Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Sergi Roberto - od zera do bohatera

Sergi Roberto - od zera do bohatera

Piłka nożna | 02 listopada 2015 11:50 | Marcin Borciuch

fot. FC Barcelona

Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą. Ze swoją nieudolnością boiskową zostawał sam. Żadne jego zagranie nic nie wnosiło do gry, jakiegokolwiek przyspieszenia akcji, polotu, nie dodawało akcjom koronkowości i pomysłu. Był wytykany i ogromnie krytykowany przez wielu kibiców Barcelony, nawet przeze mnie. Dzisiaj jest jednym z silniejszych punktów „Blaugrany”, a swoją grą w niczym nie przypomina Sergiego Roberto z przełomu sierpnia/września i wcześniej. Jedynie chłopięca fryzura się nie zmieniła.


Członkiem pierwszego zespołu jest od 1 lipca 2013 roku. Ówczesny sztab ze ś.p. Tito Vilanovą musiał coś w nim widzieć, skoro zdecydował się na dołączenie go do składu. Pierwsza myśl, jaka mogła przyjść kibicowi „Dumy Katalonii” w tamtym momencie – on będzie zastępcą Iniesty lub Xaviego, skoro Thiago Alcantara poszedł do Bayernu Monachium. Po nawrocie nowotworu ślinianki u Vilanovy stery w drużynie przejął Gerardo Martino. Za kadencji „Taty” nie grał rewelacyjnie, generalnie zawodził i spisywał się poniżej oczekiwań. Zaczęto mówić, że jest kolejnym z La Masii, który jest za słaby na wielką Barcelonę. On, Andreu Fontas, Isaac Cuenca czy Cristian Tello, choć nie tylko oni nie podołali. Wtedy takie słowa miały rację bytu.


Po sezonie z Argentyńczykiem na ławce przyszedł czas na Luisa Enrique. Część kibiców była sceptycznie na początku nastawiona do „Lucho” (w tym ja), bo okres w Romie i w Celcie Vigo nie miał rewelacyjny, a część pozytywnie i dawała mu czas i szansę, bo to człowiek z klubu i zna filozofię. Skoro zna, to powinien wystawiać młodych, wychowanków. A to oznacza, że to miał być czas dla Sergiego Roberto. Jak go wykorzystywał/wykorzystuje? Biorąc pod uwagę cały okres z Enrique na ławce, skwitować można go tak – szału nie ma, „czterech liter” nie urywa.


Fajtłapy i pokraki nie powinni grać


Choć w zdecydowanej większości meczów minionego sezonu był zmiennikiem, to jego wejścia nic nie dawały. Ba, nawet działały niekorzystnie na grę zespołu. Zwalnianie akcji podaniami do tyłu lub w poprzek a'la Xavi pod formą, gdy można zagrać groźniejszą piłkę, słaby pressing z jego strony i nieduży angaż w akcje ofensywne. Barcelona z nim na boisku grała znów ospale, jak za krótkiego okresu z Jordim Rourą czy momentami u Martino.


Roberto nie mógł usprawiedliwiać fakt, że wchodził z ławki, gdy wynik był ustalony, albo przy słabszym przeciwniku. 20 minut przy takich spotkaniach to jest naprawdę dobra okazja na łapanie doświadczenia, walczenia o to 12. miejsce w składzie. Jeśli w ciągu tych 20 minut nie jest w stanie nic szczególnego pokazać, nic konstruktywnego zagrać, to dużą wątpliwością jest, czy zasługuje na ławkę rezerwowych.


Nie raz czytałem nieprzychylne komentarze pod jego adresem, negatywne opinie. Wówczas uzasadnione, bo cule, patrząc na jego grę, mógł sobie wyrywać włosy z głowy. Fajtłapa, pokraka, piłkarska pomyłka… Takim na boisku mówimy „nie”.


Jednak”Lucho” uparcie go wystawiał. Może na treningach pokazywał coś wartościowego, co mogło wnieść świeżość do gry, a na boisku nie wytrzymywał presji… Można gdybać i gdybać, ale za zeszły sezon i początek tego łatka wiecznego rezerwowego była w pełni zasłużona.


Renesans formy


Kontuzje podstawowych zawodników i ich gorsza forma wlały w serce Sergiego Roberto nadzieje na więcej gry, na szybszy rozwój. W ostatnim okresie, tj. kilku tygodni, pokazał, że jest ambitny piłkarzem, że mu zależy, by grać jak najwięcej. Dość eksperymentalnym zabiegiem było wystawienie go na prawej obronie. Na początku nie dawało to oczekiwanych efektów, kibice narzekali tak samo, jak w poprzednim sezonie. Jednak im więcej minut spędzonych na boisku, tym lepiej dla niego samego. Zaczął nabierać pewności siebie, wiary w swoje umiejętności i od połowy września grał na miarę początkowych oczekiwań. W końcu potrafił agresywniej podejść z pressingu, zagrać do przodu i iść za akcją. Nie było widać po nim strachu, jakiegokolwiek.


Na szczęście dla zespołu, kibiców i niego samego, nie popadł szybko w samozachwyt, bo staje się ważną postacią w zespole, że potrafi wziąć ciężar gry na siebie. To pokazuje, że słynne cojones miał od początku, tylko problem siedział w jego głowie i nie mógł ich pokazać.


Zamienić wady w zalety


Eksperci i statystycy wytykają mu głównie słabą koncentrację. Ostatnie mecze pokazują, że pracuje nad tym elementem. Widać po grze, że jest bardziej skupiony, a zarazem mocniejszy psychicznie. Uodpornił się na krytykę z każdej strony, która z każdym tygodniem jest coraz mniejsza. Problem siedział w jego głowie, a widocznie nim była ta koncentracja.


Nie od dziś wiadomo, że mecz rozgrywa się też w głowie zawodnika. Trzeba grać nie tylko głową, ale z głową, myśleć, i to bardzo szybko, przy każdym ruchu, zagraniu, wiedzieć, gdzie, kiedy i jak się ustawić. Jeśli piłkarz nie myśli na boisku, to nie może wiele osiągnąć. Futbol to nie tylko gra nogami i kopanie piłki.


Zasadniczym pytaniem jest, czy Sergi Roberto będzie w stanie utrzymać dobrą dyspozycję, a nawet grać lepiej. Już nie jest sam, bo osiąga osobisty sukces. Sukces ma wielu ojców, ale jedynym prawowitym ojcem powodzenia Roberto w tym sezonie, jest młody Hiszpan. Ma 23 lata, jeszcze wiele przed nim. Skazywany na niepowodzenie zamyka krytykom usta, mnie też. Nie wierzyłem w niego, pozytywnie zaskakuje. Niech tak zaskakuje jak najdłużej.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)