Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zdruzgotane United na Old Trafford, Real Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów!

Zdruzgotane United na Old Trafford, Real Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów!

Piłka nożna | 06 marca 2013 00:32 | Michał Kozera
Tysięcznego meczu Giggs nie będzie wspominał najlepiej.
fot. flickr.com
Tysięcznego meczu Giggs nie będzie wspominał najlepiej.

Takiego meczu piłkarski świat nie widział dawno. Wspaniałe widowisko i przedwczesny finał, to wszystko okraszone wieloma gwiazdami, meczem o wielką stawkę oraz zwrotami akcji. Niektóre z nich były co najmniej kontrowersyjne. Real Madryt zwycięsko wychodzi z piekła, jakie zgotowała dziś Liga Mistrzów na stadionie Manchesteru United – Old Trafford.


Przed meczem powiedziałem dwie rzeczy. Pierwszą była nadzieja, że ten mecz okaże się lepszy od pierwszego spotkania obu drużyn na Estadio Santiago Bernabeu. Wiedziałem, że to niemal niemożliwe – mecz w Hiszpanii był kwintesencją futbolu, zarówno hiszpańskiego, jak i angielskiego. Nie wiedziałem, jak bardzo spełniona zostanie moja prośba.


Drugą rzeczą była ocena składu, jaki zaproponował Sir Alex Ferguson. Jego rywal wystawił przewidywalną jedenastkę, natomiast Szkot zaskoczył, sadzając na ławce Wayne’a Rooneya, korzystając z dwóch środkowych pomocników oraz wystawiając od pierwszej minuty Ryana Giggsa, weterana ze stażem 1000 meczów. Ale o nim później, bo sam skład budził wątpliwości. Nie moje – w ataku mogliśmy zobaczyć graczy dynamicznych, szybkich i skutecznych. 11 okazała się strzałem w dziesiątkę.


Mecz zaczął się od dużego posiadania piłki graczy Realu – nic dziwnego, w pierwszym meczu to Królewscy trzymali futbolówkę przez większość spotkania. Tym razem jednak na ich ataki Manchester odpowiadał swoimi, wszystkie jednak kończyły się na liniach obrony drużyn przeciwnych. Rzuty rożne dla United nie stwarzały wielkiego zagrożenia, aż do 20 minuty, kiedy piłka spada na głowę Nemanji Vidica, a ten kieruje ją w stronę bramki. Piłka trafia słupek, odbijając się na lewą nogę Welbecka, który (będąc na spalonym) trafia nią między nogi leżącego Lopeza.


Pierwsze pół godziny można śmiało zaliczyć na korzyść gospodarzy. Real, chociaż straszy to dość nieskutecznie a sam Ronaldo jest dość niewidoczny. 26 minuta przyniosła kolejny rzut rożny dla Manchesteru United, a van Persiemu szansę na fenomenalny gol nożycami, niestety Holender nie trafił w piłkę. Po chwili Real odpowiada kontrą lecz ta, choć dopiero w polu karnym, znów jest przerywana przez defensywę United.


Trzeba przyznać – mecz dał już do tej pory piękne widowisko i wspaniałe emocje. Dotychczas widziałem już wszystko – kontry obu drużyn, próby pozycyjnego rozegrania piłki, dryblingi graczy Realu i dynamiczne rozegrania graczy Manchesteru. Jednak jedna postać rzuciła się mocno w oczy – Ryan Giggs. 39 lat, 1000 meczy na karku i nie ma co ukrywać – najlepszy zawodnik na boisku.


W 33 minucie wynik mógł zostać otwarty – po rzucie rożnym Ramos musnął lecącą piłkę tak, że ta trafiła Higuainowi „na dyńkę”. Argentyńczyk wpakował piłkę do siatki, faulując jednak van Persiego. Jak odpowiada United? Szybką kontrą. Dalej nie ma co opowiadać, bowiem do szatni zawodnicy schodzą przy bezbramkowym wyniku meczu. Arbeloa zabrał na przerwę coś więcej, bowiem w 38 minucie nieładnie potraktował kolano Evry, za co dostał żółtą kartkę. Na koniec boisko opuszcza di Maria, zastąpiony Kaką.


Druga połowa zaczęła się od zdecydowanej gry Manchesteru. Gospodarze robią wielkie zamieszanie w polu karnym Realu Madryt – piłka wybita przy linii goakicka w strone autu pada łupem rozpędzonego Naniego, który płasko wrzuca ją w pole karne. Stojący tam Welbeck tylko musnął futbolówkę, to jednak wystarczyło by zaskoczyć nogę Ramosa, która tym razem uderza piłkę nie w kosmos, a po ziemi, do własnej bramki.


United po bramce delikatnie oddało pole rywalom, co nie znaczy, że dało się zdominować. I tak zresztą – ataki Realu nadal docierały tylko do defensywy Diabłów. Jedna z takich piłek wybita została w 57 minucie, a dobiec do niej próbował Nani. Kozłującą piłkę Portugalczyk próbował opanować w locie, nie spodziewał się jednak, że natrafi tam również na Arbeloę. Nie spodziewał się chyba kogokolwiek. Spotkanie buta Naniego oraz żeber Arbeloi zakończyło się kiepsko dla obu graczy, jednak to Portugalczyk cierpiał dłużej. I pewnie cierpi do tej pory, bo gdy tylko wstał, ujrzał czerwony kartonik.



Słusznie czy nie... To temat na długą dyskusję. Wejście nakładką w żebra przeciwnika to zdecydowana kartka, teraz jednak mógłbym powiedzieć, że Nani składał się do przyjęcia, co było widać. Ponadto – najpewniej nie wiedział, że rywal również próbuje przejąć piłkę, spodziewał się chwili spokoju. W opinii znacznej większości (biorąc pod uwagę kibiców innych drużyn niż MU), należała się żółta kartką.


Sent-off zrujnował mecz Diabłów. Zespół momentalnie stracił nie tyle polot w ofensywie, której filarem był Nani, ale ogólnie pewność siebie i koncentracje. Nie dziwne, dyskusje trwały długo, decyzja była szokująca, a Real skrzętnie wykorzystał osłabienie rywali. Manchester problemy z pozbieraniem się przypłacił wyjątkowo boleśnie – pierwszy ukarał ich Modrić, wpuszczony na boisko i skazany na osłabienie gry Realu przeprowadził świetny rajd w przedpolu uderzając piękną piłkę na bramkę De Gei. Strzał w mojej ocenie nie do obrony – trafił w słupek, wpadając do bramki w 67 minucie.


To jednak nie był koniec emocji. Chociaż United dostali piłkę do rozegrania ze środka, to Real znów przejął inicjatywę, przypieczętowując to akcją zaledwie dwie minuty po pierwszym trafieniu. Higuain zgrywa piłkę w poprzek boiska, bardzo blisko bramki De Gei, który nie daje rady jej przeciąć, podobnie jak Rafael. Tym razem górą jest Ronaldo, wbijając ją do bramki. Portugalczyk mimo wysunięcia Królewskich na prowadzenie nie celebruje zdobyczy.


Parę minut później wchodzi Pepe, co jest dla mnie dodatkowym źródłem dalszych emocji. I nie dziwne, bo dostaje on w 88 minucie żółtą kartkę. Nie wiem za co, na bieżąco jednak oceniłem, że za bycie Pepe.


Wcześniej jednak na boisko wchodzi Rooney, potem również Valencia. Ferguson nie ma nic do stracenia, przerzuca więc siły na atak – w tak ofensywnym ustawieniu United nie grało jeszcze ani razu w tym sezonie. Nie było jednak w tak dramatycznej sytuacji ani razu. Jest to odpowiedź na defensywną taktykę Mourinho, co widać po dalszym przebiegu meczu.


Mijające minuty przypominają pierwsze pół godziny spotkania – znów obie drużyny raczą się kontrami, jednak to United znów wydają się lepsi. To jednak na nic, Fergie Time nie działa w Lidze Mistrzów. W 89 minucie blisko czwartej trzeciej bramki jest Kaka, który wbiega lewą stroną w pole karne i oddaje strzał. Piłkę strąca najpierw jeden z defensorów, potem Dea Gea, aż wreszcie futbolówka ląduje przy linii bramkowej. Za braku towarzystwa zawodników Realu tam też zostaje, złapana, po chwili dezorientacji, przez De Geę.


Hiszpan wybija piłkę na kontrę kolegów z pola, niestety tą po chwili wywalcza Lopez. Goalie Realu wyrzuca ją i… pada na murawę. Niestety, nie potrafię inaczej tego nazwać niż symulka. Nic dziwnego – 90 minuta jest idealna na takie zachowania, chociaż prestiż spotkania już nie bardzo. Być może wpływ tureckiego sędziego dał do zrozumienia Lopezowi, że on też może trochę popsuć mecz.


Dodatkowe 5 minut na niewiele się zdało obu drużynom. Ronaldo dostał szansę na kolejną bramkę, niestety tym razem trafił na De Geę. Również United próbowali wyjść z podniesioną głową, niestety bezskutecznie.


Gwizdek sędziego kończący mecz sprowadził na arbitra graczy United, wyraźnie wzburzonych jego decyzjami. Rio Ferdinand bez skrępowania bił brawo centymetry od twarzy bohatera meczu i przyznam szczerze, mając w pamięci jedno Gran Derbi, podświadomie liczyłem na „zadymę”, samemu w duchu chcąc wejść w skórę kogoś z graczy United i wymierzyć sprawiedliwość. Cóż, szczęśliwie gracze angielscy mają więcej ogłady niż zawodnicy z Hiszpanii a tym bardziej ja i obyło się bez zamieszania.


Nie ma co ukrywać, że decyzja sędziego zmieniła mecz. Do tego czasu widzieliśmy piękne widowisko okraszone świetnymi akcjami i dynamiką, lecz również, śmiało to powiem, sporą dozą bezradności przyjezdnych. Czerwień dla Luisa Naniego zesłała katastrofę na graczy United, a dopełniła jej maszyna z Madrytu. W dalszej części meczu brakowało Naniego – było kilka akcji, gdzie mile widziany byłby bystry zwód czy niespodziewany strzał przy słupku. Być może pod koniec meczu zobaczylibyśmy również Chiciarito zamiast Valencię – egzekutora z ławki zamiast kolejnego skrzydłowego.


Trzy fakty z tego meczu:
- Był to 1000 występ Ryana Giggsa w barwach Manchesteru United.
- Real Madryt strzelił wszystkie bramki w tym meczu – pierwszą był gol samobójczy Sergio Ramosa
- Czerwona kartka Luisa Naniego była pierwszym sent-offem gracza Manchesteru United w tym sezonie.


Wybrane wypowiedzi:

Mike Phelan: „Myślę, że trener nie jest w najlepszej dyspozycji, by rozmawiać z sędzią. To mówi wszystko. W szatni jest rozpacz, trener jest w rozpaczy.”


David Moyes: „Uważam, że dziś wieczorem Sir Alex Ferguson będzie zły jak nigdy. Ta decyzja zmieniła grę. Była kiepska i kosztowała ich najwyższą cenę w futbolu.”


Nani: „Teraz naprawdę wiem, dlaczego Valdes tak zareagował w El Clasico.”


Gary Lineker: „Sędzia absolutnie zabił Manchester United.”


Cristiano Ronaldo: "Nigdy nie zapomnę tego, co zrobili dziś fani United. Jestem im wdzięczny."


Jose Mourinho: „Niezależnie od decyzji, przegrała lepsza drużyna. Nie zasłużyliśmy na zwycięstwo, ale taki jest futbol. Wątpię, byśmy wygrali mecz 11 vs. 11. Po tym jak zagraliśmy przeciw Barcelonie, dziś liczyłem na więcej.”


Relacja spisana oczywiście okiem fana Manchesteru United, choć starałem się zachowywać momentami obiektywność. Na koniec, szacunek dla Jose Mourinho oraz Cristiano Ronaldo za ich słowa.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)