określenie statusu Suso. Młody Hiszpan z powodu konfliktu nie grał u Inzaghiego, a zmiana coacha na Sinisę miała zapewnić mu miejsce w składzie. Ale złośliwy los zrządził inaczej. Były zawodnik Liverpoolu nadal zalicza malutko minut na boisku, by nie napisać, że w zasadzie nie melduje się na placu gry wcale. Kibice Milanu już zaczynają się zastanawiać, czy może ten Suso wcale nie jest taki dobry jak mówiono, czy to Mihajlović ma klapki na oczach? Ciężko powiedzieć. Fajnie za to wkomponował się w zespół Słowak Kucka, łączony z Milanem od paru już okienek.


Pozorny kłopot bogactwa mają na San Siro w ataku. Carlos Bacca, Luiz Adriano i Mario Balotelli, a przecież jest jeszcze młody Niang. Wygląda obiecująco, ale tylko na papierze… SuperMario jest w Milanie od niedawna, Francuz jest kontuzjowany od początku sezonu, a Bacca jedynie miewa przebłyski. O Adriano szkoda w ogóle pisać, bo na razie gra piach. Jedyny gol, którego strzelił to bramka strzelona po błędzie Skorupskiego z Empoli, więc ciężko napisać, żeby Brazylijczyk jak na razie wyróżniał się na tle już nawet nie rywali, ale kolegów z zespołu.


Kibice już zaczynają powoli tracić cierpliwość do trenera. Tak złego startu nie miał nawet Inzaghi, a przecież on na transfery wydał znacznie mniej pieniędzy, niż Sinisa. Były defensor Interu miał przede wszystkim poukładać defensywę, a tymczasem ta nadal jak popełniała błędy, tak je popełnia. Bez poważnych wzmocnień w tej formacji Milan kolejny sezon obejrzy europejskie puchary w telewizji, co będzie tragedią dla klubowych finansów. Wszyscy z niecierpliwością i utęsknieniem czekają na Mr Bee, który obiecał spore pieniądze na transfery. Niestety, jeszcze ich w Mediolanie nie widzieli. Tymczasem mówi się, że Mihajlović na zimowe okienko transferowe będzie chciał wzmocnić środek pomocy, a numerami jeden na jego liście będą Soriano i Witsel. O obrońcach ani słowa.


W Milanie brakuje obecnie zawodnika z jajami. De Jong cieniuje, z kolei kapitan Montolivo nie charakteryzuje się taką cechą, żeby wziąć zespół do szatni i głośno powiedzieć co i jak, opieprzyć kiedy trzeba, wstrząsnąć szatnią. Bez tego Milan dalej będzie przeciętniakiem w Serie A, za plecami takich potęg jak Sassuolo czy też Chievo. Wbrew pozorom nie mamy też w ekipie zawodnika, który potrafi huknąć z dystansu. Bonaventura próbuje, czasem mu się nawet udaje, ale to jest piłkarz, który charakteryzuje się zupełnie innymi cechami. W zasadzie potężnym uderzeniem dysponuje jedynie Mario Balotelli, ale po pierwsze, on jest tylko wypożyczony, a po drugie, nigdy nie wiadomo, co strzeli mu do głowy. A jak wiemy, Mihajlović nie lubi niegrzecznych chłopców.


Reasumując, kryzys Milanu, który oglądamy od kilku już lat, kryje się gdzieś głębiej. Skoro nie pomagają zmiany trenerów ani zawodników, to może zmian poszukać na górze, a konkretniej w osobach Berlusconiego i Gallianiego zwłaszcza? Naprawdę ciężko patrzy się na to, jak szybko upada tak zasłużony dla futbolu klub, jak AC Milan. Przecież to, po Realu Madryt, najbardziej utytułowany klub jeśli chodzi o zdobyte Puchary Europy. Kiedyś żeby dostać się na San Siro trzeba było mieć umiejętności i doświadczenie, albo chociaż przynajmniej masę talentu. Jako młodzi zdolni trafiali do nich Pato czy Kaka, którzy potem pięknie się odpłacili. Teraz takich graczy nie ma. Niang ma tyleż talentu, co niesubordynacji, nie wiadomo co w końcu z tym Suso, a jednym młodym, który jest w miarę blisko pierwszego składu jest Calabria. O nabytkach pokroju Bertolacciego i Romagnoliego celowo nie piszę, bo oni są nowi i potrzebują na pewno czasu. Tylko czy go dostaną? Kibice Rossonerrich chcą sukcesów tu i teraz. Nie mogą zdzierżyć, zresztą słusznie, że ich ukochany klub nie zdobywa trofeów, gra kiepsko i dołuje na krajowym podwórku. Milan popadł w przeciętność i chcąc nie chcąc musi się nauczyć z tym żyć. Rzesza fanów nadal wierzy, być może nieco naiwnie, że jest inaczej albo się to zmieni niebawem. Poczekajmy, co przyniesie kolejny mecz. Przerwa reprezentacyjna powinna być dla piłkarzy i trenera Sinisy Mihajlovicia wybawieniem. Trzeba wziąć się w garść, zebrać zespół i ze zlepku indywidualności skleić drużynę. Powiedzieć sobie jasno, co i jak od siebie wymagają, oczyścić atmosferę wewnątrz zespołu. Jeśli Milaniści tego nie zrobią, to porażki pokroju 0-4 z Napoli nie staną się tylko „wypadkiem przy pracy”, lecz będą traktowane jako codzienność. Szara, zwykła codzienność. A na to sobie AC Milan na pewno nie zasłużył. Miejmy nadzieję, że Rossonerri niebawem wrócą na dobre tory i pokażą wszystkim niedowiarkom, że potrafią bardzo dobrze grać w piłkę. Bo przecież potrafią.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)