Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Awans przełożony, czas na wojnę polsko-irlandzką w Warszawie

Awans przełożony, czas na wojnę polsko-irlandzką w Warszawie

Piłka nożna | 08 paździenika 2015 23:16 | Marcin Borciuch

fot. Marcin Karczewski/superstar.com

 Nawet Nervomix nie byłby skuteczny na to, co odczuwaliśmy wszyscy w drugiej połowie starcia ze Szkocją. Wróć. Żaden w postaci tabletki nic by nie dał. Chaos w grze, niedokładności, złe zmiany doprowadzały kibiców do szewskiej pasji. Dopóki nie przyszła ostatnia akcja meczu i szczęśliwy drugi gol „Lewego”.

 

„Dobry wieczór. Hejtowaliście mnie w gazecie?”

 

Tak retorycznie mógł zapytać Robert Lewandowski szkockich fanów po strzeleniu bramki na początku meczu. W tamtejszych gazetach porównywany był do dzidziusia ze smoczkiem. Czysta głupota szkockich dziennikarzy. Ciekawe, gdzie byli w trzeciej minucie meczu…?

 

Potem na naszym napastniku rywale stosowali coś na zasadzie taktyki Argentyny z finału mundialu w 1990 roku. Za wszelką cenę nie mógł dotrzeć do piłki, a jeśli ją miał przy nodze, to miał utracić i futbolówkę i nieco na zdrowiu. Za przykład posłuży faul kapitana Szkocji, Scotta Browna, który wszedł wślizgiem od tyłu w nogi Polaka, a gdy się przewracał, podniósł nogę, by go wystraszyć i wymóc gorszą grę „Lewego”. Jednak na nic to się zdało.

 

Ostatnia akcja, rzut wolny. Piłka dość szczęśliwie dolatuje do słupka bramki Marshalla, odbija się od niego na tyle niefortunnie dla Szkotów, że Lewandowski był w stanie ją dobić do bramki i dać remis naszej reprezentacji. Gdzie są hejterzy z północnej części Wysp Brytyjskich?

 

Problem środka

 

Potwierdza się kolejny raz to, że mamy dość duży problem z grą w środku pola. O ile w asekuracji w obronie jest spory progres, tak przy rozgrywaniu ciągle pojawiają się chaos, nerwy, a razem z tym idzie niedokładność. I właśnie ta niedokładność pozwoliła Szkotom uzyskać przewagę w tej strefie boiska, zagrozić kilka razy, a nawet strzelić bramkę.

 

Mączyński był bardzo aktywny, co mogło się podobać. To na pewno nie jest ten piłkarz, z którego szydzono i którego krytykowano za każdy ruch na boisku w zeszłym roku. Widać, że więcej gra z głową, myśli na boisku, całkiem inteligentnie się po nim porusza, a i kondycyjnie jest też lepiej.

 

Krychowiak to klasa sama w sobie, wiemy to nie od dziś. Jednak można było odnieść wrażenie, że ma kłopoty z panowaniem nad piłką, wiotkie nogi, że się zaraz przewróci. Fakt, też grali nasi przeciwnicy w stosunku do niego bezpardonowo, aż za bardzo, ale nie dawał się łatwo pokonać agresywnie grającym Szkotom.

 

Zmiana z Jodłowcem kompletnie nietrafiona. Powód jej dokonania był generalnie banalny – Szkocja miała przewagę w środku pola i trzeba było powalczyć z nimi bardziej fizycznie, a pomocnik Legii według trenera był w stanie ścierać się z nimi bark w bark i wygrywać takie pojedynki. Jednakże nic takiego nie pokazał. Słabo widoczny, oddawał pole do popisu rywalom, przez co byliśmy narażeni na kontry kilkukrotnie.

 

Wojna polsko-irlandzka

 

Ten remis nieco pokrzyżował nam plany awansu na Euro. Jednak nie ma co pompować balonika, trzeba zagrać z Irlandią w niedzielę na więcej niż 100% i pokazać, komu należy się miejsce w turnieju. Może i nasza gra była daleka od perfekcji, szczególnie w drugiej połowie, pod koniec przypisało nam dużo szczęścia, ale trzeba wierzyć, że na Stadionie Narodowym będzie tylko lepiej. Mimo wszystko do rywala należy podejść z szacunkiem, przecież też ograł u siebie mistrzów świata (1-0 z Niemcami). Jednakże Irlandia bezapelacyjnie jest w naszym zasięgu.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)