Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Jedziemy na Euro! Czas dalej spełniać marzenia!

Jedziemy na Euro! Czas dalej spełniać marzenia!

Piłka nożna | 11 paździenika 2015 23:19 | Marcin Borciuch

fot. Marcin Karczewski/superstar.com

Marzenia są po to, żeby je spełniać. Tej nocy spełnił się sen niemalże każdego Polaka – nasza reprezentacja jedzie na Mistrzostwa Europy do Francji! Euforia, łzy szczęścia, wielki wybuch radości nam towarzyszą. Zdarzyło się coś, czego nie doświadczyliśmy od lat. Brakowało nam tego uczucia, gdy mimo kilku przeciwności losu (kontuzje, sędziowanie) awansujemy w pełni zasłużenie.


11 października – data przeznaczenia


W 2006 roku odnieśliśmy zwycięstwo minionej dekady, ogrywając w eliminacjach do Euro 2008 na Stadionie Śląskim Portugalię. To był milowy krok reprezentacji Polski do pierwszego w historii awansu na mistrzostwa Europy. Dwa lata później naszą ofiarą 11.10. byli Czesi. Nasz najlepszy mecz w kwalifikacjach do mundialu w 2010 roku.


Mieliśmy później kilka lat posuchy, aż przyszedł 11 października 2014 roku i historyczna wygrana z Niemcami. Choć kadra mistrzów świata była nieco okrojona przez kontuzje czołowych gwiazd, to jednak była to ta sama reprezentacja. Nie ma co się rozpisywać o tamtym meczu, każdy go doskonale pamięta.


Rok później mecz o więcej niż wszystko. Chcieliśmy uciec od gry w barażach, gdzie nerwy i stres są jeszcze większe niż w takim meczu, jak dziś. Choć po informacjach o poważniejszych urazach Milika i Rybusa niektórzy wróżyli nam bardzo duże problemy z Irlandczykami, że nie damy rady i będziemy musieli walczyć o awans w listopadzie, to poradziliśmy sobie. Zarówno wybrańcy Adama Nawałki, jak i my, kibice. To jest sukces całego narodu, nie tylko tych kilkunastu facetów biegających za piłką. Kto wie, czy nie powinniśmy uczynić z 11 października jakiegoś święta, albo narodowego dnia futbolu.


Kto fizycznością wojuje, od fizyczności ginie


Gdy wyczekujemy meczów z reprezentacjami z Wysp Brytyjskich, chodzą nam po głowie dwa określenia – górne piłki (dośrodkowania) i gra siłowa, fizyczna. Z grzeczności nie wypada zaprzeczyć, że Anglicy, Szkoci, Walijczycy i Irlandczycy potrafią zagrać ostro, zrobić krzywdę, stworzyć zagrożenie w powietrzu i swoją siłą fizyczną wygrać mecz. Jednakże na Stadionie Narodowym tym ostatnim zabrakło czegoś. Przez kilka minut można było odnieść wrażenie, że w aspekcie siłowym i fizyczności przegrywamy, co daje przewagę naszym rywalom. Dobra, ale tylko to było na bokach.


W środku czarował Krychowiak, aż szczęka opadała. Powinien mieć dodatkową gwiazdkę do dryblingu w grze FIFA 16! To, że Lewandowski jest bardzo silnym zawodnikiem, nie trzeba mówić, bo to widać gołym okiem. Obrona też dawała radę i chwała jej za to, aż Robbie Keane miał rozwalony nos. Nie baliśmy się zagrać ciałem, co jest atutem Irlandii, większość takowych pojedynków wygrywaliśmy. Wykorzystaliśmy przeciwko nim ich własną broń.


„Panie Turek, kończ Pan ten mecz!”


Koniecznie trzeba przytoczyć słowa Tomasza Zimocha, które chyba na zawsze zostaną w sercach polskich sympatyków futbolu. Cunyet Cakir doprowadzał wielu z nas do szewskiej pasji, m.in. decyzją o rzucie karnym dla gości po kung-fu faulu Michała Pazdana. Pozwalał na ostrą grę, co do tego nie ma wątpliwości, ale dużo kontrowersyjnych decyzji podjął. Puścił grę wtedy, kiedy nie powinien tego robić, albo zatrzymywał, gdy można było spokojnie grać dalej.


Turecki arbiter chyba trafi na czarną listę sędziów u nas. Życzę nam, żebyśmy jednak nie trafili na niego na turnieju we Francji.


Reprezentacja jak wino


Wino im starsze, dojrzalsze, tym lepsze. Tak samo można powiedzieć o kadrze Nawałki. Od początku było kilka(naście) nazwisk, które miały stanowić o sile drużyny, a on dobierał nowe twarze. Jednak nie tylko na tym polega budowa zespołu. Mamy coraz lepiej rozumiejący się zespół, a na boisku jest coraz większa chemia, coraz lepsze zgranie, a atmosfera w szatni jest przyjemniejsza. Nic tylko się cieszyć z takiej kadry narodowej.


Wiadomo, nie ma co pompować balonika, jak robią to czołowe polskie media. Mistrzostwa to zupełnie inna bajka, a presja na turnieju jest jeszcze większa niż w meczach eliminacyjnych. Drużyna musi pracować ciągle nad jakością i osobowością. Jest przeogromny potencjał i nie mamy prawa go zmarnować. Niezależnie od tego, czy los nam przydzieli teoretycznie łatwiejszych lub trudniejszych rywali. Byle kto nie dostaje się na turniej. Trzeba potwierdzić, że nasz awans nie jest przypadkiem, zwykłą historią dziesięciu meczów, tylko czymś więcej.




Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)